Im dłużej jeżdżę na rowerach elektrycznych, tym mniej marzą mi się kolejne niutonometry, a coraz bardziej… normalność. Taka, która sprawia, iż e-bike nie jest zakładnikiem ładowarki, baterii i konkretnego producenta. I choć brzmi to jak świąteczne fantazje, wcale nie mówimy o technologii z kosmosu.

Mamy święta zapasem, więc co szkodzi pomarzyć o tym, co chciałoby się dostać pod choinkę. Pod wpływem różnych przygód z rowerami elektrycznymi stworzyłem własną listę życzeń – krótką, ale bardzo konkretną. Taką, która realnie ułatwiłaby życie każdemu, kto z e-bike’ami ma do czynienia nie tylko na papierze.
Z góry uprzedzę: wiem, iż część z was uważa, iż rower elektryczny to nie rower, tylko moped. Ale nie o nich mówię. Faktem jest, iż rowery ze wspomaganiem elektrycznym, na których przez cały czas trzeba pedałować, żeby jechać, są dziś bardzo popularne w górach. W górach, podkreślam. Tam, gdzie pozwalają szybciej i sprawniej pokonać wysokość, a nie „oszukiwać” fizykę.
I właśnie o takich rowerach mówię.

Pierwsze życzenie dotyczy ładowania. Dziś mamy wiele standardów baterii i jeszcze więcej ładowarek, które do siebie nie pasują. Efekt bywa brutalny: zapomniałeś ładowarki — nie jedziesz. Masz ładowarkę, ale do innego systemu — też nie jedziesz. Co gorsza, choćby ci sami producenci zmieniają standardy. Starsze Shimano nie pasuje do nowszego, końcówki się różnią, kompatybilność znika.
Skoro Unia Europejska potrafiła narzucić jeden standard ładowania telefonów, to dlaczego nie miałoby to dotyczyć rowerów elektrycznych? Oczywiście, USB-C dziś jeszcze się do tego nie nadaje — ograniczenia prądowe są realne. Ale przecież nie chodzi o jeden kabel do wszystkiego, tylko o rozsądny kompromis. Najbardziej realnym rozwiązaniem wydaje się prosty adapter, działający jak przejściówki do gniazdek elektrycznych. Jedziesz do Anglii — inna końcówka. Do Polski — inna. A prąd przez cały czas (prawie) ten sam.
A gdyby coś takiego istniało dla e-bike’ów? Adapter, który pozwala podłączyć dowolną ładowarkę do dowolnego gniazda w rowerze. Bez kombinowania, bez uziemienia z dala od domu. Idealna byłaby jedna ładowarka z jedną końcówką, ale… nie od razu Kraków zbudowano!

Skoro już jesteśmy przy ładowaniu, to naturalnie pojawia się kolejne pytanie: a co z samą baterią?
W idealnym świecie istniałby jeden standard baterii – jeden zewnętrzny kształt i jeden sposób mocowania w ramie. Brzmi nierealnie? Niekoniecznie. Już dziś różne pojemności baterii jednego producenta potrafią mieć identyczny rozmiar zewnętrzny. Klasyczny przykład to 600 i 800 Wh, różniące się wnętrzem, a nie formą.
W takim scenariuszu mogłoby się okazać, iż co prawda nie mamy pod ręką oryginalnej baterii Boscha, ale jesteśmy w stanie użyć innej – Shimano, Yamahy czy jeszcze kogoś innego – bo akurat taka jest dostępna. To nie jest instrukcja serwisowa, tylko myślenie o przyszłości, w której e-bike nie jest zamkniętym ekosystemem.

Kolejny standard, którego dramatycznie brakuje, to sposób mocowania silnika do ramy. Dziś niemal każdy producent stosuje własne punkty montażowe. Co ciekawe, najnowsza Fazua ma już praktycznie te same punkty co Bosch, co pokazuje, iż technicznie da się do siebie zbliżyć. Problem w tym, iż są to wyjątki.
Różne mocowania oznaczają jedno: jeżeli silnik padnie po gwarancji, jesteśmy skazani na konkretne rozwiązanie. Niekoniecznie najnowsze. Niekoniecznie najlepsze. Po prostu takie, które da się przykręcić. Jeden standard otworzyłby przyszłość dla ram, które dziś starzeją się szybciej niż kiedykolwiek wcześniej, i znacząco ograniczyłby ilość elektro-mechanicznego śmiecia.

I wreszcie ostatnie życzenie do świętego Mikołaja. Rowery elektryczne starzeją się dziś szybciej niż tradycyjne nie dlatego, iż pękają ramy, ale dlatego, iż technologia baterii i ładowania pędzi do przodu. Marzy mi się możliwość montażu baterii, która ładuje się naprawdę szybko. Tak jak w systemie DJI Avinox, gdzie w ciągu około godziny osiąga się 80%.
To zmienia sposób korzystania z roweru. Wymaga oczywiście mocnej ładowarki i odpowiednio zaprojektowanej baterii, ale co stoi na przeszkodzie, by w przyszłości takie zestawy – szybka ładowarka plus kompatybilna bateria – były dostępne także dla innych systemów? Poza oporami samych producentów? Skoro Shimano dopuszcza baterie innych, to znaczy, iż furtka istnieje!
To też sposób na to, żeby rower elektryczny nie starzał się razem z elektroniką dosłownie w oczach. Bo jeżeli e-bike ma być przyszłością jazdy w górach, to ta przyszłość powinna być trochę bardziej kompatybilna niż dziś.
Tekst: Grzegorz Radziwonowski
Zdjęcia: Rupert Fowler, Justyna Jarczok









