
Ukraińcy testują prywatne grupy obrony powietrznej. Firmy mają własnymi załogami pomagać w zwalczaniu rosyjskich dronów.
Ukraina uruchamia rozwiązanie, które jeszcze niedawno brzmiałoby jak pomysł z pogranicza wojennej improwizacji i ciekawego, choć nieco ryzykownego technologicznego eksperymentu. Firmy mają tworzyć własne grupy obrony powietrznej, korzystać z dronów przechwytujących i innych środków krótkiego zasięgu, a następnie działać pod wojskowym nadzorem jako element większego systemu.
Oznacza to, iż ochrona fabryk, zakładów energetycznych czy infrastruktury krytycznej Ukrainy nie ma już spoczywać wyłącznie na regularnych jednostkach. Część tego ciężaru ma przejąć sektor prywatny, ale nie na zasadzie samowolki, tylko wpięty w jednolite dowodzenie Sił Powietrznych.
Pierwsze efekty już są i właśnie to robi największe wrażenie
Nowy system przeszedł już z etapu założeń do etapu działań. Ukraińskie ministerstwo obrony podało, iż jedna z firm uczestniczących w projekcie sformowała własną grupę obrony powietrznej, a w obwodzie charkowskim odnotowano zestrzelenie kilku wrogich bezzałogowców, w tym maszyn typu Shahed i Zala.
Równocześnie kolejnych 13 przedsiębiorstw znajduje się już na różnych etapach przygotowań, od szkoleń po kończenie organizacji własnych zespołów. Część grup już wykonuje zadania bojowe, a inne dopiero wchodzą do systemu. Kijów nie komunikuje więc planu na kiedyś, ale model, który już zaczął działać.
Jeszcze istotniejsze jest to, w jaki sposób te grupy funkcjonują. Według ukraińskiego MON są one zintegrowane z jednolitym systemem dowodzenia i kontroli Sił Powietrznych Ukrainy, chronią obiekty oraz uczestniczą w przechwytywaniu dronów Shahed. To oznacza, iż prywatna obrona powietrzna nie działa osobno od armii, ale ma być jednym z elementów większej architektury.
Z punktu widzenia wojskowego to bardzo istotne, bo bez wspólnego zarządzania choćby najlepszy pomysł gwałtownie zamieniłby się po prostu w czysty chaos, ryzyko pomyłek i wzrost zagrożenia dla własnych sił. Ukraińcy nie bawią się więc w półśrodki. Nie chodzi im tylko o to, by każda firma miała swoją tarczę, ale by te wszystkie tarcze stworzyły nad krajem jeden, szczelny dach.
Dlaczego Ukraina w ogóle idzie w takim kierunku?
Rosja systematycznie uderza w ukraińską infrastrukturę, w tym szczególnie w przemysł, energetykę i obiekty ważne dla produkcji wojennej. Rosyjskie ataki dronowe są codziennością, a tylko w nocy poprzedzającej komunikat o prywatnych grupach obrony powietrznej Rosja wysłała na Ukrainę 164 drony, z których 150 przechwycono.
W takich realiach klasyczne, państwowe systemy obrony powietrznej są stale mocno przeciążone, a każda dodatkowa warstwa osłony jest dosłownie na wagę złota. jeżeli da się odciążyć regularne wojsko przy ochronie zakładów, elektrowni czy węzłów przemysłowych, to więcej zasobów można przesunąć tam, gdzie są potrzebne na froncie albo do obrony większych miast.
Do tego dochodzi jeszcze kwestia samej ekonomii wojny. Rosja używa dużych ilości dronów uderzeniowych, często tańszych od klasycznych rakiet przeciwlotniczych, którymi trzeba je zwalczać. Ukraina od miesięcy rozwija więc tańsze i bardziej dostępne sposoby przechwytywania takich zagrożeń, m.in. własne drony przechwytujące oraz automatyczne stanowiska ogniowe przeciw bezzałogowcom.
To właśnie takie środki mają trafiać do grup tworzonych przez firmy. Chodzi więc o zbudowanie kolejnej, niższej warstwy obrony, która nie będzie pożerała najdroższych pocisków przeznaczonych do walki z poważniejszymi celami.
Ukraina już teraz chce sprzedać swoje know-how
Ukraina próbuje już teraz wykorzystać swoje doświadczenie i rozwija współpracę obronną z krajami Zatoki, a tamtejsze zainteresowanie dotyczy m.in. technologii przechwytywania dronów. o ile model ukraiński pokaże, iż da się stosunkowo gwałtownie budować lokalne warstwy osłony dla zakładów, rafinerii, infrastruktury energetycznej czy centrów danych, to bardzo możliwe, iż inne państwa zaczną przyglądać mu się znacznie uważniej.
Nie dlatego, iż chcą kopiować ukraińskie realia, ale dlatego, iż wojna dronowa stawia podobne pytania także poza Ukrainą: kto ma bronić obiektów niebędących klasycznymi bazami wojskowymi i jak robić to taniej niż dzięki najdroższych rakiet.
To właśnie tu widać, jak bardzo zmienia się sama definicja obrony powietrznej. Jeszcze niedawno kojarzyła się głównie z bateriami rakiet, radarami i wojskowymi stanowiskami rozstawionymi wokół miast czy baz. Dziś coraz częściej zaczyna obejmować także sieci tanich przechwytujących dronów i ludzi, którzy nie są klasycznymi żołnierzami liniowymi, ale po przeszkoleniu i wpięciu w system mogą wzmacniać osłonę kraju.














