Koniec wolnego Androida. Google uprzykrzy życie

konto.spidersweb.pl 2 godzin temu

Android utrudni instalowanie aplikacji spoza sklepu Google Play. Użytkownik będzie musiał przejść wieloetapowy proces i odczekać dobę, zanim zainstaluje aplikację od niezweryfikowanego dewelopera

Jedną z głównych przewag Androida nad apple’owskim iOS jest możliwość instalowania aplikacji spoza sklepu Google Play. Ta opcja pozwala na nie tylko instalowanie aplikacji normalnie niedostępnych w sklepie Google’a – czy to z powodów licencyjnych, kosztowych, czy blokad regionalnych, ale także z powodów bezpieczeństwa.

Choć nie da się ukryć, iż jest to miecz obosieczny, to koncern z Mountain View wychodzi z założenia, iż użytkownicy są głupi i będą się tym mieczem jedynie kaleczyli.

Dlatego Google wprowadza duże zmiany do systemu Android. Instalacja aplikacji spoza Google Play będzie tylko dla cierpliwych

Google ogłosił na swoim blogu wprowadzenie „advanced flow”, czyli nowego procesu instalowania aplikacji od niezweryfikowanych deweloperów. Advanced flow stanowi kompromis pomiędzy wizją Google’a a żądaniami użytkowników – firma wycofała się z kontrowersyjnego pomysłu całkowitego zablokowania instalowania aplikacji spoza oficjalnego sklepu, ale w zamian do systemu Android trafi celowo uciążliwe „udogodnienie”.

Proces instalacji aplikacji spoza sklepu Google Play w „advanced flow” składa się z kilku kroków i – co najważniejsze – obejmuje obowiązkowe 24 godziny czekania. Użytkownik chcący zainstalować aplikację z nieznanego źródła musi najpierw manualnie włączyć tryb deweloperski, potem potwierdzić, iż nie działa pod wpływem osób trzecich, zrestartować telefon, a następnie… odczekać dobę. Doba liczona jest jako dosłowne 24 godziny i nie da się jej obskoczyć poprzez zmianę daty i godziny w systemie.

Dopiero po tym czasie możliwe jest ponowne uwierzytelnienie (biometria lub PIN) i instalacja aplikacji. Google podkreśla, iż to jednorazowa procedura, ale trudno nie zauważyć, iż została zaprojektowana tak, by maksymalnie zniechęcać.

Nowe zasady mają zacząć obowiązywać jeszcze w tym roku – najpierw jako opcja dostępna od sierpnia, a później jako część szerszego systemu weryfikacji deweloperów.

Oficjalne uzasadnienie jest przewidywalne. Google tłumaczy, iż nowe zabezpieczenia mają chronić użytkowników przed oszustwami opartymi na socjotechnice. W takich scenariuszach ofiary są nakłaniane – często pod presją czasu – do instalowania złośliwych aplikacji, które dają cyberprzestępcom wgląd w treści na urządzeniu, albo po prostu umożliwiają im przejęcie kontroli nad telefonem.

Nowy proces ma napsuć krwi wszystkim cyberprzestępcom. Restart telefonu odcina potencjalny dostęp zdalny, a 24-godzinne opóźnienie eliminuje poczucie pilności, na którym bazują oszuści. Firma otwarcie przyznaje, iż celem jest spowolnienie użytkownika i zmuszenie go do zastanowienia się nad w tej chwili wykonywaną czynnością.

Problem w tym, iż przy okazji spowalnia się wszystkich – także tych, którzy dokładnie wiedzą, co robią

Dla części społeczności to przekroczenie granicy. Krytycy w mediach społecznościowych i blogerzy zwracają uwagę, iż Android przez lata budował swoją pozycję jako system otwarty, pozwalający użytkownikowi decydować o tym, co instaluje. Teraz ta wolność zostaje ograniczona w imię wspólnego dobra – niezależnie czy jesteś nieobytym ze telefonami starszym mężczyzną, absolutystą wolności systemu czy aspirującym deweloperem aplikacji, system Android będzie traktował cię, jakbyś właśnie opróżniał swoje konto bankowe z oszczędności życia.

To z kolei godzi w całą filozofię, którą kierują się osoby wybierające urządzenia z Androidem. Google rzestaje traktować użytkownika jako osobę zdolną do podejmowania decyzji, a zaczyna jako potencjalną ofiarę, którą trzeba prowadzić za rękę. Nowy model zakłada, iż instalowanie aplikacji spoza oficjalnego sklepu to aktywność dla „power userów”. Reszta ma pozostać w bezpiecznym, obitym pianką kojcu Google’a.

I choć rozumiem argumenty o bezpieczeństwie, to z drugiej strony nie mogę nie oprzeć się wrażeniu, iż Google ma aspiracje przejęcia modelu applowskiego, którego filary to filozofia Steve’a Jobsa. W jej myśl to użytkownik jest głupi, użytkownik nie wie, czego chce, to system ma go prowadzić przez komputer, a nie na odwrót. Ta filozofia dała Apple’owi pretekst do szerszych zmian w ooprogramowaniu – w tym zbudowania trwałego ekosystemu, ale także na pełną kontrolę dystrybucji aplikacji i firm trzecich chcących współpracować z Applem.

Fakt, jednym z efektów tego „idiotoodporny” iOS, iPadOS i macOS, ale drugim jest odejście od Apple’a użytkowników chcących wolności. Przy obecnym torze rozwoju Androida i dupolowi rynku telefonów oraz tabletów niezbyt wiem, gdzie oni się teraz podzieją.

Więcej na temat systemu Android:

BuyboxFast

Zdjęcie główne: Primakov / Shutterstock

Idź do oryginalnego materiału