Kosmos zobaczył coś niezwykłego. Nazare i fale jak wieżowce

konto.spidersweb.pl 3 godzin temu

Satelita zarejestrował fale wysokie na 7 pięter i podwodne pióropusze piasku pod Nazaré. Najnowsza analiza zdjęcia jasno je tłumaczy.

Na zdjęciu wykonanym przez satelitę obserwującego Ziemię widać wybrzeże w okolicach Nazaré, niewielkiego miasteczka na zachodzie Portugalii. Z góry linia brzegowa przypomina miejsce uderzenia gigantycznego pędzla: jasne smugi mętnej wody odrywają się od plaży i ciągną w głąb Atlantyku.

To nie chmury ani algi, ale piasek i osady wyrwane z dna przez uderzenie fal. Szacunki badaczy wskazują, iż w tym dniu pojedyncze grzbiety dochodziły do około 24 m wysokości, czyli mniej więcej do poziomu 7. piętra typowego bloku. To imponujące choćby jak na lokalne standardy – o tej porze roku fale pod Nazaré zwykle kończą się na mniej więcej 15 m.

Dzień, w którym 18-latek dosiadł fali stulecia

Tego samego dnia, gdy satelita odnotował na zdjęciu jasne języki wzburzonej wody, na linii załamania fal pojawili się surferzy. Wśród nich był 18-letni Portugalczyk António Laureano, który według analizy oceanografów z uniwersytetu w Lizbonie miał przejechać po grzbiecie fali o wysokości około 30,9 m.

Jeśli te wyliczenia się utrzymają, mówimy o najwyższej fali, jaką kiedykolwiek udało się komukolwiek ujechać. Oficjalnie rekord należy na razie do Sebastiana Steudtnera, niemieckiego surfera, który w 2024 r. w tym samym miejscu stanął na zboczu niemal 29-metrowej ściany wody. Już dziś jednak 7 z 10 największych udokumentowanych fal w historii surfingu pochodzi właśnie z Nazaré.

Brak oficjalnego potwierdzenia rekordu Laureano to paradoks tej dyscypliny. Światowa liga surfingu akceptuje jedynie fale zmierzone jej własną metodą na podstawie wysokiej jakości nagrań. W przypadku Portugalczyka obliczeń dokonali niezależni naukowcy, co sprawia, iż jego wyczyn wisi w próżni między nauką a sportową biurokracją.

Podmorski kanion jak gigantyczna soczewka

Fenomen Nazaré nie jest przypadkiem, ale efektem osobliwej geometrii dna oceanicznego. Kilka kilometrów od brzegu zaczyna się tam ogromny podmorski rów zwany Kanionem Nazaré. Ciągnie się przez około 210 km w głąb Atlantyku i sięga na prawie 5 km w dół.

Jak czytamy na łamach Live Science, woda sunąca dnem w obrębie kanionu ma do dyspozycji głębokie koryto, więc porusza się szybciej i przenosi większą energię niż fale nad płytszym fragmentem szelfu. Gdy takie przyspieszone grzbiety zderzają się z innymi falami idącymi z północnego zachodu, energia jest skupiona w jednym punkcie – dokładnie tam, gdzie dziś stoi słynna latarnia i punkt widokowy dla fanów dużych fal.

Zjawisko można porównać do olbrzymiej szklanej soczewki, która zamiast światła ogniskuje ruch wody. W wyjątkowych sytuacjach, tak jak w dniu sfotografowanym z orbity, swoje dokłada jeszcze wiatr z pełnego morza, wzmacniając grzbiety od tyłu. To właśnie wtedy fale rosną do rozmiarów, które trudno ogarnąć z perspektywy plaży.

BuyboxFast
Idź do oryginalnego materiału