Ochroną granice wielkimi balonami. „Produkcja jest możliwa”

konto.spidersweb.pl 2 godzin temu

BASIA ma być tańszym i niższym uzupełnieniem dużych aerostatów BARBARA. System może służyć wojsku, Straży Granicznej i ochronie infrastruktury.

Polska pracuje nad własnym aerostatowym systemem obserwacji granic i wygląda na to, iż projekt nie ma już być tylko pokazem możliwości. Według prof. Krzysztofa Kulpy pierwsza seryjna dostawa systemu BASIA mogłaby ruszyć za około półtora roku. W programie chodzi o próbę zbudowania krajowej, tańszej i bardziej elastycznej warstwy obserwacji dla granic, infrastruktury i obiektów szczególnie wrażliwych.

To nie konkurent dla BARBARY, tylko jej niższa i tańsza warstwa

Na początku warto uporządkować jedną rzecz. BASIA nie jest odpowiednikiem amerykańskiego programu BARBARA jeden do jednego. BARBARA to cztery aerostaty radiotechniczne kupione za około 960 mln dol., z zasięgiem wykrywania ponad 300 km i przeznaczeniem do wykrywania m.in. pocisków rakietowych, samolotów, dronów oraz jednostek nawodnych wzdłuż wschodniej i północno-wschodniej granicy Polski. To system duży, drogi i budowany jako element państwowej architektury wczesnego ostrzegania.

BASIA ma działać inaczej. Polska Akademia Nauk opisuje ją jako rozwiązanie komplementarne, budżetowe i dual use, czyli przydatne nie tylko wojsku, ale także Straży Granicznej, Policji czy operatorom infrastruktury krytycznej. To nie ma być więc druga BARBARA, tylko krajowa warstwa do wykrywania bardzo nisko lecących obiektów, zwłaszcza tam, gdzie klasyczne radary naziemne przegrywają z krzywizną Ziemi, zabudową i ukształtowaniem terenu.

BASIA ma wypełnić konkretną lukę: to, czego nie widać z ziemi

Sednem projektu jest bardzo prosty problem operacyjny. Nisko lecące drony, małe bezzałogowce i część innych celów potrafią ukrywać się pod horyzontem radiolokacyjnym albo w cieniu budynków, drzew i niewielkich wzniesień. BASIA powstała właśnie po to, by zapełnić jedną z najważniejszych luk w obecnym systemie obserwacji przestrzeni, a mianowicie zdolność wykrywania małych i bardzo nisko lecących obiektów.

Pomysł jest prosty, ale w zamyśle ma być bardzo skuteczny. Aerostat, czyli balon na uwięzi, wynosi sensory na wysokość około 300 m. Taki pułap znacząco poprawia pole widzenia i ogranicza martwe strefy. System może nie tylko wykrywać drony i małe cele powietrzne, ale także obserwować ruch pojazdów, a choćby pojedynczych osób. To właśnie dlatego BASIA ma sens nie tylko na granicy, ale także wokół lotnisk, magazynów amunicji, obiektów energetycznych czy innych miejsc, gdzie potrzebna jest stała, tańsza i rozciągnięta w czasie obserwacja.

Najważniejszym elementem nie jest sam balon, tylko radar pasywny

To, co odróżnia BASIĘ od prostych platform obserwacyjnych, to nie sam aerostat, ale zestaw sensorów, który ma na nim pracować. Liderem programu jest firma XY Sensing, spin-off Politechniki Warszawskiej, specjalizująca się m.in. w radarach pasywnych, radarach obrazujących i technologiach mikrofalowych. Kluczowym elementem systemu jest radar pasywny PCL, czyli Passive Coherent Location, który ma stanowić podstawę zdolności detekcyjnych BASI.

Radar pasywny nie działa jak klasyczny radar lotniskowy czy wojskowy. Nie emituje własnego silnego sygnału, tylko korzysta z cudzych emisji obecnych w otoczeniu, np. nadajników radiowych, telewizyjnych albo innych źródeł fal elektromagnetycznych. Dzięki temu jest trudniejszy do wykrycia, nie zdradza tak łatwo swojej pozycji i może pracować dyskretniej. BASIA ma więc łączyć wyniesienie sensorów ponad teren z pasywną, trudniejszą do namierzenia metodą obserwacji.

BASIA wyszła z koncepcji badawczej. Teraz czekamy na produkcję

Współtwórca całej koncepcji prof. Krzysztof Kulpa podkreśla, iż BASIA nie jest już wyłącznie badawczą koncepcją na wczesnym etapie projektowania, ale połączeniem kilku istniejących i działających technologii. W jego ocenie pierwszy model pokazowy w pełni wyposażonego aerostatu można przygotować w kilka miesięcy, a jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to za około półtora roku możliwa byłaby pierwsza dostawa seryjna takich systemów.

BASIA będzie więc połączeniem kilku istniejących i działających już technologii, a nie projektem badawczym na wczesnym etapie. Pierwszy model pokazowy w pełni wyposażonego aerostatu możemy przygotować w kilka miesięcy, a jeżeli wszystko dobrze pójdzie, za półtora roku możemy mieć pierwszą dostawę seryjną takich aerostatów – powiedział prof. Krzysztof Kulpa w rozmowie z PAP.

To właśnie to zmienia sposób patrzenia na cały projekt. Nie mówimy już tylko o polskim pomyśle na balon z radarami, ale o rozwiązaniu, które jego twórcy próbują ustawić jako gotowe do stosunkowo szybkiego wdrożenia. W realiach projektów obronnych taka deklaracja brzmi bardzo ambitnie, zwłaszcza iż mowa o systemie mającym działać nie tylko na potrzeby wojska, ale także ochrony granic i infrastruktury strategicznej.

Kulpa wyraźnie sugeruje też, skąd bierze się ten optymizm. Jego zdaniem BASIA nie powstaje od zera, bo opiera się na technologiach, które już istnieją: radarach pasywnych, rozwiązaniach aerostatycznych i aparaturze obserwacyjnej. Największą wartością projektu nie jest sam futurystyczny wygląd systemu, tylko to, iż jego autorzy uważają go za na tyle dojrzały, by w relatywnie krótkim czasie przejść od pokazu do realnych dostaw.

Gdzie taki system naprawdę miałby największy sens?

Najbardziej oczywiste zastosowanie to nasza wschodnia granica i wykrywanie obiektów latających, zwłaszcza małych i nisko lecących dronów. Ale to nie jest jedyny scenariusz. Twórcy projektu wskazują też ochronę infrastruktury energetycznej, monitoring wokół lotnisk i ogólnie nadzór nad obszarami, w których potrzebna jest długotrwała, stacjonarna obserwacja z większej wysokości niż daje maszt czy wieża.

I właśnie tu BASIA może mieć sens choćby wtedy, gdy nie stanie się systemem stricte frontowym. Aerostaty nie muszą przecież zastępować klasycznych środków obrony powietrznej, żeby być przydatne. Mogą uzupełniać sieć sensorów, wypełniać niższe warstwy rozpoznania i pracować tam, gdzie utrzymywanie droższych platform latających albo stawianie pełnowymiarowych posterunków radiolokacyjnych byłoby po prostu nieopłacalne.

BuyboxFast
Idź do oryginalnego materiału