Oryginał kontra „replika” z AliExpress – prawda, której nie widać na pierwszy rzut oka

magazynbike.pl 1 dzień temu

Zakupy na AliExpress czy Temu to codzienność wielu rowerzystów. Części, ramy, gadżety – kuszą ceną i wyglądem, który często przypomina topowe produkty znanych marek. Ale czy rzeczywiście to „to samo”? Czy „replika” (czyli podróbka mówiąc po naszemu) karbonowej ramy za 700 dolarów może konkurować z oryginałem od Specialized czy Canyona? Sprawdzamy, jak wygląda rzeczywistość – od środka.

Screenshot

Tania okazja czy kosztowne ryzyko?

Dlaczego branża sama zapracowała na ten mit

Robienie zakupów na dalekim Wschodzie, na portalach takich jak AliExpress, Temu czy Alibaba, stało się modne. Powiedzmy sobie szczerze – kupujemy masowo: części rowerowe, narzędzia, przydasie… wszystko, co dusza zapragnie. Kuszą ceny i internetowa legenda, która – jak wszystko w internecie – brzmi przekonująco: „Po co przepłacać, skoro oryginał i rama z Ali, niby od tego samego producenta, to jedno i to samo?”.

Ale to nieprawda.

Powiem to wprost. Choć najpierw małe zastrzeżenie – to branża rowerowa sama stworzyła ten mit. Trochę sama wyhodowała problem. Przez dekady produkowała wszystko „tam daleko”, outsourcingując na potęgę. Kto inny projektował, kto inny produkował – tam, gdzie taniej.

„Replika” wygląda jak oryginał, ale…

Efekt uboczny? Dziś to właśnie firmy z Chin, Tajwanu czy Wietnamu mają know-how, doświadczenie i umiejętności. To one przez lata robiły karbonowe ramy, choćby jeżeli na zlecenie europejskich czy amerykańskich marek.

Ale uwaga – to, iż rama S-Works i jej wizualna kopia z Azji pochodzą z tej samej szerokości geograficznej, nie oznacza, iż są takie same.

Bo nie są.

Różnice, których nie widać – ale mają znaczenie

W przypadku kompozytów laik nie zobaczy różnicy gołym okiem. Nie zauważy drobnych niuansów w jakości wykonania. Tymczasem to właśnie te detale decydują o bezpieczeństwie, trwałości i osiągach. Opinie w internecie? Cóż… większość z nich piszą ludzie, którzy nie mają porównania. Mają jedną ramę – tę z Ali – i są zadowoleni, bo zapłacili jedną czwartą ceny.

Tylko iż – jak mawiają – jeżeli coś brzmi zbyt dobrze, by było prawdziwe… to pewnie takie właśnie jest.

Rama S-Works, pięknie pomalowana, za 700 dolarów? Brzmi kusząco, ale gdzieś te oszczędności musiały się pojawić. I pojawiają się – przy każdym etapie produkcji. Inny materiał, grubszy, cięższy, gorszy. Mniej godzin na wykończenie. Mniej kontroli jakości.

Różnicę czuć, gdy trzymasz w rękach oryginał i kopię. Ale bez bezpośredniego porównania – trudno ją zauważyć. A to najgorsze.

Bo nie da się zajrzeć do środka ramy. Kupujesz kota w worku. I ryzykujesz – swoim zdrowiem. Czy rama bezpośrednio z Chin będzie jednoznacznie gorsza? Nie – ale kontrola jakości tez kosztuje. Dlatego np. Canyon wprowadził kontrolne prześwietlanie RTG komponentów po problemach z widelcami. Ta dodatkowa kontrola też kosztuje.

Co kryje się za kulisami produkcji w Azji?

Sprzedawca to nie producent – przykład Taiwan Eisen

Zaglądając głębiej, robi się jeszcze ciekawiej.

To, co widzisz na AliExpressie, niekoniecznie jest tym, czym się wydaje. Sprzedawcy bardzo często nie są producentami. Przykład? Taiwan Eisen – to tylko sklep, nie fabryka. Ramy pochodzą z Chin, z różnych źródeł. Pogrzebanie głębiej w sieci na forach typu Chainese Bikes, pozwala odkryć niektóre niuanse. I przekonać się, iż doświadczenia z replikami także sa różne – nie brak przykładów miernej jakości. Zbyt duże odstępy między widelcem i ramą, albo… niewłaściwa linia łańcucha w karbonowej, ultralekkiej korbie to typowe przypadki.

Złożenie ramy to często układanka wielu fabryk

Byłem na Tajwanie pięć razy. Widziałem, jak wygląda produkcja: Giant, Merida (tak, to tam powstaje Specialized), Maxxis, Kenda, SRAM, FSA… To nie są miejsca, które działają „na oko”. Ale też nie są jednorodne.

Jedna firma albo firemka robi tylko CNC. Druga tylko anodowanie. Trzecia tylko tylny trójkąt. Są specjaliści od każdego etapu. Sklejenie tego w całość wymaga doświadczenia. Ludzie, którzy działają w branży, wiedzą do kogo sie udać, by osiągnąć końcowy efekt – czyli np. ramę wysokiej jakości. Jakie ma szanse klient z Ali by rozpoznać w czym się firma specjalizuje?

Także w Polsce nie brakuje ludzi, którzy regularnie latają do Chin, by dopilnować produkcji ram czy rowerów polskich marek. I wiedzą co robią, ale to wiedza którą zdobywa się przez lata.

Powtarzalność jakości to największe wyzwanie

Niestety, azjatyckie fabryki często mają luźne podejście do jakości. Pierwsza partia? Super. Kolejna? Już różnie. Dlatego duże marki mają swoje zespoły kontroli jakości. Testują, sprawdzają, trzymają standard.

Bo zrobić dobrą ramę raz – to nie problem. Robić ją dobrze za każdym razem – to już wyższa szkoła jazdy.

Kiedy warto kupować z AliExpress – i co wybierać z głową?

Open mold – dobre rozwiązanie, jeżeli wiesz, co kupujesz

Czy więc zrezygnować z zakupów na AliExpressie? Oczywiście, iż nie. Trzeba tylko wiedzieć, co kupować.

Na przykład ramy open mold – formy, które są używane przez wielu producentów. Lista marek używających „otwartych form” liczy kilkadziesiąt pozycji. ICAN, Carbonda – to sprawdzone marki, które oferują produkty OEM, ale też bezpośrednio dla klientów. Dobra jakość, sprawdzone formy, znane geometrie.

Przykład ramy z Dalekiego Wschodu, która niczego nie udaje. Jakość sprawdziliśmy w Strato przy okazji przeróbek – i nie było zarzutów ze strony Piotra Falczyńskiego, specjalisty od kompozytów z wieloletnim doświadczeniem.

Kopie siodeł 3D, hamulców i sztyc – etyka i technologia

Inaczej jest z bardziej zaawansowanymi produktami. Firmy z Ali bardzo często po prostu kopiują rozwiązania innych. Specialized? Setki patentów, lata badań. Kopia? Żadnych kosztów R&D.

Dlatego np. siodła 3D z Ali są znacznie tańsze. Ale to efekt skrótu, a nie innowacji. To samo z hamulcami Lewis – łudząco podobnymi do Trickstuffów. Różnice? Gdzieś muszą być. Np. w skopiowaniu a nie stworzeniu innowacji – to zdecydowanie tańsze.

Moje doświadczenia – co działa, a co niekoniecznie

Sam kupuję na AliExpressie. Ale z głową. Proste rzeczy – jak tylne zębatki – działają świetnie. Bo są łatwe do wykonania. I tu jednak bywają niuanse – bo 12 biegów Srama i Shimano różni się minimalnie odległością zębatek, więc uniwersalny zamiennik z Ali zwykle jest mniej precyzyjny, np. 1-2 biegi wrzuca wolniej. Ale już sztyce, jak np. VCLS Canyona czy Ergona, w wersji „Ali” wypadają po prostu gorzej. Widać to od razu mając porównanie z oryginałem.

Podsumowując

Kupuj, ale świadomie. Zastanów się, co wspierasz – rozwój branży rowerowej, czy tylko kopiowanie cudzych pomysłów. Tanie zakupy mogą być opłacalne, ale w niektórych przypadkach to naprawdę tylko pozorna oszczędność. A na końcu – chodzi o Twoje bezpieczeństwo. I euforia z jazdy.

Idź do oryginalnego materiału