Tygu AQUAMATE, ROOT i TRAIL 2026 – test 420 km na gravelu w Hiszpanii

magazynbike.pl 2 dni temu

W Polsce warunki do jazdy wciąż są raczej z kategorii „do przeżycia” niż „dla przyjemności”, ale chęć kręcenia zniknąć nie chce. A skoro chce się jeździć, to czasem trzeba pomóc sobie geografią. Trafiła się okazja, żeby na kilka dni polecieć do Hiszpanii, więc spakowałem rower i wylądowałem w okolicach Walencji. Plan był prosty – jeździć dużo, długo i “normalnie”, czyli we własnym tempie. Ostatecznie wyszło z tego 420 kilometrów, dzień po dniu, z bagażem, z przewyższeniami i z pogodą, która potrafiła zmieniać się szybciej, niż by się chciało.

Efekt motyla, czyli jak Trump niechcący przyspieszył rowerową rewolucję

Zestaw akcesoriów TYGU stanowił uzupełnienie mojego roweru – którego prezentację widzicie powyżej.

Człowiek, który się „cieszy”, iż jednak coś wziął cieplejszego do Hiszpanii

Plan i rezerwa

Tuż przed wylotem dostałem do testu nowe produkty TYGU, które naturalnie poleciały ze mną. Założenie było jedno i bardzo praktyczne: wszystko było dostępne w moim rozmiarze M i teoretycznie nadawało się także do użytku na gravelu. Wiedząc, iż będę wjeżdżał choćby na około 1300 metrów nad poziomem morza i startował bardzo wcześnie, uzupełniłem zestaw o rzeczy z poprzednich kolekcji TYGU – spodnie Thunder oraz bluzę Katana. Jak się później okazało, był to wybór wyjątkowo trafiony i jeden z tych, które docenia się w terenie. Choć niekoniecznie zakładałem, iż będą jeździć w długich ciuchach!

Powrót do przeszłości

W tej recenzji koncentruję się przede wszystkim na nowościach, ale od razu warto zaznaczyć, iż zarówno spodnie Thunder, jak i bluza Katana zasługują na uwagę. Thunder to spodnie teoretycznie MTB, ale ja przejechałem w nich cały, długi dzień na gravelu. Do zmierzchu nabiłem ponad 100 kilometrów, z pełnym bagażem, jadąc w spodenkach z wkładką pod spodem. Nic nie obcierało, nic nie przeszkadzało, a materiał ani razu nie dał o sobie znać w negatywny sposób. To jeden z tych przypadków, gdy metka „MTB” okazuje się znacznie mniej istotna niż adekwatności użytkowe. Miałem je ze sobą z myślą o zmianie “cywilnej”, ale drugiego dnia w Teruel, gdy wjeżdżałem na szlak, kiedyś kolejow,y dziś rowerowy Ojos Negros, było 10 stopni na plusie a ja… w krótkich spodenkach.

Test wiosennego zestawu Tygu 2023

Bluza Katana z kolei okazała się sprzętem, który dosłownie błogosławi się o świcie. Kolejnego dnia ruszałem o szóstej rano, przez pierwsze dwie godziny było ciemno i zimno, a ja nie miałem buffa, za to puchówkę w sakwie. A kto jeździ gwałtownie w puchówce? I właśnie wtedy doceniłem stójkę w Katanie, która skutecznie zastępuje ochronę szyi, oraz kaptur idealnie mieszczący się pod kaskiem. W zestawie z kamizelką chroniącą przed przewiewaniem dostałem w praktyce niemal pełnoprawną, lekką kurtkę. Gdy zrobiło się cieplej, spodnie i kamizelkę schowałem do plecaka, a zamiast bluzy założyłem koszulkę z krótkim rękawem. Całość działała jak spójny system, a nie zbiór przypadkowych warstw.

Test spodni Tygu Thunder 2025 – techniczne spodnie MTB z nowym krojem

Spodnie przez cały czas są w ofercie, bluza już nie – gdybyście jej szukali.

Plecak AQUAMATE

Wracając do adekwatnych testów nowości. Centralnym elementem całego zestawu okazał się plecak AQUAMATE, zaprojektowany jako rozwiązanie gravelowo-MTB-enduro. To konstrukcja, którą najłatwiej opisać jako hybrydę kamizelki biegowej i mini plecaka rowerowego.

W trakcie jazdy transportowałem w nim drona, kamerę GoPro, telefon, przybornik, bukłak i wszystkie drobiazgi, które warto mieć pod ręką, ale których nie chce się wozić w kieszeniach koszulki. AQUAMATE bardzo skutecznie zastępuje nerkę i inne podobne wynalazki, a przy tym nie daje poczucia jazdy z plecakiem na plecach.

„Dlaczego why?” Bo sprytne szelki łączące się wysoko z przodu w pochylonej pozycji, w trakcie jazdy sprawiają, iż ciężar spoczywa między łopatkami. Fakt, iż plecak nie jest przesadnie duży sprawia, iż nie da się go też przesadnie wypchać, nie może być też przez to zbyt ciężki.

Na uwagę zasługuje lekki protektor pleców, który nie tylko poprawia bezpieczeństwo, ale też pomaga w odprowadzaniu ciepła i utrzymuje konstrukcję w ryzach (a raczej na plecach). Anatomiczny kształt szelek sprawia, iż całość nie migruje i nie przesuwa się choćby przy długich godzinach „w siodle”.

Jechałem z bukłakiem jako rezerwą oprócz dwóch bidonów – a Hiszpania pokazuje, iż to nie jest przesada. Bo były momenty, gdy nie miałem dosłownie żadnego picia, choć to wczesna wiosna w tym rejonie! Jaka jest rzeczywista pojemność plecaka? W środku oprócz bukłaka był dron, w kieszeni zewnętrznej kamizelka, a pod gumą na wierzchu przeciwdeszczowa kurtka. To był mój typowy setup.

Jedna magnetyczna klamra z przodu to drobny detal, który w praktyce bardzo ułatwia życie, podobnie jak bukłak o pojemności dwóch litrów, zalewany od góry bez konieczności wyciągania go z plecaka. Magnetyczne, obustronne mocowanie ustnika działa intuicyjnie – tu każdy ustawia tak jak lubi (ja po lewje stronie), bo wąż do ustnika ma odpowiednie otwory i szlufki przez który się go przeciąga.

Sam bukłak przypomina modele Hydrapaka, z wypinaniem węża przy bukłaku i suwakiem do napełniania na górze. Albo inaczej – suwak na bok, dostajemy duży otwór, to łatwiejsze niż wielka nakrętka w Camelbaku i działa.

Asymetryczne kieszenie z przodu są zaprojektowane tak, iż naprawdę da się z nich korzystać w trakcie jazdy. Mój błąd, najpierw telefon trzymałem po prawej stronie, w otwartej, skuszony jego dostępnością. Potem, gdy mi raz wypadł, trafił na drugą stronę do zamykanej, a w jego meijsce GoPro, które ze względu na grubość i kształt nie sprawiało problemów.

Całość jest ultralekka i wyraźnie inspirowana kamizelkami biegowymi, z domieszką rozwiązań znanych z lekkich plecaków MTB. Co ważne, to w pełni autorski projekt, a nie wariacja na temat gotowego szablonu.

Wojciech Tuleja z TYGU sugerował, iż to model także MTB, tu nie miałem jszcze okazji sprawdzić, ale system z szelkami bez pasa biodrowego zdecydowanie sprawdza się na gravelu. Ma też możliwość regulacji długości szelek rzepami – gdyby ktoś tego potrzebował. Ja w ustawieniu seryjnym nic nie musiałem poprawiać, więc nazwę go… rozmiarem M!

Kamizelka ROOT

Kamizelka ROOTS to z kolei produkt adresowany oficjalnie głównie do MTB i enduro, ale w hiszpańskich warunkach bardzo dobrze sprawdził się również na gravelu. Wykonana z lekkiego, ale wyraźnie pancernego materiału RIPSTOP, nie udaje ultralekkiej wiatrówki, tylko naprawdę chroni przed chłodem i wiatrem. Dwustronny zamek, znany z szosowych rozwiązań – czyli rozpinanie od dołu i od góry (uwielbiam!) pozwala wygodnie regulować wentylację na podjazdach, a kieszenie umieszczone na piersi i z tyłu są praktyczne i łatwo dostępne. To kamizelka, która daje poczucie trwałości, a jednocześnie nie ciąży i nie ogranicza ruchów.

Sprawdziłem „bez instrukcji”, czy da się ją schować do dużej kieszeni z tyłu, gdy nie jest potrzebna, po prostu zwijając niczym do torebki. Owszem! Idealne do transportu w sakwie czy plecaku.

Na zdjęciach powyżej widzicie ją na Kamilu z pego.cc, który był moim modelem (dziękuję!). To egzemplarz po ponad 420 km jazdy – jak widać przez cały czas wygląda jak nowy!

Rękawiczki TRAIL 2026

Nowe rękawiczki TRAIL 2026 to lżejsza wersja znanych SPIDERÓW, zaprojektowana z myślą o cieplejszych dniach. Zachowano to samo wnętrze z systemem ergo grip, zrezygnowano z rzepów i wyraźnie odchudzono konstrukcję. W praktyce to rękawiczki, które sprawdzają się zarówno na gravelu, jak i w MTB czy enduro, bez poczucia, iż są przesadnie specjalistyczne w jedną stronę.

W moim przypadku, a zwykle noszę M, po prostu je założyłem i pasowały jak ulał. Podkreślam, lubię rękawiczki cienkie, niczym druga skóra – a te takie są. Jeśli macie podobne preferencje będzie to strzał w dziesiątkę. Minimalizm w praktyce. I tak – da się w nich obsługiwać ekran dotykowy. I jest opcja wycierania kciukiem czoła! Oprócz wariantu z kamuflażem na zdjęciach są czarne i białe.

Plan wykonany

Ten wyjazd do Hiszpanii był testem w pełnym tego słowa znaczeniu. Czterysta dwadzieścia kilometrów, zmienne warunki, wczesne starty, wysokość i długie dni w siodle bardzo gwałtownie weryfikują sprzęt. Nowości TYGU poradziły sobie bez problemu, a rzeczy z poprzednich kolekcji tylko potwierdziły, iż nie są to produkty jednosezonowe, ale elementy przemyślanego systemu. jeżeli szukacie ubrań i akcesoriów, które nie przeszkadzają w jeździe, tylko pomagają dowieźć plan do końca — choćby wtedy, gdy ruszacie o szóstej rano w zimnie — to zdecydowanie warto się tymi propozycjami zainteresować.

Produkty właśnie na dniach wchodzą do sprzedaży, rękawiczki i plecak są już dostępne, kamizelka ma się pojawić w ciągu kilku tygodni. I jak się dowiedziałem, są też w przedsezonowej promocji. Ceny sugerowane wynoszą odpowiednio:

Rękawiczki TRAIL 2026 119 zł
Kamizelka ROOTS 299 zł
Plecak AQUAMATE 399

Całą kolekcję znajdziecie na gotygu.com.

Tekst i zdjęcia: Grzegorz Radziwonowski

Artykuł powstał w ramach płatnej współpracy z TYGU.

Idź do oryginalnego materiału