NASA żegna panele i buduje atomowy statek. Doleci na Marsa i zrzuci rój

konto.spidersweb.pl 2 godzin temu

To przełom, na który miłośnicy eksploracji kosmosu czekali od dekad. Amerykańska agencja kosmiczna oficjalnie potwierdziła plany wysłania poza orbitę Ziemi pierwszego międzyplanetarnego statku napędzanego energią jądrową. Space Reactor-1 Freedom ma wyruszyć w stronę Czerwonej Planety jeszcze przed końcem 2028 r.

Jeśli myśleliście, iż to tylko kolejny nudny test technologiczny, to zapnijcie pasy. Na pokładzie znajdzie się ładunek o nazwie Skyfall, z którego wyfrunie cała flota marsjańskich dronów. Zaczynamy zupełnie nowy rozdział w historii podboju kosmosu.

Koniec dyktatu paneli słonecznych. Kosmiczna przyszłość to atom

Przez dziesięciolecia inżynierowie pracowali nad tym, jak skutecznie rozwiązać problem zasilania i napędu w głębokim kosmosie. Tradycyjne panele fotowoltaiczne sprawdzają się świetnie w okolicach Ziemi czy na orbicie Księżyca, ale tracą rację bytu, gdy zapuszczamy się na przykład za orbitę Jowisza, gdzie dociera ułamek światła słonecznego.

Bezpośrednią odpowiedzią NASA jest zaawansowany elektryczny napęd jądrowy. To właśnie ta technologia będzie sercem statku SR-1 Freedom.

Rozwiązanie to daje gigantyczną przewagę nad klasycznymi silnikami chemicznymi. Oferuje niezwykle wydajny transport ogromnych mas na kosmiczne odległości. Zamiast spalać tony paliwa w kilka minut, napęd nuklearno-elektryczny może pracować nieprzerwanie przez całe miesiące, powoli, ale nieustannie rozpędzając statek do prędkości nieosiągalnych dla tradycyjnych rakiet.

Zabójcza nazwa i genialny ładunek. Skyfall nad Czerwoną Planetą

Sam fakt przetestowania działającego reaktora w locie międzyplanetarnym to wielkie wyzwanie, ale NASA postanowiła dorzucić do pieca. Gdy nuklearny kolos dotrze do celu, nie wejdzie po prostu na orbitę, by zbierać dane czy robić zdjęcia. W kluczowym momencie misji uwolniony zostanie ładunek o kryptonimie Skyfall.

Pod tą doskonale brzmiącą nazwą kryje się eskadra bezzałogowców opartych na konstrukcji kultowego już helikoptera Ingenuity. Przypomnijmy, iż ten niewielki dron ostatecznie dowiódł, iż latanie w rzadkiej, marsjańskiej atmosferze jest w ogóle możliwe.

Nowa generacja wirnikowców ma za zadanie kontynuować eksplorację Marsa z powietrza na niespotykaną dotąd skalę, docierając w miejsca niedostępne dla ciężkich, kołowych łazików.

Więcej na Spider’s Web:

Zaczynamy prawdziwy podbój Układu Słonecznego

Projekt realizowany wspólnie z Departamentem Energii USA (DOE) ma jednak znacznie ambitniejsze cele niż tylko spektakularny zrzut dronów. Misja statku Freedom to dosłownie przecieranie szlaków dla całego sektora kosmicznego.

Chodzi o ustanowienie precedensu, przetestowanie sprzętu jądrowego w warunkach głębokiej próżni, opracowanie zupełnie nowych standardów bezpieczeństwa oraz uregulowanie przepisów startowych dla takich ładunków.

To również potężny sygnał dla komercyjnego przemysłu technologicznego. Czas uruchomić linie produkcyjne dla przyszłych systemów zasilania opartego na rozszczepieniu atomu. Bez niezawodnych i potężnych źródeł energii nie ma mowy o budowie stałych baz na powierzchni Księżyca czy planowaniu długodystansowych, załogowych lotów na Marsa.

Udana misja SR-1 Freedom w 2028 r. oficjalnie odblokuje nam drogę do tych celów oraz pozwoli na swobodną eksplorację najdalszych, mrocznych zakątków naszego układu planetarnego.

BuyboxFast
Idź do oryginalnego materiału