Bezprzewodowe odkurzacze pionowe są z nami na rynku już od dłuższego czasu. W 2006 roku Dyson zapoczątkował nową erę, ale do dziś w tej sekcji oferuje wyłącznie drogie jednostki. Przez te dwadzieścia lat segment się ukształtował, a w przystępniejszym cenowo dziale można już znaleźć atrakcyjne urządzenia. Marka JONR, która na rynku jest obecna od niedawna, rozpoczęła działalność w naszym kraju od duetu odkurzaczy pracujących na mokro (Wet & Dry) – H2 i H2 Pro.
Przez ostatnich kilka tygodni relacjonowałem Wam w smartdomowych przeglądach tygodnia moje postępy z testów mocniejszego z wymienionych modeli. Dział AGD w formacie 2 w 1 (na sucho i mokro) jest stosunkowo świeży, więc i dla mnie był to okres zapoznawczy. Do tej pory zmywałem podłogi na różnych eventach (dziwnie zabrzmiało, ale chodzi oczywiście o wystawy testowe). JONR H2 Pro analizowałem w kontrolowanych, domowych warunkach, czyli znacznie dokładniej i rzetelniej.
Zapraszam do przeczytania moich uwag na temat mopo-odkurzacza. Subiektywno-obiektywnych (zależy od kontekstu). Jak zwykle cały materiał podzieliłem na sekcje, a każdą z nich tydzień po tygodniu publikowałem w czwartkowych zestawieniach nowości w segmencie smart home.
Marka JONR ma dopiero cztery lata, ale ambitne plany
Myślę, iż nie urażę producenta, jeżeli napiszę, iż do chwili testów marki JONR w ogólnie nie znałem. Miałem prawo, bo konkurencja w kategorii odkurzaczy pionowych bardzo wysoka, a i firma nowa. Choć ma dopiero 4 lata (została założona w 2022 roku na terenie Państwa Środka) to już osiągnęła zadowalające efekty, które pozwalają jej myśleć o dalszych postępach. Tak przynajmniej wnioskuję po statystykach i danych, którymi JONR się chwali. Gdy marka ogłaszała swoją europejską ofertę, przedstawiła pewne zobowiązania dot. obecności na Starym Kontynencie. Przyznam, iż bardzo ambitne, a wręcz
W naszym kraju (wyłącznym) dystrybutorem JONR jest Upun. Obie firmy chcą do 2029 roku zdobyć aż 15-20% udziału w segmencie Wet & Dry na Starym Kontynencie, natomiast globalnie spróbować wskoczyć na podium w kategorii sprzęty sprzątającego w konkretnym wydaniu. Czy te zuchwałe plany mają szansę się zrealizować. Po testach hybrydy H2 Pro łatwiej będzie ocenić, jakie są ku temu przesłanki i potencjał na przyszłość. Zauważę, iż wiele chińskich marek rozpoczynało atak na różne segmenty tańszymi, dobrze skrojonymi jednostkami, by budować rozpoznawalność marki. Dzisiaj stanowią o sile wiele kategorii świata technologii.
JONR H2 Pro – unboxing i pierwsze uruchomienie mopa
Ostatnio każdy z nowych sprzętów oceniam też pod kątem szybkiej gotowości w ramach pierwszego wyjęcia urządzenia z pudełka. Tzw. unboxing kojarzy się głównie z prezentacją ogólną, tymczasem ja połączyłem ją z pierwszym uruchomieniem. Analizowałem już tak dużo elektroniki, iż zacząłem zwracać uwagę także na kwestie szybkości w domowym wdrażaniu. H2 Pro przeszedł ten pierwszy test niemal wzorcowo. Szybkie było złożenie i przygotowanie do sprzątania. Doskwierał mi tylko system wlewania wody i płynu. Założyłem jednak, iż w ramach upraszczania konstrukcji i minimalizmu to nic nie znacząca drobnostka.
Ta kategoria sprzętu do mopowania podłóg debiutuje w moim mieszkaniu, więc w ramach jej odbioru mam czysty umysł. Bez uprzedzeń i bez oczekiwań. Niby nie czułem konieczności wprowadzania do wnętrza mopa, ale każda kolejna prezentacja branżowa zaczęła mnie do tej grupy urządzeń przyciągać. Robot i odkurzacz pionowy są urządzeniami komplementarnymi, ale obu w domu już posiadam. JONR ma jednak szersze możliwości od mojego dotychczasowego odkurzacza, bo jednocześnie zmywa podłogi. Takiej hybrydy do szybkiego mopowania zabrudzeń nie posiadałem.
W opakowaniu z JONR H2 Pro zaproponowano komplet elementów w bardzo prostym zestawie. Mniej niż się spodziewałem, ale to dobrze. Preferuję zasadę less is more, więc jeżeli całość wystarcza do wykonania swojego zadania, tym lepiej! Im mniej części, tym szybsza gotowość do działania. Producent dostarczył moduł z wałkiem i zbiornikiem w fajnie i lekko pracującej „głowicy”, pionowy uchwyt z drugim zbiorniczkiem oraz rączkę z przyciskami. W pudełku też niewielki płyn do mycia, szczoteczka do konwersacji i coś w rodzaju małych filterków (chyba, bo nie do końca wiem do czego służą). Oprócz tego jest też stacja do zadokowania i ładowania H2 Pro. „Baza” robi też za automatyczny konserwator wałka. W mojej odmianie z dodatkową opcją suszenia, natomiast w bazowej tylko z myciem rolki gorącą wodą.
Pierwsze wrażenie z użytkowania jest niby najważniejsze, ale tak naprawdę każdego urządzenia trzeba się najpierw nauczyć. W przypadku H2 Pro nie ma takiej potrzeby. IMO to chyba największa zaleta mopa. Jest niemal natychmiast gotowy do działań. Bez zbędnych aplikacji (choć ja je akurat lubię) i dodatkowych rozpraszaczy. Mam wrażenie, iż JONR zależało na takich właśnie odczuciach. W tej kategorii minimalizm jest idealny. Jedyne o czym trzeba pamiętać w trakcie użytkowania mopa Wet & Dry jest uzupełnianie wody, wylewanie brudnej oraz stosowanie płynu. Całą resztą zajmie się już stacja.
Testy modelu do zmywania podłóg objąłem dwoma podejściami. Pierwszy do usuwania szybkich, sytuacyjnych zabrudzeń, jak np. porozlewanych płynów i resztek pojawiających się podczas przygotowania posiłków, a także zabłocenia na korytarzu (częstszego zimą). Generalnie pracy z szybkim doskokiem – od aneksu, przez przedpokój/sień/wiatrołap, aż po łazienkę. Drugi typ sprzątania to oczywiście mycie kompleksowe, czyli całego mieszkania. W obu wszystko odbywało się intuicyjnie. W rączce są dwa przyciski (jeden do zmiany trybu), więc po uruchomieniu najważniejsze jest tylko zapanowanie nad „uciekającą” konstrukcją (nie wymagającą w zasadzie pchania). O jakości zmywania podłóg szerzej trochę później. Na tym etapie chciałem jedynie zaznaczyć, iż przez niezwykle proste podejście do swojego mopa, JONR może trafić do bardzo szerokiego grona nabywców. Warto dodać, iż choć elektronika wygląda prosto, ma w sobie kilka technologii, które o prosty odbiór dbają.
JONR H2 Pro – konserwacja mopa Wet & Dry
Stacja dokująca jest istotnym elementem całego zestawu, więc chciałbym poświecić jej należyty czas (zarówno w ramach testów, jak i tutejszego materiału). Baza od H2 i H2 Pro nie służy wyłącznie do podładowywania baterii odkurzacza. Niezależnie od wersji urządzenia, w trzonie każdej jest sprzątanie na mokro. Wałek po skończonej pracy wymaga odświeżenia. Na szczęście po zadokowaniu ten proces jest przeprowadzany automatycznie. W bazowej odmianie konserwacja jest w ramach mycia wałka, natomiast w moim Pro znalazłem dodatkowo suszenie ciepłym powietrzem.
Podczas głównej pracy rolka z mopem przejmuje na siebie cały brud z podłóg. Jest wilgoć, są przylepione nieczystości, no i nieprzyjemne zapachy. Pozostawienie tego wszystkiego do następnego sprzątania nie wchodzi w grę. I tu przyjemną ofertą w ramach wspomnianej stacji w H2 Pro jest odciążenie nas od tego obowiązku. Urządzenie po skończonej pracy wystarczy odstawić do bazy (jest też dedykowany przycisk do uruchamiania całego procesu). Wśród naszych zadań pozostanie tylko pozbycie się brudnej wody i wyczyszczenie po niej zbiornika.
W trybie konserwacji warto tylko pilnować, czy w pojemniku głównym jest wystarczająco czystej wody. To ona posłuży do wymycia wałka i przygotowanie go do kolejnych działań.
Cały proces działa identycznie do tego terenowe, tyle, iż w miejscu, czyli bez zbierania brudów. Nawilżanie jest skoncentrowane na odświeżaniu rolki. Tu również z podgrzewaniem. Nie trwa to specjalnie długo, bo jest pewnie na maksymalnych możliwych obrotach. Zdecydowanie dłużej trwa suszenie. Tutaj wałek jest stopniowo obracany i każdy taki obrót potrzebuje chwili na pozbycie się wilgoci. Nie powiem Wam, ile to dokładnie trwa, ale kilkadziesiąt minut na pewno.
JONR H2 Pro – skuteczność i jakość mycia mopem
Roboty z trybem mopowania są wygodne, ale… możliwość skorzystania z manualnego modelu jest w wielu sytuacjach jeszcze wygodniejsza. Może i wymaga jakiegoś wysiłku, ale bez przesady. Daje swobodę w szybkiej reakcji, bez wyciągania aplikacji i wskazywania na cyfrowej mapie automatowi obszaru do zmywania. W takich sytuacjach sięga się po klasycznego mopika i w kilku sekund pozbywa problemu. Gorzej, gdy wymaga wyciągania szmat, papieru i kosza na śmieci. Nie zdarza się to często, ale w każdym domu występuje. Właśnie wtedy dobrze jest mieć w zanadrzu sprzęt do cięższych zadań. Podręczny JONR H2 Pro spełnia w tym momencie wszystkie rolę w ramach różnych scenariuszy. Od tych codziennych (odświeżających, np. na koniec dnia), aż po te skrajne, jak rozlane sosy, kluseczki, czy inne resztki spadające z talerza.
W tej sekcji chciałbym podzielić się oceną skuteczności pracy urządzenia – chyba najważniejszej cechy każdego sprzętu do utrzymywania domowej czystości. H2 przepracowało już u mnie sporo godzin, więc można wyciągać wnioski.
Większość czasu H2 Pro działał w moim mieszkaniu w trybie automatycznym. Sprzęt posiada dużą moc ssania (nawet 20 000 Pa), więc oddanie mu zarządzania energią było rozsądniejsze. W domu mam kilka rodzajów nawierzchni. W tej kuchenno-przedpokojowej zabrudzenia widać dość szybko, bo płytki są jasne. Z kolei w łazience praktycznie w ogóle nie widać zabrudzeń, więc pomieszczenia bywa zaniedbane (właśnie z uwagi na brak wyraźnych śladów). Przyznam się teraz, iż urządzenie do szybkiego ogarnięcia tych przestrzeni okazało się (szczególnie dla czystości) zbawienne. Wcześniej robot robił swoje, ale rzadziej, bo wolniej. Nie ma u mnie harmonogramów pracy po wyjściu z domu, bo całe dnie pracuję w mieszkaniu.
JONR proponuje w H2 i H2 Pro pracę na ciepło, spore obroty wałka, no i wspomniany już wcześniej „ciąg”. Rolka mopa jest rozstawiona niemal w maksymalnym zakresie swojej szerokości, co daje pełniejsze mopowanie, m.in. przy listwach podłogowych. Główka pracuje swobodnie, a tylne kółeczka bardzo lekko, więc „rolkowanie” jest komfortowe. Martwe strefy? Zawsze się jakieś znajdą, ale u mnie na szczęście w sposób minimalny. Efekty pracy widać na dwa sposoby: bezpośrednio na posadzkach, ale i przy opróżnianiu zbiorniczka z brudną wodą. W takcie sprzątania można skorzystać z podkręcania mocy, dzięki czemu intensywniejsze działania wałka i lepsze ssanie doczyszczą oporniejsze miejsca. Działa to podobnie do większości odkurzaczy z trybem turbo, ale tu w ramach oferty Wet & Dry, czyli 2 w 1 (ssanie + zmywanie).
W auto śmiga jak trzeba. Sprawdzam jeszcze tryb turbo (intensywny), ale muszę ogarnąć dlaczego się od razu zatrzymuje. Sprawa w toku. pic.twitter.com/p6jUVn88pD
— Smartniej (@smartniej) May 28, 2026
Planowałem jeszcze zrobić jakiś test w ultra trudnej sytuacji, ale podobne działania w konkurencyjnych testach to zwykle wylanie i zmieszanie różnych resztek, które przecież i tak przy dużej mocy zostaną wessane. Ja podszedłem do tematu bardziej „fachowo”. Celowo pozostawiłem część najbardziej ruchliwej przestrzeni bez mycia, by sprawdzić H2 w trudniejszym terenie. Trzy tygodnie wystarczyły. Zrobiłem tzw. strefę no-go (także dla robota autonomicznego, by się nie wtrącał).
Niestety, na zdjęciach tego nie widać. Powinienem zrobić foty z bardzo bliska. Trochę szkoda, bo chyba będę musiał proces brudzenia powtórzyć. W rzeczywistości efektywne czyszczenie odnotowałem. Oczywistym jest, iż lepiej częściej odświeżać na bieżąco, niż zostawiać trudniejsze do późniejszego umycia podłogi. Takie sytuacje się jednak pojawiają, a chcemy przecież, by mop był skuteczny w obu przypadkach. JONR tematy ogarnął. Nie miałem zastrzeżeń. Czasem wody zbierało się więcej, ale dodatkowe ruchy wciągające ten nadmiar zbierały. W opisie H2 znalazłem informacje o inteligentnej detekcji zabrudzeń, ale trudno mi powiedzieć, jak funkcjonuje. Zakładam, iż real-time.
Fajnie, iż zadbano też o blokadę cofającej się brudnej wody, która czasem występuje w tym segmencie urządzeń, zwłaszcza tych tańszych. Mimo przystępnej ceny JONR zaoferował swoje rozwiązanie do przeciwdziałaniu cofania się brudów. Anti-Backflow przydaje się najbardziej „na płasko”, czyli w potencjalnie newralgicznych dla takich mopów momentach. Zabrudzona woda nie cofa się dzięki specjalnym zaworom. Zmywanie pod kanapą, leżanką lub łóżkiem nie powinno być zatem ryzykiem.
JONR H2 Pro – czas pracy na baterii i zarządzanie energią
Odkurzacze i mopy pionowe w ręcznym wydaniu służą wyłącznie, gdy wytrzymuje bateria. W segmencie tym jest sporo odmian, które mają nieco inne zadania. JONR H2 Pro nie otrzymał jakiejś ogromnej baterii, ale jego przeznaczenie oraz systemy optymalizacji pracy są do mycia gorącą wodą wystarczające. Jak już przy wcześniejszych testach zaznaczałem, model ten sprawdzi się najlepiej w kuchni, łazience i przedpokoju, gdzie najczęściej dochodzi do zabrudzeń i dobrze jest móc wszystko gwałtownie przetrzeć.
2600 mAh pojemności wbudowanej baterii brzmi dość ubogo (dziś 2x więcej ma przeciętny telefon). Sprzątanie wykazało jednak, iż nie było potrzeby stosowania większego akumulatora, a przynajmniej nie u mnie. Próbowałem rozładować cały akumulator w trybie turbo, ale mam za małe mieszkanie, by do tego doprowadzić. Jedno ładowanie wystarczyło mi na ogarnięcie wszystkich podłóg, także tych w głównym pokoju (a jeszcze została mi połowa „baku”). Zasługą jest tu optymalizowanie zużycia energii. Tryb automatyczny stara się dostosowywać pracę AGD do sytuacji, więc mopowanie wydaje się optymalne. Dopiero przy cięższych zabrudzeniach warto uruchomić większe moce (na konkretnym obszarze).
JONR podaje w specyfikacjach, iż jedno ładowania baterii w H2 Pro ma wystarczyć choćby na 45 minut sprzątania. Ma to pozwolić na ogarnięcie aż 120 metrów kwadratowych podłóg. Sprawdziłem też czas ładowania w stacji. Urządzenie uzupełniało energię kilka godzin (4h od zera do pełna jest oznaczone w opisie marki). To stosunkowo długo, ale przy standardowych mieszkaniach nie wpływa na proces użytkowania. W większości mopa angażowałem do działań nie zajmujących 10 minut. Wszystko z uwagi na regularne, krótkie mycia co pewien czas. Do gruntowniejszego, rzadszego sprzątania JONR i tak był zawsze gotowy. Warto tu dopisać, iż w trakcie ładowania trwa też suszenie wałka, więc H2 Pro wypada pozostawić w spokoju na ten czas (jeśli chcemy osiągnąć odpowiednią konserwację).
JONR H2 Pro – podsumowanie mopa Wet & Dry
Jak zaznaczałem w trakcie blogowych relacji, H2 Pro to mój pierwszy model 2 w 1, więc staje się niejko benchmarkiem dla wszystkich kolejnych urządzeń tej klasy. Przed startem testów urządzenia wyznaczyłem sobie kilka konkretnych celów, by sprawdzić nowe AGD z kilku perspektyw. Chciałem ocenić, czy sensowne będzie uzupełnienie wyposażenia (przy autonomicznym robocie) o model ręczny, czy jakość zmywania podłóg spełni standardy, no i czy po długim okresie odpoczynku od działań ręcznych, będzie mi się „chciało”.
Wszystkie z tematów wypadły lepiej niż się spodziewałem. Co prawda, nie stawiałem sobie żadnych oczekiwań, ale cele zawsze wyznaczyć warto. Co się zatem zmieniło? Po pierwsze, nie wysyłam już robota do pomniejszych prac (najczęściej w kuchni, przedpokoju, czy łazience). W takich sytuacjach zacząłem sięgać do stacji po H2 Pro. Sprzęt po prostu szybciej ogarnia takie sprzątanie (z kolei robot pracuje raczej w harmonogramach odświeżających). Są po prostu momenty, w których mycie manualne jest wygodniejsze – i tyle.
Jestem też bardzo zadowolony z poziomu zmywania. Sprawdziłem to przy kontrolowanym teście mocniejszego zabrudzenia posadzki w łazience. Nie odstraszyła mnie też konieczność osobistego ogarnięcia urządzenia po skończonej robocie, bo łączyło się jedynie z wylaniem brudnej wody i przepłukaniem zbiorniczka. Najgorszymi elementami zajął się już JONR w swojej bazie, gdzie wymył wałek i go wysuszył. Dzięki temu za mopa chętniej potem złapać (w odróżnieniu od tego klasycznego). Dobrze wypadła również praca w ramach baterii. Co prawda, nie umiem powiedzieć, jak sprzęt będzie działał po latach, ale wydaje się, iż akumulator jest optymalny.
Cenowo też jest w porządku. Naprawdę w kwestii kosztów jest atrakcyjnie. Bazowy model H2 kosztuje 849 zł, natomiast H2 Pro z opcją suszenia w stacji jest tylko o 150 zł droższy – wyceniono go na 999 zł. Szczerze? Warto dopłacić i mieć do dyspozycji pełen serwis. Generalne podsumowanie? Za niewielkie pieniądze otrzymujemy sporo standardów, które będą w wielu domach wystarczające. Szybkie mycie zatłuszczonej podłogi, rozlanej zupy, czy zabrudzeń na wejściu do mieszkania – do takich spraw w wygodnym wydaniu H2 powstał.
Elementy, które doceniłem w trakcie sprzątania z JONR H2 Pro:
- bardzo intuicyjna, prosta i lekka obsługa (i szybka konserwacja/mycie)
- praca „na płasko” (ze specjalnym mechanizmem przeciwdziałającym przelewaniu brudnej wody)
- końcówka przy wałku doposażona w ostrza przecinające splątania włosów
- niemal pełne pokrycie rolką wałka przestrzeni (mycie przy krawędziach i listwach)
- duża pojemność pojemnika na wodę (a raczej optymalne jego wykorzystywanie w trakcie sprzątania)
- spory (600 ml) zbiorniczek na brudną wodę (u mnie starcza na kilka cyklów sprzątania, ale zlewam od razu)
- system automatycznego dopasowania do zabrudzeń (+ mocniejsza opcja turbo)
- system ściągania wody stara się ograniczać pozostawianie wody na podłodze
- dobry czas pracy na jednym ładowaniu (wystarczający choćby na całe moje mieszkanie – ze sporym zapasem energii)
- tryb automatycznej konserwacji w stacji (gorąca woda + suszenie)
Elementy, które bym w JONR H2 Pro poprawił:
- trochę za głośne (i „skrzeczące”) komunikaty głosowe (bez języka polskiego)
- brak regulacji rączki (to uwaga wyższego członka rodziny, dla mnie wszystko jest ok)
- wydaje się, iż nie było potrzeby pozbywania się trybu suszenia (w wersji bazowej H2 bez Pro)
- w kolejnej generacji można by dołożyć jakieś doświetlenie
- zbiornik nakładany od góry jest praktyczny i wygodny, ale zwiększa wysokość modułu (w kolejnej generacji warto ten elementu nieco odchudzić, bo mop nie wjeżdża pod każdy mebel)

4 godzin temu








