
Od czasów starożytności wiedziano, iż małżeństwa wśród zamożnych ludzi, to zbyt poważna sprawa, żeby oddawać ją w ręce losu, miłości czy innego ślepego trafu. Na szczęście w 2026 r. ta tradycja powraca w najbogatszym środowisku w Polsce, czyli lekarzy. Czy masz szanse chwycić kardiolożkę za serce?
Aranżowane małżeństwa były formą ochrony zgromadzonego kapitału, rozszerzeniem stref wpływu, czasem służyły do zawierania ważnych sojuszy. Uważano, iż miłość przyjdzie później, a jak nie, to przynajmniej młoda para będzie żyła w zgodzie, bo dzięki temu rody rosną w siłę. Wbrew pozorom ten system nie obowiązywał tylko w najbogatszej części społeczeństwa, bo dobrze wybrane małżeństwa zawierano również w kręgach mieszczańskich i chłopskich. Tam z kolei decydował areał.
Oczywiście nie można powiedzieć, iż wszystkie małżeństwa były zawierane w ten sposób, część ludzi naprawdę się w sobie zakochiwała, inni nie mieli odpowiedniego statusu, żeby w takich związkach uczestniczyć. Jednak prawdziwą rewolucję przyniósł wiek XVIII i XIX i narodziny romantyzmu połączone z rewolucją przemysłową. Kobiety zyskiwały coraz więcej praw, coraz częściej na ślubnych kobiercach stawały pary, które szły rzem w imię miłości. Jednak aranżowanie małżeństw nie znikło, tylko przybrało bardziej subtelne formy.
Zaczęto kierować wyborami młodych ludzi poprzez kontrolowanie kręgu znajomych, uczestnictwo w odpowiednich balach, zadawanie się z konkretnymi znajomymi. W końcu, o ile twoje arystokratyczne dziecko poznaje tylko dzieci innych arystokratów, to zakocha się, w którymś z nich. Dopiero XX i XXI wiek przyniosły pełne poluzowanie obyczajów w zachodnich społeczeństwach, związki są zawierane autonomicznie, to młodzi ludzie decydują o swoim losie. Tymczasem aranżacja nie zniknęła. Przeniosła się w inne rejony. W Polsce działa w najlepsze portal randkowy dla lekarzy. Nie wejdziesz tam z ulicy.
A wiecie, iż istnieje taki Tinder tylko dla lekarzy, żeby nie musieli umawiać się z pospólstwem? ❤️ pic.twitter.com/O5HL6hR8wa
— donald.pl (@donald_PL_) July 9, 2026Powstał portal randkowy dla lekarzy. Plebs odpada przy rejestracji
DrDate, bo tak się nazywa portal, ma w założeniu stanowić miejsce do randkowania dla lekarzy i innych zawodów medycznych, ale z jakiegoś powodu nie wliczono do nich ratowników medycznych, najwidoczniej nie są godni. Żeby utworzyć konto trzeba udowodnić, iż reprezentuje się jedną z wybranych branż. Lekarz ma najłatwiej, bo wystarczy podać numer PWZ (Pozwolenia na Wykonywanie Zawodu), a system sprawdzi, czy podane dane są zgodne z rzeczywistością, czyli porówna publiczną bazę PWZ z tym, co podano przy rejestracji.

Inne zawody mają gorzej – muszą przesłać dokument potwierdzający odpowiednie wykształcenie/prawo do wykonywania określonej działalności. Wystarczy później utworzyć konto, określić swoje preferencje, skorzystać z subskrypcji i już można randkować z gorącymi kardiolożkami w twojej okolicy lub z umięśnionymi ginekologami.
Uznałem, iż nie będę oszukiwał, bo posługiwanie się cudzym PWZ może mieć konsekwencje prawne, więc poszukam opinii o portalu w sieci. Dowiedziałem się, iż pomysł wspaniały, ale potencjalnych randkowiczów mało. Lekarze nie chcą się rejestrować pod pełnymi danymi, mimo iż w założeniu ten portal jest dla nich idealny. To tutaj znajdą się inni ludzie, którzy również posiadają dar bilokacji i potrafią przepracować 1000 godzin w miesiącu, który ma ich 700.
Żarty na bok. Zawody medyczne są trudnymi zawodami, ma się kontakt z różnymi przypadkami, błędy mogą kosztować życie pacjentów, życie rodzinne jest mocno ograniczone, zwłaszcza w ciągu kilku pierwszych lat wykonywania zawodu. Nie dziwię się, iż ktoś wpadł na pomysł ułatwiania kontaktu dla osób z tej samej profesji. Szkopuł w tym, iż ci ludzie i tak się najprawdopodobniej znają z zajęć na uczelni, wspólnych dyżurów itd., więc i tak mają czas, żeby się poznać.
Czy portale randkowe dla grup społecznych mają sens?
Mają, bo badania naukowe już dawno udowodniły, iż ludzie mają tendencję do dobierania się w pary o podobnym statusie, wykształceniu i poglądach. Takie aplikacje stanowią pewnego rodzaju filtr, który od razu odrzuca ludzi, z którymi randkowanie byłoby stratą czasu. Dodajmy do tego, iż mniejszy wybór i wyspecjalizowane ogłoszenia sprawiają, iż łatwiej nawiązać kontakt.
Niestety te portale przegrywają na starcie z matematyką. Skrajne zawężenie puli potencjalnych partnerów sprawia, iż w niewielkich miastach gwałtownie okaże się, iż zmaczowaliście się już ze wszystkimi. Aplikacja staje się bezużyteczna. Dodajmy do tego przynoszenie pracy do domu, bo przecież dwójka lekarzy siłą rzeczy będzie rozmawiać o lekarzach i mamy jak na dłoni wady.
Na koniec żarcik
Kto płaci za randkę dwóch lekarzy?
NFZ.
Badum tss.














