Szukasz pociągu w telefonie i go nie ma. Teraz spójrz na peron

konto.spidersweb.pl 2 godzin temu

Kupowanie biletów na pociąg i wyszukiwanie połączeń jeszcze nigdy nie było tak wygodne, ale okazuje się, iż może istnieć pewien haczyk – nie o wszystkich możliwych kierunkach podróży się dowiesz.

Planowanie podróży to dziś bajka. Istnieje wiele wyszukiwarek, a jak już znajdziesz odpowiedni skład i godzinę, to od razu wagon cyfrowych sprzedawców chce ci zaoferować bilet. Nie trzeba ograniczać się do aplikacji przewoźnika, jeżeli z jakiegoś powodu nam nie pasuje. Wejściówki na pokład kupimy w zasadzie tam, gdzie się nam podoba, a potem kod pokażemy wygodnie konduktorowi. Żadnego stania w kolejkach czy drukowania świstków.

Z danych Urzędu Transportu Kolejowego opublikowanych w czerwcu 2025 r. wynika, iż w 2024 r. już 46,5 proc. pasażerów kupiło bilety przez aplikacje i internetowe systemy sprzedaży. „To był kolejny rok, w którym spadł udział sprzedaży biletów w kasach stacjonarnych” – zaznaczał urząd.

– Nasze życie staje się coraz bardziej cyfrowe. Widać to także w sektorze kolejowym. Pasażerowie po bilet coraz rzadziej ustawiają się w kolejce do kasy. Niemal połowę biletów kupujemy przez Internet – na stronach www czy w aplikacjach mobilnych. Rok 2018 był ostatnim, w którym udział sprzedaży biletów w kasach przekroczył 50%, a najpewniej w tym roku większość biletów zostanie kupiona online – mówił dr inż. Ignacy Góra, Prezes Urzędu Transportu Kolejowego.

Internetowe kanały wygenerowały 47,5 proc. przychodów ze sprzedaży biletów. Są wygodne dla pasażerów i przewoźników. Ta cyfrowa rewolucja ma jednak swoje cienie, bo z dworców znikają tradycyjne, stacjonarne kasy. Niby liczby pokazują, iż to logiczny krok – skoro podróżni kupują w telefonach, to po co otwierać okienka dla nielicznych i sprawiać, iż kasjerzy i kasjerki będą się przez większość dnia nudzić. Stoję na średnio biznesowym stanowisku, iż na dworcach kasy powinny być, tak jak poczekalnie, czytelnie, kawiarnie i restauracje, a nie automaty.

Innym skutkiem cyfryzacji na kolei okazuje się być… niedokładność

Z raportu Fundacji ProKolej, o którym pisze Rynek Kolejowy, dowiadujemy się, iż „nie wszystkie narzędzia internetowe udostępniają pełne dane o rozkładach jazdy i ofertach przewoźników”.

Problemy, jak zwraca uwagę fundacja, dotyczą pociągów regionalnych, dalekobieżnych, a także międzynarodowych. Do najczęściej pomijanych w wyszukiwarkach przewoźników należą SKPL Cargo sp. z o.o., Usedomer Bäderbahn GmbH, Leo Express Global a.s. oraz RegioJet a.s. Ich pociągi widać w raptem pięciu narzędziach służących do sprawdzania dostępnych połączeń.

Czyli wpisujesz, skąd i dokąd jedziesz, ustawiasz godzinę, a program mówi: przykro mi, o tej porze to nie. Tymczasem okazuje się, iż pojechać się da.

Zaplanowanie podróży w oparciu o niepełne dane nie jest idealnym scenariuszem – nagle okazuje się przecież, iż trzeba jechać wcześniej albo wręcz szukać innego źródła transportu, jeżeli program sugeruje, iż pociągu o wybranej porze nie ma. Co więcej, taka podróż może być droższa, gdy nie widzimy, iż po torach sunie też np. tańsza konkurencja.

– o ile pasażer nie widzi połączenia w aplikacji, często zakłada, iż ono nie istnieje. W praktyce oznacza to wybór mniej korzystnego środka transportu lub ograniczenie mobilności mieszkańców mniejszych miejscowości – komentuje Kamil Sikora, koordynator ds. analiz w Fundacji ProKolej.

To zaś prosta droga do wykluczenia transportowego, szczególnie tam, gdzie pociągi są jedynym źródłem transportu publicznego.

Uderzającym przykładem są pociągi SKPL w powiecie pleszewskim w Wielkopolsce, które wyszukiwane są tylko przez jedną z analizowanych aplikacji. Co za tym idzie, przewoźnik traci, bo nie może dotrzeć do potencjalnych podróżnych. Chyba iż ci pofatygują się np. na dworzec i tam poznają tajemną wiedzę dotyczącą rozkładu.

Trudno oczekiwać, iż pasażer będzie żonglował wyszukiwarkami i w każdej sprawdzał dostępne połączenia

Teoretycznie to ostatnia deska ratunku, ale nie tak powinno to wyglądać. Dlatego Fundacja ProKolej zwróciła się z apelem do Urzędu Transportu Kolejowego przypominając, iż „informacje o rozkładach jazdy powinny być przekazywane w sposób niedyskryminujący i obejmować pełną ofertę przewozową”. Na to właśnie wskazują przepisy.

To smutne, bo to właśnie kolej pokazuje, iż podróżowanie może być wygodne – zarówno jeżeli chodzi o kupowanie biletów, jak i planowanie wypraw. Szczególnie widać to gdy trzeba przesiąść się do autobusu. W mojej okolicy odjeżdżałem pojazdem, którego w internecie nie było, ale na przystankowym rozkładzie już tak. Kto ma wiedzieć, ten wie, podróż dla kumatych – na pewno nie tak to powinno wyglądać. A konsekwencje są takie, iż pod każdym domem na wsi stoją trzy samochody, a z autobusów korzystają nieliczni. Łatwo wpaść w błędne koło: ludzie nie jeżdżą, więc kasuje się połączenia. Sęk w tym, iż były to połączenia niemalże widmo, skoro dostępne jedynie dla wtajemniczonych.

Czasami na dworcach czy przystankach przez cały czas widzi się osoby, które w notesie zapisują rozkład jazdy. I jak widać trudno im się dziwić, skoro ciągle może to być jedyne pewne źródło wiedzy. Rzeczywiście powinno się wymagać, iż o ile ktoś chce przedstawiać rozkład jazdy w sieci, to musi robić to dokładnie i rzetelnie, nikogo nie pomijając.

BuyboxFast

Zdjęcie główne: Adam bartosik / Shutterstock

Idź do oryginalnego materiału