Energia jako fundament bikepackingu
Lęk przed wyczerpaniem baterii to nie jest dziś fanaberia ani przejaw przesadnej ostrożności. To element planowania każdej dłuższej wyprawy. W bikepackingu prąd stał się równie istotny jak woda. Od niego zależy nawigacja, kontakt ze światem, światło po zmroku, płatności, czy… rezerwacje noclegów. A jeżeli – tak jak ja – łączysz jazdę z pracą, to także publikacja tekstów, obróbka i selekcja zdjęć i komunikacją ze światem.

Dlatego z dużym zainteresowaniem przyjąłem do testu zestaw z serii „Anker Laptop” od Anker – duet składający się z ładowarki sieciowej 140 W z czterema portami i obsługą “Power Delivery 3.1” oraz powerbanku 25 000 mAh o mocy do 165 W z wbudowanymi kablami USB-C. W teorii to rozwiązanie, które ma ambicję zamienić rowerzystę w mobilnego nomadę – bez kompromisów i bez nerwowego zerkania na procent baterii.


Technologia w teorii – GaN, PD 3.1 i wyświetlacz
Najpierw trochę danych technicznych, które brzmią tak fachowo, iż aż nudno. Podaje je jako ciekawostkę, bo ma sprawiać, iż całość działa. To, co ma odróżniać tę ładowarkę od większości dostępnych na rynku konstrukcji, ma zaczyna się “na poziomie architektury. Technologia GaN pozwala osiągnąć wysoką sprawność przy relatywnie kompaktowych wymiarach i lepszym zarządzaniu temperaturą. Standard PD 3.1 z rozszerzonym zakresem mocy umożliwia pracę przy wyższych napięciach, co w praktyce oznacza pełnowartościowe ładowanie nowoczesnych laptopów wymagających ponad 100 W.” Zabawny, bo pokazujący buźkę i jednocześnie praktyczny jest kolorowy wyświetlacz informujący o parametrach pracy – napięciu, natężeniu, temperaturze. Laptop w postaci informacji zwrotnej potwierdza sprawne działanie, gdy siedzisz pod Calpe i chcesz wiedzieć, iż ładowanie odbywa się naprawdę – czy właśnie wszedł w tryb podtrzymania. Uff, pierwszy egzamin zdany!


Powerbank jako mobilny magazyn energii
Powerbank z tej samej serii to mobilny magazyn energii o pojemności blisko 100 Wh (25 000 mAh, dopuszczalny max to 28 000 mAh), mieszczący się jeszcze w limitach transportu lotniczego. Deklarowana moc wyjściowa do 100 W na pojedynczym porcie USB-C pozwala traktować go jako źródło energii dla laptopa klasy 13–15 cali. Wbudowane, chowane przewody USB-C rozwiązują jeden z najczęstszych problemów bikepackera – plątaninę kabli w torbach. W praktyce jeden może służyć do powieszenia powerbanka, mają też dodatkową zaletę – nie da się ich zgubić!

Istotne jest także to, iż zarówno ładowarka, jak i powerbank nie ograniczają użytkownika do jednego urządzenia naraz. Możliwość równoległego zasilania kilku sprzętów zmienia sposób organizacji. Podczas postoju można jednocześnie ładować komputer, telefon i sam powerbank, skracając czas potrzebny na „powrót do pełnej gotowości”. W realiach podróży to często różnica między spokojnym wieczorem a nerwowym szukaniem gniazdka.
Teoria kontra praktyka – Hiszpania
Na papierze wszystko wygląda imponująco: wysoka moc, szeroka kompatybilność, szybkie ładowanie wejściowe i wyjściowe, zaawansowane systemy kontroli temperatury. Pytanie jednak pozostaje to samo, które zawsze zadaję sprzętowi testowanemu w trasie: czy te parametry przekładają się na komfort pracy i jazdy? Czy zestaw rzeczywiście pozwala funkcjonować kilka dni bez obsesyjnego planowania każdego gniazdka po drodze?
Odpowiedź przyszła dopiero w Hiszpanii – w warunkach, gdzie rower, słońce i deadline’y spotykają się na jednej trasie. Właśnie tam teoria zderzyła się z praktyką. A raczej mój telefon z ziemią.

Cztery dni, trzy noce i 410 kilometrów
Tym razem w Hiszpanii byłem 4 pełne dni, pozostale zajęły podróże – samochód – samolot – samochód – plus czekanie na lotniskach. Tradycyjnie możliwy czas nie za kółkiem poświęciłem na pisanie i obróbkę zdjęć, po to by później po prostu jeździć na rowerze. Trzy noce spędziłem w Pego, w gościnnych progach pego.cc, pomiędzy nimi dwie kolejne korzystając z niskich cen na Bookingu o tej porze roku w Hiszpanii – pokój jedynka to 100 zł (Walencja) albo 150 zł (Caudiel, tak jakby luksusowo).
Miałem więc możliwość sprawdzić i korzystanie z zasilacza i z powerbanka – bo na speedbikepacking po trasie Ojos Negros (410 km), trwający 3 dni, ładowarki, jak i laptopa świadomie nie wziąłem. Ale miałem telefon (2 pierwsze dni, potem niemal zdechł), GPS, oświetlenie przednie i tylne (z radarem), aparat (Sony A7II), drona DJI Neo, GoPro i… zapasową baterię AXS (i do aparatu).
Okazało się, iż powerbank – praca pierwszego dnia – starcza na naładowanie do pełna Macbooka Pro M1 13” (zostaje kilka procent), który sam w sobie jest w stanie następnie działać przynajmniej 10 godzin (ale został w Pego), albo do ładowanie wszystkiego co potrzebne przez kolejne 3 dni. choćby niedziałającego już telefonu, który… podtrzymywałem licząc iż ożyje, bo jakieś symptomy funkcjonowania zachował (i dał się naprawić po powrocie do Polski). Doładowywałem więc finalnie po drodze głównie telefon, oraz 2 razy radar – działa około 8 godzin, z włączoną lampką. Tym samym na trzy dni wystarczył w zupełności, a moje założenia, iż nie potrzebuję zasilacza, spełniły się w 100%.
Kable? Mimo wszystko wziąłem jeden dodatkowy lightning do iPhona – ale już myśle o tym, iż kolejny telefon będzie na USB-C. A dlaczego nie wziąłem ładowarki? Bo… waży, a na rowerze im lżej tym lepiej (przynajmniej dla mnie), oszacowałem też ilość potrzebnej energii i wrócilem z zapasem niewykorzystanym w powerbanku. Nie zmienia to faktu, iż jadąc na dłużej po prostu wziąłbym ładowarkę ze sobą.
Zasilacz waży 280 g
Powerbank 593 gPowerbank całą podróż rowerem spędził w torbie pod ramą, gdzie ze względu na podłużny kształt pasował idealnie. Wagi niemal 600 g (sporo) w tej konfiguracji się nie czuje Zakładałem też, iż być może będzie potrzebne doładowywanie akumulatora lampki Knoga, przewód sięgał do drugiej torebki, tym razem na ramie, ale finalnie nie okazało się to potrzebne. W ten sam sposób mogłem też doładowywać GPS IGPSport. Tu miła niespodzianka – przez 3 dni jazdy zszedł do 10% ale energii wystarczyło do końca (BiNavi Air nie ma solara, też go testuję).

Podsumowanie
Zestaw Anker Laptop w praktyce okazał się dokładnie tym, czym miał być w teorii – stabilnym, przewidywalnym i wydajnym źródłem energii w trasie. Powerbank bez problemu zabezpieczył trzydniowy wyjazd bez dostępu do gniazdka, a świadomość, iż w zapasie pozostaje jeszcze rezerwa, pozwoliła skupić się na jeździe, nie na procentach baterii.
Ładowarka natomiast daje komfort pracy stacjonarnej w podróży – szybko, równocześnie i bez kompromisów. To sprzęt, który nie tyle „ratuje sytuację”, co zmienia sposób planowania wyjazdu.
Czy pozwala przestać myśleć o energii? Nie do końca – rozsądek w bikepackingu zawsze jest potrzebny. Ale znacząco zmniejsza poziom stresu i daje poczucie kontroli. A to w podróży bywa równie cenne jak dodatkowy bidon wody.
Cena sugerowana: 359 zł (każdy z przedmiotów), w tej chwili 269,25 zł
Info: anker.com/eu-pl/anker-high-power
Tekst i zdjęcia: Grzegorz Radziwonowski
To także może Cię zainteresować








