Kupowanie tanich zamienników akcesoriów do telefonów to dla wielu z nas codzienność. Szukamy okazji na popularnych platformach zakupowych, ciesząc się, iż zaoszczędziliśmy kilkadziesiąt złotych na zasilaczu do iPhone’a czy Samsunga. Najnowsze, szokujące śledztwo brytyjskiej organizacji konsumenckiej Which? udowadnia jednak, iż taka oszczędność to niekiedy prosta droga do tragedii. Testy losowo wybranych ładowarek USB zakupionych w sieci wykazały, iż większość z nich to tykające bomby, które mogą doprowadzić do porażenia prądem, eksplozji lub spalić nam mieszkanie.
Plastelina w środku ladowarki. Tak sprzedawcy nabierają klientów
Większość z nas ocenia jakość elektroniki „na oko” i po ciężarze. jeżeli zasilacz jest lekki jak piórko, od razu wydaje się podejrzany. Producenci niebezpiecznych podróbek znaleźli na to bezczelny sposób. Podczas laboratoryjnego otwierania obudów zasilaczy, badacze odkryli wewnątrz grudki zwykłej gliny i plasteliny. Plastyczna masa miała za zadanie zwiększyć masę podrzędnych podzespołów i oszukać kupującego.
Efekt? Podrobiona ładowarka Apple o mocy 35W, kupiona za równowartość kilkudziesięciu złotych, już po 10 sekundach testów zaczęła przeraźliwie syczeć. W sieci nie brakuje zresztą relacji osób, którym takie tanie akcesoria bezpowrotnie spaliły iPhony czy iPady.
źródło: Which?Najbardziej niepokojący jest fakt, iż te niebezpieczne urządzenia pochodzą z platform zakupowych, z których korzystają na co dzień także Polacy. Czarna lista obejmuje ładowarki zakupione m.in. na AliExpress, eBayu oraz Amazonie (w tym w nowej, budżetowej sekcji Amazon Haul). Służby kontrolne wykazały, iż urządzenia sprzedawane tam jako „superszybkie” masowo oblewały testy bezpieczeństwa.
Co ciekawe, azjatyccy giganci np. Temu czy Shein również znaleźli się pod lupą. Chociaż ich ładowarki przeszły testy czysto elektryczne, to ich sprzedaż i tak uznano za nielegalną. Powód? Ukrywanie danych oficjalnego importera i brak jakichkolwiek wymaganych prawem oznaczeń.
Dlaczego internetowi giganci są bezkarni?
Cały ten proceder kręci się w najlepsze, bo platformy e-commerce od lat korzystają z gigantycznej luki prawnej. Sprzedając towar przez zewnętrznych, często anonimowych handlarzy z Azji, wielkie portale umywają ręce od odpowiedzialności za to, co trafia do klientów.
Eksperci z brytyjskiej organizacji Electrical Safety First alarmują, iż bez surowych kar finansowych i zmiany prawa, miliony ludzi na całym świecie będą kłaść się spać z telefonem podłączonym do urządzenia, które w każdej chwili może wywołać pożar. Oczywiście, gdy o sprawie zrobiło się głośno, portale pospiesznie usunęły wskazane aukcje, ale jest kwestią czasu to, iż te same wadliwe zasilacze wrócą do sieci pod inną nazwą.
Lekcja z brytyjskiego śledztwa jest prosta – na bezpieczeństwie własnym i swoich najbliższych nie warto oszczędzać. Kupując akcesoria GSM, unikajmy podejrzanie tanich ofert od anonimowych, azjatyckich sprzedawców na marketplace’ach. Najpewniejszym sposobem na uniknięcie podróbek jest wybieranie certyfikowanych zasilaczy bezpośrednio w oficjalnych sklepach producentów lub u renomowanych, dużych polskich dystrybutorów elektroniki.
Źródło: The Independent, Tech Radar / Zdjęcie otwierające: Unsplash (@zelebb)

5 godzin temu







