Boom na centra danych zwykle opisujemy przez pryzmat akceleratorów GPU, megawatów energii i kolejnych kampusów AI. Tymczasem prawdziwe napięcie coraz częściej rodzi się niżej, w rurach, licznikach i lokalnych sieciach wodnych. Gdy serwerownia wchodzi do miasta szybciej niż administracja nadąża z pomiarem i rozliczeniem poboru, temat przestaje być branżową ciekawostką. Zaczyna dotyczyć rachunków, zaufania i lokalnej polityki.