Tak bardzo zbędna, iż niezbędna – test Trek Air Rush

magazynbike.pl 2 dni temu

Jest słynna anegdota, iż Apple Steve’a Jobsa odniosło sukces dlatego, iż zaczęło podsuwać ludziom odpowiedzi na potrzeby, o których wcześniej choćby nie wiedzieli, iż je mają. W moim przypadku dokładnie tak samo było z elektryczną pompką Trek Air Rush.

Nie wiedziałem, iż jej chcę. A kiedy się pojawiła, dziś naprawdę trudno mi sobie wyobrazić bez niej życie. Tak, jestem leniem — to fakt. Ale choćby biorąc to poprawkę, nie spodziewałem się aż takiego efektu.

To oczywiście nie jedyna elektryczna pompka tego typu na rynku, ale tę przetestowaliśmy dokumentnie, przez cały sezon. I z czystym sumieniem mogę ją polecić.

Nie pierwsza, ale wreszcie kompletna

Air Rush nie jest pierwszą taką pompką, którą mieliśmy w rękach. Wcześniej jeździliśmy z Naivitelem Air8 Mini — i też zapowiadał się na dłuższy związek. Problem w tym, iż brakowało w nim jednego kluczowego elementu: manometru. To oznaczało pompowanie „na oko”, a w świecie graveli, MTB i coraz niższych ciśnień jest to po prostu ślepa uliczka.

Trek wchodzi do segmentu później, ale robi to bardzo po swojemu: bez rewolucji, za to z wyraźnym naciskiem na ergonomię.

Pierwsze wrażenie: małe, zwarte, przemyślane

Pierwsze, co rzuca się w oczy, to rozmiar. Air Rush jest naprawdę kompaktowa. Z głowicą Presta mieści się w dłoni, a co ważniejsze — bez problemu w kieszeni koszulki, spodenek cargo albo w nerce. Wszystkie krawędzie są zaokrąglone, więc nic nie wbija się w plecy i nie niszczy odzieży. Detal? Tak. Ale dokładnie z takich detali składa się sprzęt, który faktycznie chce się wozić.

Na obudowie mamy trzy duże przyciski, które da się obsłużyć choćby w grubych zimowych rękawiczkach, oraz niewielki, ale bardzo czytelny kolorowy ekran LED pokazujący ustawione ciśnienie, aktualne ciśnienie oraz stan baterii.

Obsługa: banalna do bólu

Długie przytrzymanie przycisku „play” uruchamia pompkę. Plus i minus ustawiają docelowe ciśnienie. Nakładasz głowicę na wentyl, wciskasz „play” i… tyle. Pompka sama kończy pracę po osiągnięciu zadanej wartości.

Nawet najbardziej zatwardziały analogowiec musi przyznać jedno: to jest po prostu łatwiejsze niż szarpanie się z mini-pompką na poboczu, próbując „dobić jeszcze trochę” i sprawdzać efekt kciukiem.

Ba – próbowałem ją też użyć zamiast kompresora do tubelessowania. Tu sukces był 50 na 50. Przy ciasnych oponach da się! Ale gdy są luźne nie ma strzału powietrza, które je osadza.

Sprawdzałem też kontrolnie ciśnienie stacjonarnymi pompkami Bontragera i Lezyne – wskazania były zbliżone (różnica rzędu maks 2 PSI).

Bateria i wydajność w terenie

Trek deklaruje, iż jedno pełne ładowanie — realizowane przez USB-C i trwające niecałą godzinę — odpowiada mniej więcej czterem nabojom CO₂ 16 g. To porównanie jest średnio intuicyjne, dlatego znacznie lepiej spojrzeć na konkretne liczby, które producent podaje i które mają przełożenie na praktykę.

Rozmiar oponyCiśnienie w PSIIlość napompowanych opon
700×28753
29×2.4304
700×45357
700×35505

Bez wdawania się w dzielenie włosa na czworo – Air Rush bez problemu ogarnia kilka dopompowań podczas jednego wyjazdu — niezależnie od tego, czy mówimy o szosie, gravelu czy MTB. I to bez jednorazowych nabojów, bez zgadywania ciśnienia i bez irytującego „jeszcze jednego ruchu”.

Specyfikacja, która nie udaje kosmosu

  • Wymiary: 80 × 45 × 32 mm
  • Masa: 138 g (pompka), 175 g (pełen zestaw)
  • Obsługa wentyli: Presta i Schrader (samochodowy)
  • Maksymalne ciśnienie: 120 PSI
  • Bateria: 33,7 Wh, ładowanie USB-C
  • W zestawie: etui, głowice, wężyk, smycz, igła do piłek

Nie ma tu marketingowych fajerwerków. Jest dokładnie to, czego potrzeba.

Niuanse

Nie ma wad? Ma jedna istotną – trzeba pamiętać o jej naładowaniu. jeżeli zapominacie o podobnych detalach, tu będzie kłopot. Ale sama w sobie rozładowuje się powoli, w dodatku choćby naładowana w połowie przez cały czas wystarcza na uratowanie awaryjnej sytuacji, czyli np. na 2-3 gravelowe opony.

Jeśłi też lubicie minimalizm, to… zdecydujcie się na końcowkę, która obsłuży wasze wentyle. Te głowice nie są uniwersalne. Albo Presta albo samochodowy. I tyle. Można wozić dwie, ale wiadomo – paczka rośnie.

I ciekawostka – wolałbym, żeby cyfry były do góry nogami. Preferuję wentyl ustawiony na górze obręczy (wskazuje na dół), a przyłożona pompka jest wówczas… do góry nogami. Wiadomo, ciśnienie widać, sama się też wyłącza, ale… mogłoby być na odwrót.

Podsumowanie

Trek Air Rush to klasyczny przykład sprzętu, który wydaje się kompletnie zbędny… dopóki nie zacznie się go używać. A potem bardzo gwałtownie przestaje być gadżetem, a zaczyna być elementem podstawowego wyposażenia.

Nie jest tania, choć od premiery staniała – w sieci kosztuje w tej chwili ok. 330 zł. Nie jest konieczna do jazdy na rowerze. Ale jeżeli raz przyzwyczaisz się do komfortu, precyzji i świętego spokoju, jaki daje elektryczna pompka z manometrem, powrót do klasycznej mini-pompki zaczyna boleć bardziej niż samo przebicie dętki.

I to chyba najlepsza rekomendacja, jaką mogę jej wystawić. I jeszcze coś – jak przystało na rowerowy dom i 2 jeżdżące osoby, mamy w tej chwili dwie takie same pompki. Bo każde z nas chciało ją mieć.

Bezpośredni link do produktu: trekbikes.com/pl/pl_PL/cz%C4%99%C5%9Bci-rowerowe/akcesoria-do-rower%C3%B3w/pompki-rowerowe-i-akcesoria-do-pompek-rowerowych/pompki-rowerowe/pompka-elektryczna-trek-air-rush

Tekst i zdjęcia: Grzegorz Radziwonowski

Idź do oryginalnego materiału