32″ w Pucharze Świata. UCI daje zielone światło na 2026

magazynbike.pl 1 miesiąc temu

To już oficjalne: od sezonu 2026 koła 32 cale będą dopuszczone do rywalizacji w wyścigach pod egidą UCI. Wczoraj poinformował o tym Pinkbike, powołując się na raport Mountain Bike Action oraz bezpośredni cytat od Fabrice’a Tiano, Communications and Media Relations Senior Managera w UCI.

Rower 36pollici – marki, która startowała od kól… 36 cali (to oznacza nazwa!) ale na 32

Oryginał:
“The mountain bike commission always considered mountain bikes as the laboratory of cycling with very limited rules regarding equipment. That is the reason why 32-inch wheels will not be banned in mountain bikes.”

Tłumaczenie:
„Komisja MTB zawsze traktowała rower górski jako laboratorium kolarstwa, z bardzo ograniczonym zestawem reguł dotyczących sprzętu. Dlatego koła 32-calowe nie zostaną zakazane w rowerach górskich.”

Brak sprzeciwu UCI usuwa największą barierę, jaka do tej pory wstrzymywała rozwój nowych konstrukcji. To świetna wiadomość dla marek i ich działów R&D, które od miesięcy pracowały rozwiązaniami dopasowanymi do większych kół.

Nadchodzi era 32 cali? BMC testuje prototyp roweru XC na gigantycznych kołach

Z naszej perspektywy sprawa jest wyjątkowo ciekawa, bo na BMC 32″ – które narobiło tak wiele szumu – jeździliśmy jako pierwsi przedstawiciele mediów. Później mieliśmy możliwość zobaczyć także kilka innych prototypów, a sam temat śledzimy od wielu miesięcy – zarówno od strony jazdy, jak i rozmów z ludźmi odpowiedzialnymi za rozwój sprzętu.

Warto w tym miejscu odesłać do artykułu Jessy-May na Pinkbike, który bardzo rzetelnie podsumowuje cały kontekst (link). Autorka wskazuje kilka argumentów, dlaczego nie mamy pewności, iż nowy rozmiar faktycznie się przyjmie. Ja dorzucam do tego swoje refleksje, wynikające z testów, jazd i obserwacji tego, co dzieje się po obu stronach branży – sportowej i produkcyjnej.

Też 36pollici ale gravel – i to wydaje się wyjątkowo interesujący kierunek

Dlaczego właśnie 32 cale, a nie 30 albo 36?

Powiększanie kół nie jest żadną nowością. Dokładnie to samo widzieliśmy przy przechodzeniu z 26 na 29. Argument był identyczny – większe koło lepiej przetacza się przez przeszkody. A jednak 29” to w praktyce… 28”, bo średnica obręczy to 622 mm. Sama nazwa była zabiegiem marketingowym, który pozwalał ominąć skojarzenia z mieszanką szosowo-trekkingową i wprowadzić „nowy rozmiar”.

W oporze przeciwko 29″ powstało 27,5″, czyli typowy kompromis: większe, ale nie radykalnie większe. Dziś wiemy, iż wygrały 29″ – sportowo, wizualnie, marketingowo. Rower na 26″ przy 29″ wygląda po prostu staro. To też był argument, którego nie sposób ignorować.

W tym kontekście naturalne wydawały się próby podejścia do 30 cali. WTB pokazało prototyp 750d – obręcz o średnicy 660 mm, czyli niemal idealnie 30 cali. Zainteresowanie jednak było minimalne. Różnica była zbyt mała, by zauważalnie zmienić sylwetkę roweru czy odczucia w jeździe. To samo dotyczy eksperymentów z 36 calami – rozmiar technicznie ciekawy, ale praktycznie nieosiągalny dla przeciętnego dorosłego zawodnika.

W tym świetle 32 cale to logiczny krok: różnicę widać na pierwszy rzut oka, ale rower przez cały czas pozostaje użytkowy dla większości dorosłych osób.

Rowery na kołach 32 cali coraz bliższe seryjnej produkcji

Czy większe koło będzie szybsze? I czy nie daje przewagi tylko wysokim?

Jessy-May w swoim tekście stawia tezę, iż 32 cale mogą faworyzować wyższych zawodników. Wynika to z obaw, iż zbudowanie naprawdę małej ramy pod ten rozmiar będzie trudne – a więc sprzęt stanie się niedostępny dla części kobiet i niższych mężczyzn.

Jednocześnie jej argument zakłada, iż większe koło może faktycznie dawać przewagę prędkościową. Gdyby tak było, pytanie o sportową „równość” natychmiast wraca na stół.

Moje doświadczenia z prototypami są takie, iż da się zbudować rower 32” dla kogoś o wzroście około 170 cm. Mam 169 cm i na prototypie BMC nie miałem żadnych problemów. Justyna ma 172 cm i dłuższe nogi, więc tym bardziej. Oczywiście – geometria wciąż wymaga dopracowania. Ale wchodzenie 29” wyglądało podobnie. Pierwszy 29er, jaki testowałem – stalowe Fuji – miał tył jak autobus przegubowy i zachowywał się koszmarnie w zakrętach. Dopiero po kilku latach producenci dopracowali te ramy tak, iż dziś traktujemy 29” jako absolutną normę.

Z 32″ może być identycznie. Sprzęt musi najpierw dogonić koncepcję. Zdjęcie otwierające – i post z Insta poniżej – to dla odmiany przykład prototypu KTM, także testowany w PŚ przez firmowy team.

Co z większymi skokami? Czy zobaczymy 32″ w enduro lub DH?

Tu zaczynają się prawdziwe ograniczenia. Większe koło oznacza realny problem fizycznej przestrzeni – przy dużym ugięciu amortyzacji tylne koło musi zmieścić się pod siodłem. W enduro i DH już dziś jest to balansowanie na granicy możliwości konstrukcyjnych.

Dlatego trudno wyobrazić sobie pełne 32″ w tych dyscyplinach.

Najbardziej prawdopodobny scenariusz to mullet:
– 32″ z przodu,
– 29″ albo choćby mniejsze z tyłu.

Taki układ ma swoje zalety – większe koło z przodu pomaga w stabilności i przetaczaniu, mniejsze z tyłu poprawia zwrotność. Zauważyliście, iż w wypowiedzi przedstawiciela UCI nie jest mowa tylko o XC? No właśnie!

2026 – rok wielkiej weryfikacji

Jest ekscytująco. Marki testują od dawna. Zawodnicy trenują po cichu. Producenci kół, ram i opon dopasowują linie technologiczne.

A my jesteśmy tam od początku – jeździliśmy na prototypach jako pierwsi, sprawdziliśmy już kilka kolejnych rozwiązań i wiemy jedno: to nie jest chwilowy, marketingowy eksperyment. I… wygląda na to, iż w styczniu będziemy mieli swój prototyp roweru na kołach 32 cale!

Czy 32 cale się przyjmą? Nie wiadomo. Ale już teraz pewne jest, iż sezon 2026 będzie jednym z najciekawszych od lat. W XC dawno nie mieliśmy tak dużego tematu, tak wyraźnego „trzęsienia ziemi”, które może zmienić kierunek rozwoju całej dyscypliny.

Jeśli koła 32″ rzeczywiście będą szybsze, bardziej efektywne i stabilniejsze – wszyscy zobaczymy to na trasach Pucharu Świata. jeżeli nie – rynek sam wypluje rozwiązanie, które nie działa. Jak zawsze.

Jedno jest pewne: rewolucja właśnie dostała zielone światło.

Tekst i zdjęcia: Grzegorz Radziwonowski

Idź do oryginalnego materiału