Tropiki dalej są zielone. Właśnie na tym polega problem

konto.spidersweb.pl 2 godzin temu

Lasy tropikalne potrafią oszukiwać wzrok. Z góry przez cały czas są zielone, na mapach przez cały czas wyglądają jak las, a w statystykach nie zawsze znikają jako wylesione. Tyle iż w środku mogą być już poważnie uszkodzone.

Nowa analiza pokazuje, iż degradacja lasów tropikalnych jest dużo poważniejszym problemem klimatycznym, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka, gdy patrzymy tylko na zieloną, gęstą koronę drzew. To, iż las wciąż wygląda na zdrowy, nie oznacza, iż faktycznie spełnia swoją funkcję w ekosystemie. W rzeczywistości nie trzeba wycinać go do gołej ziemi, żeby przestał działać jak stabilny magazyn węgla. Wystarczy stopniowe osłabianie jego struktury, wycinanie pojedynczych drzew czy zaburzanie naturalnych procesów, by jego zdolność do pochłaniania i przechowywania dwutlenku węgla znacząco spadła.

Najgorsze są pożary pod koronami drzew

Międzynarodowy zespół badaczy zebrał dane ze 146 wcześniejszych prac dotyczących lasów tropikalnych od 1988 r. Chodziło o ujednolicenie wiedzy rozrzuconej po wielu badaniach, regionach i metodach pomiarowych. W efekcie powstała baza, która pozwala lepiej porównywać skutki różnych rodzajów uszkodzeń.

Największe straty węgla nadziemnego wiązały się z pożarami. Średnio oznaczały one utratę 49 proc. węgla zgromadzonego w nadziemnej części lasu. Węgiel nadziemny to ten związany w pniach, gałęziach i innych częściach roślin znajdujących się ponad powierzchnią gruntu. To najłatwiejszy do zobaczenia i często najważniejszy element leśnego magazynu.

Drugie miejsce zajęła wycinka selektywna, czyli usuwanie wybranych drzew bez całkowitego karczowania obszaru. Taki las przez cały czas może wyglądać jak las, ale utrata największych drzew, uszkodzenia przy zrywce drewna i drogi techniczne zostawiają w nim głęboki ślad. Średnia strata węgla wyniosła tu 34 proc.

Trzecim ważnym czynnikiem był efekt krawędzi lasu, ze średnią stratą 31 proc. Chodzi o pasy przy granicy lasu z polami, drogami lub wyciętymi obszarami. Krawędź jest bardziej narażona na wiatr, przesuszenie, wyższą temperaturę i zaburzenia. Las przestaje działać jak zwarty, wilgotny organizm, a zaczyna przypominać postrzępioną tkaninę, która pruje się od brzegów.

To są liczby, które powinny przestawić nasze myślenie o tropikach. Największy problem nie zawsze ma kształt wielkiej białej plamy po całkowitej wycince. Czasem jest zielony, poszarpany i dużo trudniejszy do policzenia.

Zdegradowany las to nie jest martwy las

Zdegradowany las nie pozostało stracony. Badacze pokazali, iż lasy, które zachowały część swojej struktury, potrafią odbudowywać zapasy węgla szybciej i skuteczniej niż tereny całkowicie wycięte.

Po 20 latach regeneracji lasy odradzające się po degradacji osiągały dużo lepsze wyniki pod względem węgla nadziemnego niż lasy wtórne odrastające po pełnym wylesieniu. To logiczne. o ile zostają stare drzewa, nasiona, gleba, mikroklimat i połączenia z sąsiednimi fragmentami lasu, ekosystem ma z czego się odbić. o ile wszystko zostało wyczyszczone, droga powrotna jest znacznie dłuższa.

Degradacja oczywiście jest problemem, ale nie powinna być traktowana jako wyrok. Las częściowo uszkodzony przez cały czas może odzyskać dużą część swojej funkcji, jeżeli przestanie być regularnie niszczony. Najgorszy scenariusz to powtarzające się pożary, kolejne wejścia drwali, dalsze fragmentowanie i presja rolnicza. Wtedy las nie ma czasu w odbudowę.

Jak pisaliśmy w tekście: Sadzą drzewa i myślą, iż pomagają klimatowi. To jest bzdura, same drzewa nie są magicznym przełącznikiem klimatu. Liczy się miejsce, jakość ekosystemu, bilans wody, energia i trwałość magazynowania węgla. Nowa analiza dopowiada do tego kolejną rzecz: czasem znacznie ważniejsze od sadzenia nowego lasu jest niedopuszczenie do tego, by istniejący las został po cichu wydrążony od środka.

Raporty klimatyczne mogą nie widzieć całego problemu

To badanie ma znaczenie nie tylko dla ekologów, ale też dla samej polityki klimatycznej. Państwa raportują emisje i pochłanianie gazów cieplarnianych w ramach międzynarodowych zobowiązań. Problem polega na tym, iż degradacja lasów bywa dużo trudniejsza do ujęcia w takich sprawozdaniach niż całkowita wycinka.

Wylesienie łatwiej zobaczyć, zaklasyfikować i wpisać do tabel. Degradacja jest bardziej rozmyta. Ile węgla stracono po pożarze pod okapem lasu? Jaki był rzeczywisty koszt selektywnej wycinki? Jak policzyć osłabienie krawędzi lasu po przecięciu go drogą? Jak odróżnić las zdrowy od lasu zielonego tylko na powierzchni?

Nowa baza danych może być używana do poprawy modeli obiegu węgla, krajowych inwentaryzacji emisji oraz raportowania w ramach mechanizmów ochrony lasów. Chodzi o to, by państwa nie liczyły wyłącznie powierzchni, ale także jakość lasu i to, ile węgla faktycznie w nim zostało.

To może mieć również znaczenie finansowe. Programy ochrony lasów i mechanizmy klimatyczne często opierają się na tym, ile emisji udało się uniknąć albo ile węgla udało się związać. jeżeli degradacja jest pomijana albo liczona zbyt ogólnie, kraje mogą nie dostawać dobrych sygnałów ekonomicznych. A bez nich łatwiej udawać, iż zielona plama na mapie oznacza sukces.

Satelity widzą coraz więcej, ale potrzebują lepszych danych

Przez lata degradacja była bardzo trudna do śledzenia, bo klasyczne obrazy satelitarne dobrze pokazywały znikanie lasu, ale gorzej radziły sobie z subtelniejszymi zmianami pod koronami drzew. To się na szczęście zmienia. Od około 2015 r. postęp w teledetekcji, czyli zdalnym badaniu Ziemi z satelitów i samolotów, pozwala coraz lepiej odróżniać pełne wylesienie od częściowej degradacji.

To jednak nie znaczy, iż technologia sama rozwiąże problem. Satelita może dostarczyć obraz, radar może zajrzeć głębiej w strukturę roślinności, a lotnicze skanowanie laserowe może pokazać wysokość i gęstość lasu. Ale żeby zamienić te dane w wiarygodne wyliczenia węgla, potrzebne są pomiary terenowe i dobrze zbudowane modele.

Jak pisaliśmy w tekście: Wreszcie dowiemy się, ile mamy lasów. Europa ma nowe oko na orbicie, nowa generacja satelitów ma pomóc mierzyć biomasę lasów znacznie dokładniej niż wcześniej. Bez lepszych pomiarów przez cały czas będziemy widzieć zieleń, ale niekoniecznie zrozumiemy, ile węgla naprawdę zostało w lesie.

Największym wyzwaniem jest przede wszystkim połączenie skali globalnej z lokalnym szczegółem. Tropiki nie są jednym jednolitym blokiem. Inaczej działa Amazonia, inaczej Kongo, inaczej Borneo, inaczej las pocięty drogami, a inaczej fragment po jednorazowym pożarze. Jedna średnia dla całego świata bywa wygodna, ale potrafi ukrywać najważniejsze różnice.

Ochrona tropików nie polega tylko na zatrzymaniu pił

W naszej powszechnej wyobraźni ratowanie lasów tropikalnych oznacza przede wszystkim zatrzymanie wycinki. Oczywiście to konieczne, ale zdecydowanie nie wystarczy. Nowa analiza pokazuje, iż trzeba równie poważnie traktować to, co dzieje się po cichu: pożary pod okapem drzew, przerzedzanie lasu, efekt krawędzi, osłabianie gleby, susze, wiatr i powtarzające się zakłócenia.

Las może przetrwać jedno uderzenie. Może odbudować część biomasy po selektywnej wycince. Może odrosnąć po słabszym pożarze. Jednak jeżeli zakłócenia wracają coraz częściej, ekosystem zaczyna działać na granicy możliwości. Węgiel wypada z niego szybciej, niż zdąży się stabilnie odłożyć.

Zobacz także:

Jak pisaliśmy w tekście: Zielone płuca Ziemi na granicy. Po jej przekroczeniu nie będzie odwrotu, Amazonia może zbliżać się do punktu, po którego przekroczeniu część lasu zacznie przechodzić w zdegradowane ekosystemy i sawanny. Degradacja jest jednym z mechanizmów, które mogą popychać taki proces do przodu, choćby jeżeli z daleka przez cały czas widzimy mnóstwo zieleni.

Właśnie dlatego polityka ochrony lasów nie może sprowadzać się do prostego bilansu hektarów. Potrzebuje kontroli pożarów, ograniczania nielegalnej wycinki, ochrony zwartych kompleksów, pilnowania krawędzi lasów i wspierania regeneracji tam, gdzie struktura ekosystemu jeszcze nie została zniszczona.

*Źródło grafiki wprowadzającej: Andry Sasongko, Pexels / Canva Pro

Idź do oryginalnego materiału