Radioaktywna bomba na dnie morza. Radziecki okręt atomowy przecieka

konto.spidersweb.pl 2 godzin temu

Ponad półtora kilometra pod powierzchnią morza spoczywa wrak radzieckiego okrętu atomowego Komsomolec, z którego reaktora aktywnie wycieka promieniowanie.

Wyobraźcie sobie tytanowego potwora naszpikowanego technologią nuklearną, który od ponad trzydziestu lat spoczywa w absolutnych ciemnościach, ponad półtora kilometra pod powierzchnią Morza Norweskiego.

W jego wnętrzu uwięziony jest reaktor jądrowy i dwie głowice atomowe. Jakby tego było mało, z wraku zaczyna wydobywać się promieniowanie.

Brzmi jak gotowy scenariusz na katastrofę ekologiczną o globalnych proporcjach, prawda? Najnowsze badania naukowe pokazują jednak, iż rzeczywistość na dnie oceanu skrywa zupełnie inną, fascynującą historię o zaskakującej odpowiedzialności w czasach największego chaosu.

Tytanowy grobowiec i widoczny gołym okiem wyciek

Zacznijmy od samego okrętu, bo K-278 Komsomolec był jednostką absolutnie unikatową. Sowieci zbudowali tylko jeden taki okręt. Zarówno jego kadłub wewnętrzny, jak i zewnętrzny, wykuto ze stopu tytanu, co pozwalało załodze schodzić na głębokości nieosiągalne dla jakiejkolwiek innej jednostki tamtej epoki.

Los tego technologicznego cudu przypieczętował się 7 kwietnia 1989 r. Zwykły pożar w tylnym przedziale zamienił się w piekło, gdy pęknięta rura ze sprężonym powietrzem zadziałała jak gigantyczny palnik. Z 69-osobowej załogi ocalało zaledwie 27 marynarzy. Od tamtej pory Komsomolec jest permanentnie uwięziony na głębokości 1680 m.

Okręt podowodny Komcomolec.

Norweski Urząd ds. Bezpieczeństwa Radiologicznego i Jądrowego oraz Instytut Badań Morskich od lat trzymają rękę na pulsie, monitorując to podwodne mauzoleum. Podczas ekspedycji w 2019 r. wykorzystano zdalnie sterowane roboty podwodne wyposażone w sonary, kamery i potężne, 40-litrowe pojemniki do pobierania próbek wody.

Widok na dnie zaskoczył badaczy. Jak relacjonuje Justin Gwynn, radioekolog pracujący dla norweskiego rządu, pomijając ewidentne zniszczenia dziobu i przedziału torpedowego, okręt spoczywa pionowo i wygląda, jakby zatonął zaledwie wczoraj.

Problem w tym, iż kamery zarejestrowały coś znacznie bardziej niepokojącego. Z rury wentylacyjnej i pobliskiej kratki dosłownie wypływał radioaktywny materiał. Wyciek był na tyle silny, iż momentami widać go było na nagraniach wideo.

Więcej na Spider’s Web:

Dlaczego Morze Norweskie nie zamieniło się w radioaktywną pustynię?

Analiza laboratoryjna pobranych próbek potwierdziła najgorsze obawy. Podwyższony poziom izotopów plutonu i uranu, a także specyficzny stosunek plutonu-240 do plutonu-239, stanowią jednoznaczny dowód na to, iż paliwo jądrowe w reaktorze Komsomolca po prostu koroduje.

Wyniki opublikowane właśnie w prestiżowym czasopiśmie Proceedings of the National Academy of Sciences nie pozostawiają złudzeń – wyciek trwa.

Potwierdzono, iż emisje z reaktora przez cały czas występują, choć nie w sposób ciągły, a maksymalne stężenia radionuklidów 90 Sr i 137 Cs były odpowiednio 400 tys. i 800 tys. razy wyższe niż typowe poziomy tych radionuklidów w Morzu Norweskim. W emisjach z reaktora wykryto również podwyższone poziomy plutonu i uranu, które wskazują na korozję paliwa jądrowego w reaktorze – czytamy w badaniu.

Wrak Komsomolca.

I w tym miejscu historia przybiera nieoczekiwany obrót, ponieważ to zjawisko nie wyrządza żadnej krzywdy lokalnemu ekosystemowi. Błyskawiczne rozcieńczanie radioaktywnych cząstek w ogromnych masach morskiej wody sprawia, iż fauna i flora pozostają bezpieczne. To jednak tylko część sukcesu. Główny powód braku katastrofy leży w działaniach podjętych kilkadziesiąt lat temu przez samych Rosjan.

Tytanowe plomby ratują świat przed katastrofą

Na początku lat 90., tuż po upadku muru berlińskiego, Rosja pogrążona była w gigantycznym kryzysie gospodarczym i politycznym. Mimo to, jak zauważa Svetlana Savranskaya z National Security Archive przy George Washington University, władze w Moskwie potraktowały zabezpieczenie wraku Komsomolca jako absolutny priorytet.

Chciano za wszelką cenę udowodnić społeczności międzynarodowej, iż nowa Rosja jest wiarygodnym i transparentnym partnerem. Między 1989 a 2007 r. zorganizowano serię karkołomnych wypraw z wykorzystaniem załogowych batyskafów Mir.

Wrak Komsomolca.

Gdy w 1994 r. okazało się, iż dwie wyrzutnie torpedowe z bronią nuklearną są otwarte na oścież i wystawione na działanie oceanu, rosyjscy inżynierowie dokonali niemożliwego. Zeszli na dno i zaspawali wyrzutnie potężnymi tytanowymi czopami, a uszkodzone fragmenty poszycia zakryli tytanowymi płytami.

Dziś, kilkadziesiąt lat później, najnowsze norweskie badania potwierdzają genialną skuteczność tamtej operacji. Próbki osadów i wody morskiej pobrane z bezpośredniego sąsiedztwa przedziału torpedowego są całkowicie czyste.

Nie znaleziono tam najmniejszego śladu plutonu pochodzącego z głowic nuklearnych. Oznacza to, iż założone w latach 90. prowizoryczne plomby trzymają się mocno, skutecznie więżąc śmiercionośny ładunek wewnątrz tytanowego kadłuba. To rzadki i niezwykle budujący przykład sytuacji, w której potężny wysiłek inżynieryjny połączony z poczuciem odpowiedzialności zdołał zapobiec podwodnemu Czarnobylowi.

BuyboxFast
Idź do oryginalnego materiału