Test Schwalbe Albert Gravity Pro Radial – przewidywalność, która buduje zaufanie

magazynbike.pl 3 tygodni temu

Albert to nie jest kolejna opona, która próbuje udawać wszystko naraz, a w praktyce gubi się gdzieś pomiędzy suchym latem a jesiennym błotem. Schwalbe od początku pozycjonuje ją jako rozwiązanie do trailu i grawitacji, ale bez sezonowych kompromisów. I co interesujące – to właśnie ta pozorna zwyczajność okazuje się jej największą zaletą.

Albert zadebiutował równolegle z nową konstrukcją osnowy radialnej – stąd Radial w nazwie – i choć dla Schwalbe to nowość, sama idea nie jest rewolucyjna. Opony samochodowe od dekad korzystają z radialnego układu włókien, a w świecie rowerowym podobne próby pojawiały się już wcześniej, choć nigdy na taką skalę. Tym razem Niemcy poszli jednak krok dalej.

Radial – skąd my to znamy?

Według deklaracji Schwalbe nowa osnowa radialny zwiększa powierzchnię styku z podłożem o około 30% przy tym samym ciśnieniu w porównaniu do klasycznych konstrukcji. Tych liczb nie da się łatwo zweryfikować w domowych warunkach, ale jedno jest pewne – już pierwsze metry zdradzają, iż coś tu się dzieje. W klasycznej oponie kolejne warstwy nici osnowy krzyżują się pod kątem bliskim 90 stopni. Konstrukcja radialna zmienia ten układ – nici przecinają się pod znacznie mniejszym kątem, dzięki czemu… opona lepiej dopasowuje się do podłoża. Tyle teoria. Sam materiał nici nie uległ zmianie.

Efekt? Opona wyraźnie „uspokaja” rower. Ma zdolność tłumienia drobnych nierówności i krawędzi w sposób, który kojarzy się z bardzo niskim ciśnieniem. Jednocześnie boczne ścianki pozostają stabilne – nie ma uczucia pływania czy nerwowości w zakrętach, przynajmniej w testowanej przez nas wersji Gravity.

To wrażenie potęguje się na odcinkach trudnych technicznie. Albert nie próbuje walczyć z terenem – raczej się do niego dopasowuje, układając się do kamieni i korzeni, zamiast odbijać się od nich.

Warunki testowe prima sort

Opony trafiły na nowego Treka Fuel, którego mamy w długodystansowym teście, i od początku były użytkowane przez dwie osoby. To istotne, bo seryjne gumy Bontragera zastosowane w tym modelu okazały się najsłabszym punktem całego wyposażenia – przede wszystkim ze względu na wyraźnie ograniczoną przyczepność na mokrym. Wymiana ogumienia była więc świadomym tuningiem, a nie kosmetyczną zmianą.

Jesień tylko podkręciła sens takiego testu. Rower i opony zabraliśmy w kilka różnych miejscówek, by sprawdzić je w możliwie szerokim spektrum warunków. Radunia okazała się tu idealnym poligonem doświadczalnym – miejscem, które bezlitośnie weryfikuje, czy opona rzeczywiście trzyma. Ostre, suche kamienie, śliskie korzenie na mokro, szybkie zmiany przyczepności – wszystko to jest tam na porządku dziennym.

Co więcej, sama góra oferuje naturalny kontrast warunków. Południowa strona jest zwykle sucha, jasna i nagrzana słońcem, podczas gdy północna niemal zawsze spowita jest cieniem, wilgocią i chłodem. Trudno o lepsze środowisko do testów, a choćby nazwy tras – słoneczny Dreamer i skryta w mroku Black Witch – trafnie oddają charakter nawierzchni, po której przyszło nam jeździć.

Na tym jednak test się nie skończył. Trek Fuel z nowymi oponami trafił także do Srebrnej Góry, gdzie przez dwa kolejne weekendy był intensywnie eksploatowany: podjeżdżany, wożony tarpanem, ale też po prostu zjeżdżany dzień po dniu. Warunki zmieniały się niemal z godziny na godzinę – od mrozu, przez głębokie błoto i puszczającą szadź, aż po zaskakująco suche popołudnia.

Różnica wysokości sięgająca 300 metrów, zróżnicowane podłoże i charakterystyczne ukształtowanie terenu sprawiają, iż Srebrna Góra pozostaje naszym ulubionym miejscem do testów. jeżeli opona ma gdzieś pokazać swoje słabości – to właśnie tam.

Montaż

Gruba osnowa w wersji Gravity daje o sobie znać już na etapie zakładania opony. Montaż lekki nie jest,, ale po osadzeniu na obręczy Albert odpłaca się wzorowym zachowaniem przy pompowaniu – opona gwałtownie „wskakuje” na miejsce i trzyma ciśnienie bez problemów. Co ważne, udało się ją zamontować na kołach Bontragera, które mają dodatkowe plastikowe opaski uszczelniające – i znane są z tego, iż każde opony są na nich ciasne..

Bieżnik bez niespodzianek

Wzór bieżnika to układ 2 na 3 i znów na 2 klocki z wyraźnie zaznaczonymi, dobrze podpartymi klockami bocznymi. To dość typowe rozwiązanie, zwykle w przednich oponach. Przejście z części centralnej na boczne elementy jest płynne, bez dziury, którą w trakcie jazdy później można wyczuć.

Opona jest dostępna w rozmiarach 27,5 i 29 cali, i szerokościach 2,5 i 2,6 cala, w wariantach osnowy Trail I Gravity, obydwie radialne, 67 TPI. Do wyboru są też dwie mieszanki, Soft i Super Soft – my testowaliśmy tę pierwszą.

Znacie opony “kwadratowe”, z nagłym zrywaniem przyczepności? Albert daje pełną kontrolę również we wspomnianej strefie przejścia – nie ma tu nagłej zmiany przyczepności. Wysokie klocki centralne skutecznie wgryzają się w luźne podłoże i dobrze radzą sobie z hamowaniem.

Na podjazdach Albert, co nie zaskakuje, tryska trakcją – zarówno na mokrych korzeniach, jak i na śliskich kamieniach. Nie ma jednak róży bez kolców, to jasne!

Ciśnienie

Co ciekawe, subiektywne odczucie ciśnienia jest zupełnie inne niż wskazania pompki. Opona napompowana do 20–23 psi sprawia wrażenie, jakby miała znacznie mniej. Wrażenie jest takie, jakby guma była przyklejona stale do podłoża, z wybitnie odczuwalnymi własnościami tłumiącymi.

Celowo wybraliśmy wersję Gravity Pro a nie Trail także ze względu na ciśnienie, chcąc sprawdzić zalecenia producenta – a raczej im zaprzeczyć. Bo ten zaleca podniesienie ciśnienia o 3-5 PSI, a my bardzo lubimy niskie ciśnienia… Użyliśmy więc mocniejszej wersji opony, ze sztywniejszą ścianką, by przez cały czas jeździć na ciśnieniach, jakie znamy. I sprawdzić, czy będzie to miało ujemny skutek. Nie miało, choć Justyna, jako lżejsza, używała 19 PSi z przodu 21 z tyłu. W przypadku osób większych i jeżdżących ostro na pewno te zalecenia producenta warto wziąć pod uwagę – bo guma rzeczywiście deformuje się bardziej.

Na pewno dorzucimy też do testu w przyszłości wersję Trail, która może być na podobne eksperymenty bardziej wrażliwa.

Masa i opory – uczciwa cena za spokój

Nie ma co ukrywać: Albert nie jest oponą lekką. Widzicie ważenie sztuki Gravity Pro 2,5 tuż przed montażem – pokazuje ona 1392 gramy. W cięższej wersji Gravity waga zbliża się do poziomu, który jeszcze niedawno był zarezerwowany dla pełnoprawnych opon DH. Czuć to zwłaszcza na długich, płaskich dojazdach i podczas przyspieszania – opory toczenia są wyraźnie wyższe niż w bardziej „wyścigowych” konstrukcjach.

Justyna Jarczok, która oprócz mnie jeździła także na oponach, podjeżdżanie podsumowała na nich krótko – “Jakby miała kolce, które wbijają się w podłoże!”

Oficjalnie ta wersja waży 1330 gramów, ten sam rozmiar Trail 1180 g.

Dla kogo jest Albert?

Schwalbe Albert Gravity Pro Radial to opona dla tych, którzy szukają maksymalnej przewidywalności i pewności prowadzenia w zróżnicowanych warunkach. Nie udaje lekkiej opony trailowej, ale w zamian oferuje ogromny zapas kontroli i stabilności.

To jedna z tych opon, które nie krzyczą „patrz na mnie”, ale sprawiają, iż jedziesz szybciej tylko dlatego, iż bardziej ufasz temu, co dzieje się pod kołami. A to bywa warte więcej niż kilka gramów więcej na wadze.

Cena rynkowa ok. 270 zł.

Artykuł powstał w ramach płatnej współpracy z Unibike, dystrybutorem Schwalbe w Polsce.

Tekst i zdjęcia: Grzegorz Radziwonowski

Idź do oryginalnego materiału