
Pogłoski o śmierci telewizji od zawsze były raczej mocno przesadzone, ale po raz kolejny mogłem zobaczyć, iż ta ma się całkiem dobrze, wzbudzając w nas potrzebne emocje.
Nie zliczę, ile razy mignęły mi na Facebooku relacje osób, znajomych i nieznajomych, które dały znać, iż też oglądają koncert The Cure w TVP. Niewykluczone, iż to efekt bańki, ale można było odnieść wrażenie, iż jest jak za najlepszych czasów telewizji, niemalże tak samo, jak podczas Małyszomanii – transmisja była w końcu „powodem ogromnej zbiorowej radości”, przez chwilę można było żyć „życiem zastępczym”, lepszym od codziennej rzeczywistości, bo muzycznym, artystycznym.
Żyło się tylko przez chwilę, ale za to jaką! Poczucie, iż uczestniczy się w czymś wyjątkowym, potęgowały właśnie zdjęcia wrzucane w media społecznościowe. Wypadało dać znać, iż się uczestniczy, przeżywa, jest się obecnym razem z innymi.
A przecież na innym kanale TVP transmitowany był mecz Mistrzostw Świata. „W latach 90. byłby to niezapomniany wieczór” – skomentował to połączenie (koncert na żywo z dużego festiwalu i mecz Mistrzostw Świata) jeden ze znajomych. Można jednak zaryzykować tezę, iż i teraz zrobił na tyle duże wrażenie, iż wspominany będzie przez długie lata. Szczytowy moment polskiej telewizji publicznej i to właśnie w 2026 roku? Kto by pomyślał.
Pogłoski o śmierci telewizji są mocno przesadzone
Oto więc ta telewizja, która miała skonać, miała być nikomu niepotrzebna, miała przegrać ze streamingiem i platformami VOD, dalej potrafi porwać tłum i przyciągnąć przed odbiorniki wszystkich – a przynajmniej tak się wydaje, bo w końcu każdy komentuje, każdy się zachwyca.
Doszło do nieprzyjemnych ekscesów, haseł w stylu: i to jest telewizja na poziomie, wreszcie rozrywka dla osób kulturalnych, obytych, porządny zespół, a nie gatunek, którego się nie poważa.
Abstrahując od tych zupełnie niepotrzebnych przytyków, byliśmy świadkami potęgi telewizji. Wydarzenie na żywo, które budzi emocje – z tym ciągle trudno jest walczyć, przez cały czas trudno – nie da się, bo to niemożliwe? – zaproponować coś lepszego.
I jasne, możemy się spierać, czy rzeczywiście dzisiejsze oglądanie można zaliczyć do tradycyjnej konsumpcji telewizji. W końcu nie każdy ma telewizję kablową czy satelitarną – choć z drugiej strony to dalej większość – a wiele osób korzystało z internetowego dostępu, oglądało na laptopie czy telefonie itd.
To wszystko nie zmienia faktu, iż to wciąż telewizja jest magnesem
I owszem, to specyficzny, bardzo wyjątkowy zbieg okoliczności: mundial rozgrywany jest co cztery lata, festiwal odbywa się co roku, a nie zawsze jest transmitowany i nie zawsze pokazywany jest koncert zespołu, który dla wielu znaczy tak dużo. Ale to właśnie ta wyjątkowość jest też cechą telewizji: potrafi posadzić przed ekranem i pozwala wspólnie przeżywać coś ważnego.
Fortunny splot zdarzeń to jedno, ale w objęciach telewizji pozostajemy też na co dzień. Niedawny polski hit Netfliksa, „Love is Blind”, to przecież telewizja w pigułce, format tak bardzo telewizyjny, jak tylko się da, aktywujący te same emocje, co „Big Brother” czy inny tego typu program. Lata mijają, a nie ma nic lepszego, niż zwykli ludzie w poszukiwaniu szczęścia. A jak jeszcze zamknie się ich w jednym pomieszczeniu, to w ogóle dostaje się samograj.
Popularne kanały na YouTubie nie walczą z telewizją, one są telewizją – mają standardową ramówkę, a choćby programy śniadaniowe. Można mówić, iż nie ogląda się tradycyjnej telewizji, ale jednak ciągle pozostaje się w jej objęciach. Wydaje się nawet, iż nikt potrzebuje się z tych macek wyrwać – częściej chce się w te bezpieczne, dobrze znane ramiona wpadać.
Od zawsze hasła o śmierci telewizji były mocno przesadzone. Być może służyły po to, żeby dodatkowo się wybić, rzucając wyzwanie potężnemu przeciwnikowi. choćby jeżeli celem nie jest bycie telewizją-bis, to i tak często się tak to kończy. I paradoksalnie wtedy jest to dowodem na sukces, nie porażkę.
Koncert The Cure pokazał, czemu to telewizja jest tym Złotym Graalem – chodzi o wydarzenia, które można oglądać wspólnie, na żywo, które przytrafia się tylko tu i tylko teraz. By po wszystkim usłyszeć retoryczne pytanie: „oglądałeś?”, i móc odpowiedzieć: „jasne, iż oglądałem, ale było, co?”. A tak się składa, iż telewizja dalej potrafi te emocje zapewnić.








![Test iMagazine: Chery Tiggo 7 PHEV – cena czyni cuda, czy cena to nie wszystko? [galeria]](https://imagazine.pl/wp-content/uploads/2026/07/IMG_6962.jpg)







