Przez długi czas dziecięce rowery górskie – choćby te z wyższej półki – były w najlepszym razie rozsądnym kompromisem, a w najgorszym zwykłą protezą dorosłego sprzętu. Zawieszenie, które zaczynało działać dopiero przy masie ciała dwukrotnie wyższej niż młodego ridera, hamulce z klamkami zaprojektowanymi pod dłoń dorosłego mężczyzny i geometria, która miała „jakoś” działać. Dopiero ostatnie sezony pokazują, iż coś w myśleniu producentów wyraźnie się zmieniło. Giant Faith 2025 jest jednym z najmocniejszych sygnałów, iż dziecięcy segment MTB wchodzi w zupełnie nową fazę.


Powrót nazwy Faith, ale w zupełnie innym znaczeniu
Dla starszych riderów nazwa Faith ma bardzo konkretne konotacje. Freeride, wielki widelec, czasy gdy rowery miały dużo skoku, a geometria była brutalna i bezkompromisowa. Pamiętacie Kurta Sorge i Red Bull Rampage? To był ten rower! Giant po latach sięga po ten szyld ponownie, ale robi to w sposób zaskakująco dojrzały. Nowy Faith nie próbuje nawiązywać do przeszłości formą ani charakterem. To nie jest nostalgiczny projekt – to nowoczesny ścieżkowy rower zawieszony, tyle iż zaprojektowany od podstaw dla młodszych, lżejszych riderów.

Rama i platforma: „dorosły” rower w mniejszej skali
Już pierwszy kontakt z ramą pokazuje, iż Giant potraktował ten projekt poważnie. Hydroformowane aluminium, czysta linia, wewnętrzne prowadzenie przewodów, sztywne osie w standardzie boost, solidna ochrona tylnego trójkąta – Faith wygląda jak zmniejszony trail bike dla dorosłych, a nie jak rower „dziecięcy”. Zastosowany system FlexPoint to dobrze znana platforma z innych modeli Gianta, co samo w sobie jest ważnym sygnałem: to nie jest eksperyment ani boczna gałąź oferty, tylko pełnoprawny model w gamie.


Dwie wersje, dwa rozmiary kół bez uproszczeń
Giant oferuje Faitha w dwóch wariantach: mniejszym, opartym na kołach 24” oraz większym, z układem mullet – 27,5” z przodu i 26” z tyłu. najważniejsze jest jednak to, iż nie jest to ten sam rower „przebrany” w inne koła. Każda wersja dostała własny widelec Crest, zaprojektowany specjalnie pod daną średnicę. To podejście, które rzadko spotyka się choćby w segmencie dorosłych rowerów, a w dziecięcym w zasadzie nie istniało.


Zawieszenie Crest: sprzęt strojony pod lżejszych użytkowników
Jednym z najmocniejszych punktów Faitha jest zawieszenie. Zarówno widelec Crest, jak i nowy tłumik Crest FloTrac Lite korzystają z tłumienia FloTune Lite – zestrojonego specjalnie pod niższe masy ciała. Regulacje kompresji i powrotu faktycznie działają w realnym zakresie, a nie dopiero wtedy, gdy kierujący waży 75 kg (zwykle okolice tej wagi uznaje się za średnią i pod nią tuninguje rowery). I uwaga – czytelna tabela ustawień ciśnienia i reboundu nadrukowana bezpośrednio na goleniach widelca. Mały detal, ale pokazujący, iż ktoś naprawdę myślał o użytkowniku, a nie tylko o specyfikacji katalogowej.


Koła, które nie są tylko „mniejsze”
Giant nie zatrzymał się na ramie i zawieszeniu. Faith dostał dedykowane koła Giant TRA w wersji o mniejszej średnicy, z charakterystycznymi obręczami o wzmocnionych brzegach. To rozwiązanie ma poprawiać odporność na dobicia. Koła są oczywiście tubeless ready i korzystają z bębenka o szybkim zazębianiu – pełnoprawne rozwiązanie trailowe, a nie dziecięcy ersatz.


Sztyca tele we adekwatnych proporcjach
Sztyca regulowana Giant Contact Switch AT Lite to kolejny przykład podejścia „od podstaw”. Lżejszy mechanizm działania, zaprojektowany dla użytkowników poniżej 62 kg, sprawia, iż ten element faktycznie jest użyteczny. Skok 100 mm można dodatkowo ograniczyć dystansami, co ułatwia idealne dopasowanie roweru do wzrostu i długości nóg.


Osprzęt bez taryfy ulgowej
Specyfikacja Faitha nie pozostawia złudzeń: to nie jest rower do kręcenia po osiedlu. Napęd MicroSHIFT 1×11 z kasetą 11–48 z zapewnia potrzebny zakres przełożeń, hamulce Tektro z klamkami pod mniejsze dłonie dają kontrolę, a opony Maxxis Minion jasno określają przeznaczenie roweru. To zestaw komponentów, który nie ogranicza ambicji – ani rodzica, ani młodego adepta.


Cena i sens całego projektu
Cena 10 499 zł – identyczna dla wszystkich wersji Giant Faith i Liv Faith – może wydawać się wysoka, jeżeli patrzymy na ten rower przez pryzmat „dziecięcego MTB”. jeżeli jednak spojrzeć na niego jak na pełnoprawny rower trailowy, zaprojektowany pod konkretną grupę wagową i wzrostową, zaczyna się to wszystko logicznie spinać. To nie jest sprzęt „na przeczekanie”, tylko narzędzie do realnej jazdy. Na oficjalnej stronie polskiego dystrybutora Gianta Liv Faith nie jest dostępny – ale nie lękajcie się! Wpisanie w sieci nazwy pokazuje, iż dostaniecie go bez problemu online ze sklepów wysyłkowych działających w naszym kraju, w sugerowanej cenie.
Specyfikacja Giant Faith 24
Rama ALUXX SL Alloy, system zawieszenia FlexPoint, skok 130 mm
Widelec Giant Crest TR Elite Lite, tłumik FloTune Lite, skok 140 mm
Tłumik Giant Crest FloTrac Lite, 165 × 45 mm
Koła Giant TRA, obręcze aluminiowe, szerokość wewnętrzna 30 mm
Opony Maxxis Minion DHF 24 × 2,4” (przód) oraz Minion DHR II 24 × 2,3” (tył)
Napęd MicroSHIFT Advent X 1×10 z korbą Prowheel 30 z oraz kasetą 11–48 z
Hamulce Tektro HD-J285 z tarczami 180 mm (przód) i 160 mm (tył)
Kierownica Giant Contact TR, wznios 20 mm, szerokość 680 mm
Mostek Giant Contact, długość 40 mm
Sztyca Giant Switch AT Lite, skok 100 mm

Warunki testowe
Na papierze Giant Faith 2025 wygląda jak projekt, którego celem jest jedno: zabrać sprzętowe ograniczenia z drogi młodego ridera. Nie obiecywać, iż „będzie lepiej później”, tylko działać tu i teraz – na prawdziwych trasach.

I dokładnie to z nim zrobiliśmy. Co prawda dotarł do nas już po wakacjach, bo we wrześniu – wcześniej była testowa kolejka – ale nie przeszkodziło to go sprawdzić w bardzo różnych warunkach. Tym bardziej, iż pogoda dopisywała. Pierwsza jazda miała więc jeszcze na krótko w Twardogórze, w tamtejszym Rowerowym Parku Umiejętności, potem używany był regularnie do objeżdżania pumptracków (na czele ze słynnym wrocławskim K2), Janosika w Sobótce, jak i wypadów na trasy enduro do Srebrnej Góry. Rower podjeżdżał, był wypychany i wywożony za “tarpanem” na przyczepie, a główny użytkownik Adam (lat 11, 141 cm wzrostu), używał też go jako roweru miejskiego – tu kłania się umiarkowana masa 12,6 kg i dopasowanie do wzrostu (13,08 wynosi kompletna waga z oryginalnymi pedałami).

Wrażenia z jazdy
Historia Adama z rowerami prawdopodobnie kilka różni się od tej, którą przechodzi większość dzieci: wraz z rośnięciem przychodzą kolejne zmiany sprzętu, a jego rozmiar nie zawsze jest idealnie dopasowany. Od pierwszego Erlyridera na 16tkach, przez Kubika, aż po Treka na kołach 26 odziedziczonego po starszej siostrze – wciąż lekko za dużego. Ten ostatni rower teoretycznie był już w miarę dopasowany, bo z bardzo małą ramą, jednak w praktyce skończyło się to urazem na tyle poważnym, iż Adam wyraźnie zniechęcił się do jazdy. Mówiąc wprost, leżał na trasie F w Srebrnej Górze, miejscu, które znał dobrze, ale na jednym ze zjazdów nie udało mu się opanować roweru. Potem przez rok nie chciał w ogóle wsiąść za kierownicę.

Dlatego przesiadka na GIANT FAITH 24 była objawieniem – to rower przeznaczony dla użytkowników o wzroście od 130 do 150 cm, a przy 141 cm wzrostu Adama wszystko nagle zaczęło idealnie pasować. Już pierwsza jazda zakończyła się w sposób dla mnie niespodziewany: zamiast ostrożnego kręcenia było jeżdżenie po kładkach jak northshory w Twardogórze i próby skoków, w dodatku udane, co przełożyło się na natychmiastową akceptację roweru.

Później było tylko lepiej, co potwierdziły kolejne wyjazdy do Srebrnej Góry, wypady w inne możliwe miejscówki oraz jazda na pump trackach. Fakt, iż rower jest w pełni amortyzowany, a nie ogranicza się jedynie do przedniego widelca, w połączeniu z realnym dopasowaniem wielkości do użytkownika, jest po prostu nie do przecenienia.


Do tego większość komponentów również pasuje ergonomicznie, w tym dźwignie hamulcowe i siodełko, dzięki czemu dostajemy sprzęt niemal idealny. Jeździliśmy w bardzo różnych warunkach, od łatwiejszych tras typu D i F w Srebrnej, aż po prawdziwe trasy enduro, takie jak A w tym samym miejscu, i właśnie tam okazało się, iż rower pozwala realnie podnosić umiejętności i pomaga w trudniejszym terenie. Docenia się wtedy nie tylko geometrię z kątem główki ramy 64,5 stopnia, ale też fakt, iż opony są w pełni „dorosłe” – bezdętkowe, osadzone na szerokich obręczach i po prostu przyczepne. Rozmarzająca szadź w grudniu nagle okazała się tylko okolicznościami nie wpływającymi na przyjemność jazdy. Wspomniana wcześniej i nielubiana F została po prostu przeleciana.
I to potwierdzenie, iż jest dobrze – „Chcesz jeszcze raz?” „Tak!”
Manetki działają na tyle lekko, iż cały zakres przełożeń był realnie wykorzystywany, choć na bardzo stromych podjazdach zdarzało się już rower prowadzać, przy czym jego masa przez cały czas pozostawała akceptowalna. Największym kompromisem okazała się sztyca regulowana, która co prawda działa wyraźnie lżej niż standardowe konstrukcje, ale czasami wymagała dwukrotnego przysiądnięcia, by opuścić się do samego dołu, bo masa użytkownika w okolicach 35 kg ma swoje prawa.

Z mojego punktu widzenia jedynym elementem wymagającym wymiany są pedały – fabryczne, plastikowe platformy bez pinów – natomiast poza tym jest to sprzęt kompletny, dopracowany w najmniejszych szczegółach, z szerokim zakresem regulacji komponentów na kokpicie, możliwością dopasowania odległości klamek do mniejszych dłoni i odpowiednią grubością chwytów. Wszystko pasuje.

Po raz pierwszy dostaliśmy tu rower, który pomimo małej wagi użytkownika działa jak dorosły rower – i tu Giant dokonał prawdziwego przełomu. Instrukcja na goleni amortyzatora to duże ułatwienie dla rodziców, ale przede wszystkim pozwala ona na wykorzystanie skoków i możliwości roweru.


Koszty – tego nie da się pominąć
Nic dziwnego, iż po takich wrażeniach z jazdy zacząłem sprawdzać opcje, jak stać się właścicielem tego sprzętu. I sprawdziłem alternatywy. Tyle, iż one nie bardzo istnieją. Albo inaczej – tak, da się kupić inne rowery amortyzowane tej wielkości, na kołach 24 cali, ale żaden nie ma tak zaawanswanego zawieszenia i tekiego dopracowania detali. Najczęściej konkurencja stosuje zawieszenie Manitou Machete J Unit / Mara lub Suntoura, jeżeli rower ma być tańszy to kompromisy dotyczą napędu bądź kół czy braku sztycy teleskopowej. Np. Cube Stereo 240 One kosztuje ok. 7500 zl, ale ma napęd Cues 1×9 i nie ma sztycy, a YT Jeffsy Primus 24 (koszt 9950 zł bez przesyłki) ma napęd Sram NX, ale brak sieci serwisowej w Polsce. Obydwa ważą podobnie jak Giant. Dartmoora Rocbird Jr nie brałem pod uwagę, bo jest 2 kg cięższy – a wiem z przeszlości, jak zbyt ciężki rower zniechęca do jazdy na nim. To przez cały czas nie sprawia, iż Faith 24 jest tańszy, ale moje doświedczenie z dotychczasowymi rowerami markowymi, jakie mieliśmy, jest takie, iż sprzedwałay się bez problemu. Czy po 2, maksymalnie 3 latach, gdy młodzież wyrośnie, da się odzyskać całość pieniędzy? Na pewno nie, ale przez cały czas strata będzie akceptowalna, a zaliczka na kolejny rower konkretna.

Podsumowanie
Giant Faith 24 to jeden z pierwszych dziecięcych fulli, który przestaje być kompromisem, bo działa jak „dorosły” rower mimo niskiej masy użytkownika. Dzięki dopasowanej geometrii, zawieszeniu strojonego pod lżejszych riderów i przemyślanym detalom sprzęt przestaje ograniczać, a zaczyna budować pewność siebie i umiejętności – choćby na prawdziwych trasach enduro. Wysoka cena ma sens, bo to nie jest rower „na przeczekanie”, tylko pełnoprawne narzędzie do jazdy, które zostanie z dzieckiem na kilka sezonów i bez problemu obroni się na rynku wtórnym.
Patrząc na to inaczej to nie koszt tylko inwestycja w kolejne jeżdżące pokolenie. A to się ceni.
Bezpośredni link do modelu – giant-bicycles.com/pl/faith-24
Artykuł powstał w ramach płatnej współpracy reklamowej z Giant Bicycles, giant-bicycles.com/pl/
Tekst i zdjęcia: Grzegorz Radziwonowski









