Anker w podróży – recenzja Zolo Power Bank i słuchawek Soundcore V40i

magazynbike.pl 1 miesiąc temu

Podróż na Tajwan była idealnym momentem, żeby sprawdzić w praktyce dwa nowe akcesoria Ankera. Każdy, kto lata daleko, dobrze wie, jak najważniejsze jest utrzymanie przy życiu elektroniki – telefonu, aparatu, laptopa, zegarka. Dlatego test Zolo Power Bank i słuchawek Soundcore V40i przyjąłem z dużą ciekawością. Zwłaszcza iż z powerbankami z wbudowanymi kablami mam nieco ambiwalentne doświadczenia – w jednym z poprzednich modeli innej firmy końcówka Lightning po prostu się wyłamała. Tu, po kilku tygodniach używania, nic podobnego na szczęście się nie wydarzyło.

Zolo Power Bank (10K, Built-In USB-C and Lightning Cable), 159 zł

Największą zaletą Zolo jest to, iż naprawdę jest samowystarczalny – oba kable USB-C są zintegrowane z obudową i „przetestowane na ponad 10 000 zagięć”. To daje spokój, iż nic nie pęknie przy pierwszym mocniejszym ruchu. W praktyce sprawdza się to lepiej, niż się spodziewałem. Dodatkowo mamy jeszcze klasyczny port USB-C i USB-A, dzięki czemu można ładować sprzęt choćby wtedy, gdy wbudowane przewody kiedyś jednak się poddadzą.

Z rzeczy, które szczególnie mnie ucieszyły: wbudowany kabel USB-C może służyć również do ładowania samego powerbanku. W codziennym użyciu to ogromna wygoda – nie trzeba szukać żadnych dodatkowych przewodów.

W podróży liczy się też moc i pojemność. Zolo ma nominalne 10 000 mAh, waży jedynie 221 gramów i ładuje z mocą 35 W. Podczas lotu i potem na Tajwanie spokojnie utrzymywał przy życiu telefon i kamerę GoPro. Według specyfikacji potrafi podnieść iPhone’a 16 Pro Max w pół godziny do 53%, a Samsung S24 Ultra do 59%. Mnie najczęściej służył jako bank energii dla telefonu i kolejny raz przekonałem się, iż do bagażu podróżnego nie ma sensu brać nic cięższego.

Praktyka? Po poł godzinie mój IPhone 11 pokazywał 49%, startując z 2%, a po 1h 80% (finisz ładowania zawsze jest wolniejszy.) GoPro ładowało się dosłownie w oczach – po 15 minutach miałem kolejną godzinę jazdy!

Cztery urządzenia ładowane jednocześnie – dwa wbudowane USB-C + jeden USB-C + jeden USB-A – to w realnej sytuacji też przydatna rzecz, zwłaszcza gdy podróżuje się we dwójkę i każdy ma swoje gadżety.

W zestawie dostajemy sam powerbank oraz krótką instrukcję, bez zbędnych dodatków.

Soundcore V40i, 369 zł

Do słuchawek podchodziłem spokojniej, bo od dłuższego czasu używam wcześniejszego modelu Soundcore V20i. V40i to ich naturalna ewolucja – konstrukcja jest praktycznie identyczna, choć różni się detalami: położeniem centralnego głośnika i charakterystycznym etui-muszlą. Początkowo obawiałem się, iż przez tę „muszlę”, w której słuchawki znajdują się na zewnątrz (!), łatwo je zgubić. Okazało się jednak, iż to pełnoprawna stacja ładująca, z mocnymi magnesami i podświetleniem informującym o ładowaniu.

Najważniejsza zmiana w stosunku do V20i dotyczy brzmienia. Basy są mocniejsze i wyraźniejsze, a 4-stopniowa regulacja zaczepów pozwala ustawić słuchawki tak, by dźwięk był bliżej ucha i po prostu czystszy. Konstrukcja otwarta – tak jak w moich poprzednich Soundcore – sprawdza się świetnie w bieganiu i spokojniejszej jeździe terenowej. Powyżej 20 km/h szum powietrza staje się już wyraźny, co jest cechą większości modeli open-ear.

Za to komfort noszenia oceniam zdecydowanie na plus. Nic nie uciska, choćby w czapce pod kaskiem, co było dość zaskakujące. W praktyce prawie nie czuć, iż ma się je na uszach, a świadomość otoczenia pozostaje niezmieniona. Po latach korzystania z konstrukcji otwartych nie wyobrażam sobie powrotu do słuchawek całkowicie odcinających od świata.

V40i mają też cztery mikrofony i algorytm AI, który skutecznie odcina hałas z otoczenia podczas rozmów. W praktyce sprawdza się to zaskakująco dobrze. Do tego duże przetworniki 16×13 mm z wysoką membraną i komorą o konstrukcji „klepsydry” – stąd ich bardziej dynamiczny charakter. Producent deklaruje 6 h działania (21 h z opakowaniem) – tu zwykle przechwouje się je podładowując, więc działają… wiecznie.

To model, który najlepiej sprawdza się w MTB, w turystycznym gravelu, w codziennym ruchu. Na szybką szosę – tak jak wszystkie open-airy – nie jest idealny. Zostaje jeszcze pytanie o cenę. Poprzedni kosztuje w sieci 99 zł, nowy 369 zł – a różnice są niewielkie, sprowadzają się do podbicia basów.

Podsumowanie
Zolo Power Bank i Soundcore V40i idealnie wpisały się w realia długiej podróży. Pierwszy dał pełen spokój energetyczny, drugi zapewnił komfort słuchania i rozmów w każdym miejscu, bez izolowania od otoczenia. Dwa proste akcesoria, które po prostu ułatwiają życie w trasie.

Tekst i zdjęcia: Grzegorz Radziwonowski

Idź do oryginalnego materiału