
Unijna stawka to dopiero początek. Włosi oraz Francuzi dołożyli narodowe cła, przez co tam ściągnięcie przesyłki zrujnuje ci budżet
Rząd wdraża właśnie nowe unijne rozporządzenie celne: zgodnie z najnowszym aktem prawnym, już od 1 lipca 2026 r. zniesione zostanie dotychczasowe, niezwykle popularne zwolnienie z cła dla przesyłek o zadeklarowanej wartości do 150 euro. W jego miejsce wprowadzona zostanie nowa, zryczałtowana opłata w wysokości 3 euro.
Ochrona lokalnego rynku i uszczelnianie granic
Co najważniejsze, polskie przepisy precyzują tę kwestię dość rygorystycznie: nowa stawka dotyczy każdej odrębnej pozycji/kategorii towaru w paczce, a nie całego, zbiorczego zamówienia. To gigantyczna zmiana dla milionów osób przyzwyczajonych do kupowania garści drobiazgów za grosze, ponieważ teraz każdy typ produktu w przesyłce będzie osobno obciążony opłatą 3 euro.
Cała wprowadzana regulacja jest bezpośrednim efektem szerszej, uszczelniającej polityki celnej Unii Europejskiej, a Polska w tym wypadku jedynie posłusznie implementuje odgórnie narzucone ustalenia z Brukseli.
Radykalne ograniczenie tego taniego łańcucha dostaw wywołuje jednak ostre i w pełni uzasadnione dyskusje wśród konsumentów. Zwykły, detaliczny kupujący traci jedną z niewielu legalnych furtek do tańszych zakupów z całkowitym pominięciem długiego, nakręcającego ceny łańcuszka lokalnych pośredników.
Miliardy paczek i nadchodząca rewolucja w 2028 r
Jak z tanimi paczkami radzi sobie reszta Europy i świata? Problem masowego importu tanich produktów z Dalekiego Wschodu nie dotyczy wyłącznie naszego krajowego podwórka, co pokazują wstrząsające statystyki rynkowe. Tylko w minionym 2024 r. do państw Unii Europejskiej trafiło ponad 4,5 miliarda małych paczek o zadeklarowanej wartości poniżej 150 euro.
Zdecydowana większość z nich nadana została bezpośrednio w Chinach przez tamtejszych gigantów e-commerce. Lokalne systemy celne poszczególnych państw członkowskich zupełnie przestały radzić sobie z tą potężną, niesłabnącą falą drobnicowych przesyłek, a europejscy sprzedawcy coraz głośniej domagali się wyrównania szans na wspólnym rynku zbytu.
Wprowadzana solidarnie unijna opłata celna to jednak, z założenia, tylko tymczasowe rozwiązanie przejściowe, które docelowo obejmie wszystkie państwa członkowskie w połowie 2026 r. Prawdziwa, systemowa rewolucja na unijnych granicach nadejdzie dopiero w 2028 r. Wtedy to planowane jest pełne uruchomienie nowoczesnego, potężnego i całkowicie scentralizowanego systemu informatycznego EU Customs Data Hub.
W tamtym momencie próg de minimis zniknie całkowicie dla wszystkich uczestników rynku, a każdy, choćby najmniejszy importowany towar będzie bez wyjątków podlegał standardowym, pełnym stawkom taryfowym.
Francja, Włochy i Luksemburg nie czekali na Brukselę
Część państw zachodnich nie chciała jednak biernie czekać na powolne unijne procedury i postanowiła wziąć sprawy we własne ręce już teraz.
Francja
Francja, będąca jednym z największych rynków zbytu w Europie, postanowiła działać znacznie szybciej, wprowadzając od marca 2026 r. swój własny, narodowy podatek.
W ramach tej daniny każda odrębna kategoria towaru w paczce sprowadzanej spoza terytorium UE obciążona jest sztywną opłatą w wysokości 2 euro. Francuski rząd otwarcie deklaruje, iż zebrane w ten sposób ogromne środki pomogą sfinansować zmasowane i dużo dokładniejsze kontrole celne na lotniskach.
Ten specyficzny francuski model rozliczeń mocno i celowo uderza w osoby kupujące przede wszystkim tanią odzież oraz akcesoria. Mechanizm jest skrajnie restrykcyjny: jeżeli w jednym internetowym zamówieniu znajdą się na przykład bawełniane koszulki, letnie spodnie i zestaw skarpetek, ów system celny naliczy podatek trzykrotnie za każdą z tych kategorii z osobna.
Sytuacja tamtejszych konsumentów pogorszy się jeszcze bardziej w lipcu 2026 r., gdy wejdą w życie opisywane wcześniej przepisy ogólnounijne. Opłaty ulegną wtedy bolesnemu skumulowaniu, podnosząc łączny koszt obsługi celnej we Francji do poziomu 5 euro za każdą ujętą w deklaracji kategorię.
Włochy
Włochy również obrały podobny kierunek, zapowiadając własną opłatę manipulacyjną na małe przesyłki spoza UE. W praktyce mechanizm ten został jednak skoordynowany z unijną reformą i jego ostateczny status jest dziś bardziej zniuansowany niż w przypadku Francji czy Luksemburga.
Już sama zapowiedź włoskich zmian wywołała przetasowania w europejskiej logistyce, bo operatorzy obsługujący azjatyckie platformy zaczęli szukać alternatywnych tras i hubów przeładunkowych poza Włochami. W efekcie część przesyłek omijała Rzym czy Mediolan, trafiając przez inne europejskie węzły, a od połowy 2026 r. włoskie rozwiązania mają zostać dodatkowo zsynchronizowane z unijną opłatą 3 euro.
Luksemburg
Luksemburg poszedł najprostszą, ale dla klientów dość brutalną drogą: od 1 stycznia 2026 r. dolicza stałą opłatę 2 euro do każdej małej paczki spoza UE o wartości do 150 euro, niezależnie od tego, co jest w środku i ile jest tam kategorii towaru.
W praktyce oznacza to, iż pojedyncza przesyłka z Temu czy Shein jest obciążana ryczałtem „2 euro za paczkę”, a rząd wprost mówi, iż te pieniądze mają sfinansować rozbudowę odpraw celnych i zniechęcić do zalewania kraju ultra tanimi przesyłkami z Chin, zanim w połowie roku dojdzie jeszcze unijne cło 3 euro.
Kto jeszcze wprowadza opłatę?
Oprócz Francji, Włoch, Rumunii i Luksemburga, które na początku 2026 r. głośno mówiły o własnych daninach od małych przesyłek, dodatkowe opłaty manipulacyjne dla tanich paczek rozważały też m.in. Holandia i Belgia.
W obu krajach powstały projekty ustaw przewidujące nowe obciążenia dla paczek spoza Unii, ale po decyzji o unijnym cle 3 euro ich ostateczny kształt jest wciąż dostosowywany i częściowo odkładany w czasie.
W tych projektach mowa była o stałej dopłacie rzędu 2 euro – w zależności od kraju doliczanej do każdej małej paczki albo do każdej wyodrębnionej kategorii towaru – tak, by zniechęcić do zalewania lokalnych portów najtańszą drobnicą z Chin i sfinansować bardziej szczegółowe kontrole celne.













