Po latach narzekania na nudne, wtórne targi, czas powrócić, może nie do zachwytów, ale do nadziei na interesujące posunięcia ze strony zarówno wielkich, jak i mniejszych firm.
Kiedy przed laty Mobile World Congress ewoluował z „targów telefonów” w stronę „targów wszystkiego, co połączone”, wielu powątpiewało, czy impreza utrzyma swoją tożsamość. Tegoroczna edycja MWC 2026 w Barcelonie rozwiewa te wątpliwości. Stolica Katalonii stała się w tym tygodniu nie tyle wystawą gadżetów, co poligonem doświadczalnym dla technologii, które w ciągu najbliższych dwóch lat przemodelują krajobraz biznesowy, przemysłowy i konsumencki. Od potężnych klastrów AI po pierwsze realne fundamenty pod sieć 6G – oto co musisz wiedzieć o MWC 2026.
Tegoroczne targi rozpoczęły się od mocnego akcentu polityczno-gospodarczego. Unia Europejska, najwyraźniej w końcu świadoma zapóźnień w wyścigu o 5G, tym razem nie zamierza oddać pola. Komisja Europejska ogłosiła sfinansowanie 20 kluczowych projektów badawczych dotyczących przyszłych sieci mobilnych. To sygnał dla rynku: Europa chce być przy stoliku oznaczonym skrótem 6G, i, co więcej, chce przy tym stoliku rozdawać karty.
Ważnym punktem owej strategii jest uruchomienie projektu Euro 3C (European Cloud, Computing and Connectivity), wartego 75 mln euro. To inicjatywa mająca na celu zintegrowanie zasobów chmurowych i obliczeniowych na poziomie kontynentalnym. Dla nas, obserwatorów rynku IT, przekaz jest jasny: infrastruktura przestaje być traktowana jako „rury do przesyłu danych”, a zaczyna być postrzegana jako strategiczny zasób bezpieczeństwa narodowego. Potencjał rynkowy dla integratorów i dostawców rozwiązań sieciowych w regionie EMEA właśnie zyskał potężny, unijny impuls wzrostowy.
Na halach w Barcelonie dało się wyczuć unoszącego się ducha geopolitycznych starć. W tym kontekście niezwykle istotnym ruchem ze strony GSMA jest powołanie Open Telco AI. Branża telekomunikacyjna, dotychczas nieco spychana do defensywy przez amerykańskich gigantów chmurowych, postanowiła stworzyć własną architekturę sztucznej inteligencji. Celem jest optymalizacja sieci oraz tworzenie usług AI dedykowanych dla operatorów, które nie będą uzależnione od zamkniętych ekosystemów Big Tech. To strategiczna zmiana, która może otworzyć nowe drzwi dla dostawców systemu i usługodawców wyspecjalizowanych w branży telco.
Telekomunikacyjna elita
Zerknijmy dalej na wschód. jeżeli ktoś myślał, iż chiński smok zapadł w sen, to był w błędzie. Huawei zaprezentował w Barcelonie system Atlas 950 SuperPod. Liczby robią wrażenie choćby na największych sceptykach: do 8192 jednostek NPU (Neural Processing Unit) w jednym systemie. Jak twierdzi firma, to nie jest już po prostu serwer AI – to kompletna fabryka inteligencji, zaprojektowana z myślą o trenowaniu największych modeli językowych i wizyjnych.

Jednocześnie Huawei udowadnia, iż 6G to dla nich nie tylko teoria. Firma zaprezentowała nowości działające w paśmie U6GHz. Wykorzystanie tego spektrum ma najważniejsze znaczenie dla uzyskania przepustowości rzędu terabitów na sekundę, co w przyszłości pozwoli na masową cyfryzację procesów przemysłowych w czasie rzeczywistym. Widzimy tu wyraźny skręt w stronę segmentu Enterprise, gdzie stabilność i wydajność sieci determinują przewagę konkurencyjną.
Na stoisku Huawei w Barcelonie nie zabrakło również rozwiązań, które mogą mieć kolosalny istotny na to, jak korzystamy z sieci w biurowcach, galeriach handlowych czy fabrykach. Mowa o LampSite iSharing, czyli inteligentnej platformie do współdzielenia sieci mobilnej wewnątrz budynków. Biorąc pod uwagę fakt, iż ponad 80% ruchu mobilnego generowane jest właśnie wewnątrz obiektów, rozwiązanie to trafia w sam środek rynkowych potrzeb. Tradycyjne systemy IBS często nie radzą sobie z przenikaniem sygnału 5G przez nowoczesne elewacje, a LampSite iSharing eliminuje ten problem, oferując hybrydową architekturę cyfrowo-analogową i pięciopasmowe moduły pRRU. Dla operatorów to czysty zysk: Huawei obiecuje redukcję nakładów inwestycyjnych (CAPEX) o 40% i kosztów operacyjnych (OPEX) o 30%. Z kolei dla właścicieli nieruchomości oznacza to koniec z wielokrotnym kuciem ścian – jedna instalacja wystarcza, by obsłużyć wielu operatorów i nowoczesne usługi oparte na precyzyjnej lokalizacji czy AIoT. To kolejny dowód na to, iż Huawei konsekwentnie buduje fundamenty pod erę 5G-Advanced i przyszłe 6G, stawiając na efektywność i współpracę całego ekosystemu.
Świetne wrażenia płynęły także ze strefy firmy Ericsson. Szwedzki gigant, celebrujący w tym roku imponujący jubileusz 150-lecia istnienia mimo długiej historii posiada wyjątkowo świeże spojrzenie na przyszłość telekomunikacji. Ericsson zamienił swoją przestrzeń wystawienniczą w prawdziwe „mini-miasto”, by pokazać, jak technologia 5G-Advanced i nadchodzące 6G realnie wpływają na tkankę miejską. Od domu i biura, przez połączenie przestrzeni handlowych, po spójne i stale skoordynowane cyfrowo działanie służb miejskich, Ericsson pokazywał jak wiele może zyskać miasto, przy odpowiednim wykorzystaniu technologii.

Nie zabrakło oczywiście sztucznej inteligencji, którą nasi sąsiedzi zza Bałtyku podzielili na dwa obszary: „AI dla sieci” oraz „sieci dla AI”. W pierwszym przypadku mowa o wykorzystaniu algorytmów do poprawy efektywności energetycznej i automatyzacji, co ma najważniejsze znaczenie dla marż operatorów. W drugim – o budowie infrastruktury, która udźwignie gigantyczne zapotrzebowanie na transfer danych generowany przez rozproszone systemy AI. W tym kontekście ważna jest także nowa generacja układów Ericsson Silicon, które teraz zawierają dedykowane akceleratory sieci neuronowych bezpośrednio w radiach Massive MIMO. To sprawia, iż stacje bazowe stają się „inteligentne” na poziomie sprzętowym, potrafiąc w czasie rzeczywistym optymalizować wiązkę sygnału.

W zrozumiały sposób uwagę zwiedzających zwracał jest segment Mission Critical. Ericsson pokazał, iż potrafi budować sieci o niemal wysokiej niezawodności i odporności, skierowane dla obronności oraz służb ratunkowych. To ogromny rynek, na którym margines błędu nie istnieje, a przewaga technologiczna przekłada się bezpośrednio na bezpieczeństwo publiczne.
Patrząc jeszcze dalej, w stronę 6G, Ericsson promuje architekturę AI-native oraz koncepcję „zintegrowanego wyczuwania i komunikacji” (Integrated Sensing and Communication). Oznacza to, iż przyszła sieć będzie, zdaniem szwedzkiej firmy, nie tylko przesyłać dane, ale działać jak gigantyczny radar, zdolny do mapowania otoczenia bez potrzeby montowania dodatkowych czujników. Dla deweloperów i operatorów, dzięki otwartym interfejsom API, otwiera to drogę do monetyzacji usług, o których dziś dopiero zaczynamy marzyć. Szwedzi jasno dają do zrozumienia, iż sieć zmienia się w sposób niezwykle istotny – będąc programowalną platformą wielofunkcyjną, a nie tylko linią przesyłu danych.

Smartfony – bez rewolucji, ale…
Przechodząc do sektora urządzeń konsumenckich, nietrudno zauważyć, iż niemal odeszliśmy już od czasów wielkich premier podczas MWC. Niemal, bo zupełnie inną drogę obrała Motorola.
Firma zaprezentowała szeroki wachlarz nowości, obejmujący zarówno zaawansowane telefony, jak i akcesoria audio oraz współprace biznesowe. Najbardziej spektakularną nowością był z pewnością nowy RAZR Fold. Motorola w końcu rzuciła rękawicę liderom segmentu składaków “książkowych”, ale zrobiła to na własnych zasadach. Miałem okazję trzymać to urządzenie w dłoniach na specjalnym pokazie w Barcelonie i muszę przyznać: inżynierowie dokonali tu czegoś, co jeszcze dwa lata temu wydawało się niemożliwe.

Największym zaskoczeniem nie jest wcale smukłość konstrukcji (choć 9,9 mm po złożeniu robi wrażenie), ale to, co Motorola zmieściła w module fotograficznym. Przez lata składane telefony cierpiały na „kompleks gorszego aparatu”. RAZR Fold ucina te dyskusje, zdobywając prestiżową złotą odznakę DXOMARK z wynikiem 164 punktów. System trzech aparatów 50 Mpx, przy czym główny oparty na matrycy Sony LYTIA 828 (f/1.6 z OIS), oferuje wysoką jakość, która stawia to urządzenie w jednym rzędzie z najlepszymi klasycznymi flagowcami. Zwykłymi, nie składanymi. Dodajmy do tego peryskopowy teleobiektyw z 3-krotnym zoomem optycznym oraz możliwość nagrywania wideo 8K w standardzie Dolby Vision – to zestaw, który w segmencie foldable nie ma w tej chwili sobie równych.

W urządzeniu zastosowano ładny, jasny (do 6000 nitów) panel pOLED o przekątnej 6,6 cala, który oferuje odświeżanie 165 Hz. To pierwszy telefon na świecie wykorzystujący szkło Corning Gorilla Glass Ceramic 3, co ma ostatecznie rozwiązać problem kruchości zewnętrznych ekranów składanych telefonów. Po otwarciu otrzymujemy potężną, 8,1-calową przestrzeń roboczą (panel LTPO 120 Hz), która dzięki zawiasowi typu tear-drop niemal całkowicie eliminuje widoczne zgięcie.
Nie tylko ekran i aparaty świadczą o bezpompromisowym podejściu Motoroli. Firma zadbała też o iście flagową specyfikację, z układem Qualcomm Snapdragon 8 Gen 5, 16 GB pamięci RAM oraz pojemną baterią 6000 mAh z szybkim ładowaniem 80W (50W bezprzewodowo). Niestety, cena urządzenia na polskim rynku, 9999 zł za wersję z 512 GB pamięci, wyraźnie wskazuje, iż to efektowne urządzenie jest produktem ultra-premium.
Prezentacji tego superflagowca towarzyszyła także premiera telefona Motorola Edge 70 Fusion, który wyróżnia się eleganckim, zakrzywionym z czterech stron designem oraz wysoką odpornością potwierdzoną certyfikatami IP68/69 i militarnym standardem MIL-STD-810H. Urządzenie wyposażono w procesor Snapdragon 7s Gen 3, system aparatów z sensorem Sony LYTIA 710 wspieranym przez sztuczną inteligencję moto ai oraz imponujący wyświetlacz AMOLED o jasności szczytowej do 5200 nitów. Co istotne dla użytkowników, telefon będzie dostępny w dwóch wersjach pojemności baterii – 5200 mAh lub aż 7000 mAh, z szybkim ładowaniem TurboPower 68W.
W obszarze akcesoriów zadebiutowały dwie pary słuchawek: moto buds 2 plus oraz moto buds 2. Model z dopiskiem „plus” został stworzony we współpracy z marką Bose, oferując technologię Sound by Bose, aktywną redukcję szumów (Dynamic ANC) oraz wsparcie dla Hi-Res Audio i Spatial Audio.

Motorola ogłosiła również strategiczne nowości w dziedzinie bezpieczeństwa i rozwiązań B2B, w tym partnerstwo z GrapheneOS Foundation. kooperacja ta ma na celu dostarczenie wzmocnionego systemu operacyjnego opartego na Androidzie dla nowej generacji telefonów, kładąc nacisk na prywatność i ochronę danych. Wprowadzono także platformę Moto Analytics, umożliwiającą administratorom IT monitorowanie wydajności floty urządzeń w czasie rzeczywistym, oraz funkcję Private Image Data, która automatycznie usuwa wrażliwe metadane (np. lokalizację) z nowo wykonywanych zdjęć.
Smartfonowe laury na wydarzeniu zebrał też Samsung, który swoje wydarzenie premierowe miał ledwie kilka dni przed targami w Barcelonie. Galaxy S26 Ultra zdobył prestiżowy tytuł „Best in Show”. Mimo iż wizualnie bardzo zbliżony do poprzednika, technicznie stanowi pokaz siły. Integracja AI na poziomie procesora, nowa generacja sensorów fotograficznych i tytanowa obudowa, która stała się jeszcze lżejsza – to produkt, który wyznacza standardy w segmencie premium. Z perspektywy rynkowej S26 Ultra to dla resellerów „bezpieczna przystań”. Popyt na urządzenia typu Ultra pozostaje stabilny, a Samsung umiejętnie buduje wokół nich ekosystem usług, które zatrzymują klienta przy marce na lata.

Xiaomi w tym roku pokazało, iż ich ambicje wykraczają daleko poza telefony. Chiński gigant pokazał ponad 10 nowych produktów, które wspólnie tworzą spójną wizję ubraną w hasło „Human x Car x Home”.

Chociaż wzrok zwiedzających najbardziej przyciągał futurystyczny samochód Vision Gran Turismo, to realnie głównym aktorem spektaklu przygotowanego przez chińską markę był bez wątpienia Xiaomi 17 Ultra oraz jego “klon”, Leica Leitzphone (pełna nazwa to Leica Leitzphone powered by Xiaomi).


Zaczynając od Xiaomi 17 Ultra – to po prostu topowy flagowiec tej marki na bierzący rok. Elegancki, dobrze wykonany, wydajny, a przede wszystkim uzbrojony w świetny zestaw aparatów. Główny sensor to udoskonalona matryca o rozmiarze 1 cala, o rozdzielczości 50 MP, działająca w zestawie z optyką niemieckiego partnera firmy Xiaomi, renomowaną marką Leica. Zastosowanie nowej generacji soczewek Leica Summilux pozwoliło na uzyskanie wysokiej jasności, która w warunkach nocnych deklasuje ma, zdaniem producenta, robić znakomite wrażenie. współpracuje teraz z nowym silnikiem obrazowania AI, co przekłada się na plastykę obrazu znaną dotąd tylko z pełnoklatkowych aparatów. co ciekawe, także model „podstawowy” serii 17 również zyskał technologię Leica.

A co z Leitzphone marki Leica? W praktyce trudno mi było znaleźć wyraźną różnicę względem Xiaomi 17 Ultra… do czasu, aż nie zapytałem o to obsługi, która podpowiedziała gdzie owych różnic należy szukać. Najważniejsza skupia się, co nie powinno dziwić, na fotografii. Chociaż oba telefony posiadają tę samą matrycę i optykę, model sygnowany logo marki z Wetzlar posiada nieco inne oprogramowanie, w tym widget do przypominania o tzw. złotej godzinie, czy filtry aparatu, które mają symulować wygląd zdjęć niczym z klasycznych aparatów Leica. Czy da się na nim realnie uzyskać ów mityczny “Leica Look”? Wątpię. Aparaty tej niemieckiej firmy swoją pozycję budowały od wielu dekad, opierając się na perfekcyjnej optyce i systemie dalmierzowym. W nich na fotografowany obraz nie patrzymy przez obiektyw, obserwując szerszy kadr niż ten, który ostatecznie “złapie” aparat po naciśnięciu spustu migawki. telefon Leitzphone natomiast robi zdjęcia w ten sam sposób, co każdy inny telefon.
Xiaomi pokazało też nowe tablety: Pad 8 i Pad 8 Pro. Pierwszy z nich opiera się o wydajny układ Qualcomm Snapdragon 8s Gen 4 i 8 GB RAM, podczas gdy drugi korzysta z nieco szybszego Qualcomm Snapdragon 8 Elite oraz 12 GB RAM. Stawia to te urządzenia w ścisłej czołówce najwydajniejszych tabletów w świecie Androida. Obydwa także wyposażono w solidne baterie o pojemności 9200 mAh, które można ładować z mocą, odpowiednio, 45 lub 67 W.

Inną nowością był najnowszy zegarek, Xiaomi Watch, pracujący pod kontrolą pełnoprawnego systemu operacyjnego Wear OS 6 od Google. Jego kluczową specyfikację otwiera układ Snapdragon z rodziny W oraz jasny, zaokrąglony wyświetlacz AMOLED o przekątnej 1,54 cala. Ciekawostką jest tu czujnik EMG, za pomocą którego użytkownicy mogą bezdotykowo sterować interfejsem dzięki drobnych ruchów nadgarstka.
Koncepcje, które staną się rzeczywistością?
Zwykle produkty koncepcyjne widzimy w wydaniu wielkich, topowych marek, które stać na to, by dokonał technologicznego prężenia muskułów. Tym bardziej zaskakującym było to, co widziałem na strefie firmy TECNO. jeżeli ktoś szukał na MWC 2026 czystej, futurystycznej inwencji, to stoisko pod hasłem „Reach for the Future” było obowiązkowym punktem programu. Marka należąca do Transsion Holdings pokazała, iż nie boi się eksperymentować tam, gdzie giganci stąpają ostrożnie.
Koncepcyjny PHANTOM Ultimate G Fold – okrzyknięty najcieńszym na świecie tri-foldem. Urządzenie po rozłożeniu oferuje potężny, blisko 10-calowy ekran (9,94″), a mimo podwójnego zawiasu, po złożeniu ma zaledwie 11,49 mm grubości. Zastosowanie stali o wytrzymałości 2000 MPa oraz obudowy z włókna tytanowego (Titan Fiber) o grubości zaledwie 0,3 mm pokazuje, iż TECNO weszło do ekstraklasy inżynieryjnej.
TECNO zaprezentowało także Modular Magnetic Interconnection Technology. To system pozwalający na błyskawiczne dopinanie do telefonu modułów sprzętowych dzięki magnesów – od dodatkowych ogniw baterii, przez zaawansowane obiektywy tele, aż po profesjonalne action-camy.


Rzecz w tym, iż obie te nowości są rozwiązaniami koncepcyjnymi, jeszcze nie gotowymi do rynkowej premiery. Premiery, która, dodajmy, może nigdy nie nastąpić. A szkoda, bo modułowe rozwiązania dla telefonów są potencjalnie interesującym dodatkiem do urządzenia, które i tak stale nosimy w kieszeni. By odniosły sukces, musiałyby jednak zapewniać kompatybilność przez kilka generacji, zarówno telefonów, jak i akcesoriów. Czy to się wydarzy? Szczerze wątpię.
Jeśli ktoś uważał, iż w kwestii interakcji z telefonem powiedziano już wszystko, to nowy koncepcyjny telefon marki Honor może być poważnym zaskoczeniem. Honor Robot Phone to telefon wyposażony w chowane ramię, uzbrojone w dość zaawnasowną kamerę. Ramię pełni rolę gimbala, co upodabnia Robot Phone’a do kamerek w stylu DJI Pocket 3.
Przekaz chińskiej marki był jasny: era „inteligentnych telefonów” właśnie ustępuje miejsca epoce „telefonów robotycznych”. Nie chodzi tu jednak o urządzenie na kółkach, czy humanoidalnego robota, ale o głęboką integrację z agentami AI, którzy potrafią przewidywać intencje użytkownika i wykonywać zadania autonomicznie. HONOR na MWC 2026 pokazał, iż ich autorski system MagicOS ewoluował w stronę cyfrowego organizmu, który nie tylko reaguje na dotyk, ale wręcz „rozumie” kontekst sytuacyjny – od automatycznego zarządzania logistyką dnia, po proaktywne wsparcie w pracy kreatywnej.

Robotyka, AI i Wi-Fi 8 na horyzoncie
Warto wspomnieć też o udziale w MWC Hewlett Packard Enterprise (HPE). Firma zaprezentowała nowe portfolio dla dostawców usług, które jest w pełni zoptymalizowane pod obciążenia AI. HPE rozumie, iż bez odpowiedniego fundamentu sprzętowego w centrach danych, rewolucja sztucznej inteligencji utknie w martwym punkcie. Ich nowe systemy pamięci masowej i serwery to odpowiedź na potrzeby firm, które chcą wdrażać własne modele AI lokalnie (on-premise), dbając o prywatność danych.
Jednym z najważniejszych wystąpień tegorocznych targów był keynote CEO Qualcomm. Firma stawia wszystko na jedną kartę: robotykę. Zapowiedziano ogromny rozwój w tej dziedzinie w ciągu najbliższych dwóch lat. Dzięki nowym układom scalonym, roboty mają stać się bardziej autonomiczne i zdolne do współpracy z ludźmi w środowiskach biurowych i domowych.
Qualcomm nie zapomina jednak o łączności. Zapowiedź Wi-Fi 8 oraz standardów 6G w urządzeniach typu wearable (smartwatche) to przełom. Zegarki, które nie potrzebują telefona do obsługi najbardziej zaawansowanych funkcji, dzięki ogromnej przepustowości i niskiemu zużyciu energii, mogą stać się kolejnym „next big thing” w sprzedaży detalicznej.
Nie zabrakło też robotów. Ba, rzekłbym nawet, iż roboty stanowiły większą niż kiedykolwiek wcześniej część targów MWC. Roboty-asystenci, roboty-kelnerzy, roboty-barmiani, a choćby robot-dinozaur pozbawiony jakiejkolwiek przydatnej funkcji. Roboty na MWC były dosłownie wszędzie. Mam jednak wrażenie, iż zdecydowana większość z nich pełniła rolę mobilnej dekoracji, przyciągacza uwagi, niż prezentacji produktu, który za tydzień lub dwa zobaczymy na sklepowych półkach. Problem w tym, iż do pełnej przydatności humanoidalnych robotów w czymkolwiek wciąż jeszcze długa droga. Roboty, które mają naśladować człowieka, robią to, owszem, coraz lepiej, ale przez cały czas są nieporadne, niezdarne i dość powolne. Oczywiście, istnieją wyjątki – co było doskonale widoczne na pokazie z okazji chińskiego nowego roku, z którego nagranie rozeszło się viralowo po sieci. Jednak co innego z góry zaprogramowany układ choreograficzny, a co innego aktywne odnajdowanie się w dynamicznym środowisku. Tu wciąż człowiek jest niezastąpiony.

Można być jednak pewnym, iż rozwój robotów będzie postępował. Pokusa, by zastąpić ludzkiego pracownika takim, który nie męczy się, nie wymaga pensji, nie choruje i nie uskarża się na nic, jest po prostu zbyt silna. choćby jeżeli półka sklepowa z humanoidalnymi robotami będzie budziła nieprzyjemne, historyczne skojarzenia.
Polski wątek w Katalonii
Na MWC nie obyło się bez biało-czerwonego akcentu. Polska strefa, po raz drugi zorganizowana przez departament Govtech Ministerstwa Cyfryzacji, stał się w tym roku tętniącym życiem hubem, który udowodnił, iż nasza rodzima branża ICT definitywnie wyszła z cienia „outsourcingowego zaplecza Europy”. Odwiedzając stoisko, uderzała przede wszystkim dojrzałość prezentowanych rozwiązań – polskie firmy nie przyjechały do Barcelony z samymi obietnicami, ale z konkretnymi produktami z obszaru Industrial IoT, cyberbezpieczeństwa oraz niszowych zastosowań. Rozmawiając z naszymi wystawcami, czuć było głód ekspansji na dalsze, zewnętrzne rynki. Wśród wystawców znaleźli się m.in. Beyond, Dynacon czy Microamp.

Stoisko odwiedzili też przedstawiciele władz, m.in. wiceminister Paweł Olszewski, prezes UKE Przemysław Kuna oraz Monika Krzepkowska, Chargé d’affaires w ambasadzie RP w Hiszpanii.


Gdzie są pieniądze?
MWC 2026 pokazało, iż kończy się era „oczekiwania na innowację”. Ona już tu jest, rozproszona między infrastrukturą 6G, potężnymi systemami AI, a coraz bardziej inteligentnymi urządzeniami końcowymi.
Wnioski z MWC 2026 są, jak sądzę, proste. Pierwszym i najważniejszym jest poszukiwanie nowych form i doskonalenie dotychczasowych. Czy to telefony składane w sposób książkowy, czy składane potrójnie, czy eksperymenty z modułowością – producenci telefonów szukają, wobec braku technologicznych przełomów, nowej, atrakcyjnej formy.
Ów przełom jest jednak niedaleko – to drugi z moich wniosków. 6G nie jest może “tuż za progiem”, ale z całą pewnością widać je już z okna. Widzimy, iż się zbliża, ale nie do końca wiemy, co realnie przyniesie. Wzrost szybkości z pewnością, ale jeszcze nikt nie mówi o rewolucji. Myślę, iż 6G może przynieść przełom na zupełnie innej warstwie: narracyjnej. O ile w 5G prym wiodły firmy z Państwa Środka, o tyle 6G może być zbudowane z silniejszym udziałem przedsiębiorstw z zachodniego kręgu cywilizacyjnego, a to pozwoliłoby przyspieszyć wdrożenie w Europie i USA. Bez obaw o szpiegostwo chińskie. Być może z obawami, u nas w Europie, o szpiegostwo z zupełnie innego kierunku.
Kolejny wniosek – robotyka to istotny kierunek rozwoju. Na tę chwilę wciąż nieporadne, dla których wyzwaniem jest podniesienie obiektu bez poważnego ryzyka upuszczenia, roboty mogą wydawać się zabawką, gadżetem. Jednak jest to gadżet złożony, zaawansowany, z potencjałem. Potencjalnie w robotyzacji, jeżeli jeszcze nie dziś, to już niedługo będą naprawdę niemałe pieniądze.
MWC 2026 żegna nas, i sam się dziwię, iż to piszę, optymizmem. Technologia znów przyspieszyła, a granica między światem fizycznym, a cyfrowym stała się cieńsza niż kiedykolwiek. Kolejne lata w branży będą fascynujące.

5 godzin temu





