Koniec prawdziwej nocy. Dane z satelitów dosłownie przerażają

konto.spidersweb.pl 2 godzin temu

Ziemia nocą nie tylko robi się jaśniejsza. Ona zaczyna zachowywać się niczym jak rozedrgany organizm, w którym światło sztuczne stale wylewa się na nowe obszary, a gdzie indziej nagle gaśnie.

Nowe badanie opublikowane w Nature, oparte na ponad 1,16 mln dziennych obrazów satelitarnych NASA Black Marble, pokazuje, iż globalna nocna jasność wzrosła netto o 16 proc. między 2014 a 2022 r. Najmocniejszy wniosek nie brzmi jednak, iż wszędzie świeci coraz bardziej, tylko iż nocny krajobraz Ziemi stał się wyjątkowo niestabilny.

To nie jest już spokojny, równy wzrost. Noc zaczęła się po prostu chwiać

Wraz z rozwojem miast, gospodarek i infrastruktury nocna Ziemia po prostu świeci coraz mocniej, prawda? Autorzy nowej pracy piszą jednak wprost, iż taki opis jest zbyt bardzo uproszczony. Z ich analizy wynika, iż nocne światła planety są zaskakująco dynamiczne, a obszary podlegające zmianie doświadczyły średnio 6,6 odrębnych przesunięć w ciągu 9 lat. Oznacza to, iż noc nie tylko znika, ale robi to w sposób poszarpany, pełen lokalnych skoków, cofnięć i zwrotów.

To właśnie dlatego sam wynik netto 16 proc. nie opowiada całej historii. Badanie pokazuje, iż rozjaśnianie odpowiadało za wzrost radiancji równy 34 proc. poziomu bazowego z 2014 r., a ściemnianie odjęło z tego 18 proc. Nocna mapa świata jednocześnie jaśnieje i ciemnieje, a wynik jest tylko sumą dużo bardziej nerwowych procesów.

Skąd w ogóle wiadomo to z taką dokładnością?

Klucz tkwi tak naprawdę w samej metodzie. Wcześniejsze globalne analizy nocnych świateł zwykle opierały się na kompozytach rocznych albo miesięcznych, które świetnie nadają się do pokazywania długiego trendu, ale słabo łapią krótkie załamania, lokalne kryzysy albo szybkie zmiany polityki oświetleniowej. Tym razem badacze wykorzystali jednak dzienne dane NASA Black Marble i przeanalizowali 1,16 mln obrazów obejmujących 15,16 mln km kw. analizowanego obszaru, czyli około 10 proc. lądów Ziemi.

Taka rozdzielczość czasowa pozwala odróżnić np. stopniowe rozświetlanie nowej zabudowy od nagłego zaniku światła po konflikcie, awarii sieci albo klęsce żywiołowej. Sam zespół podkreśla, iż wcześniejsze uśrednianie danych maskowało współwystępowanie rozjaśniania i ściemniania. Teraz widać, iż nocny obraz planety jest czymś w rodzaju społecznego elektrokardiogramu, bo pokazuje rozwój, kryzysy, politykę i energetyczne napięcia niemal w czasie rzeczywistym.

Najmocniej świecą regiony, które dopiero wchodzą do energetycznej sieci świata

Najbardziej spektakularne rozjaśnianie zaszło w gospodarkach wschodzących, zwłaszcza w Afryce Subsaharyjskiej i Azji Południowo-Wschodniej. To nie jest wyłącznie kwestia samego rozrostu wielkich miast. Autorzy wskazują przede wszystkim na urbanizację, rozwój infrastruktury i elektryfikację obszarów wiejskich. Można więc powiedzieć o głębokiej zmianie, w której całe regiony przechodzą od niemal całkowitej ciemności do włączenia w globalną sieć energetyczną.

Coraz jaśniejsza noc nie zawsze oznacza coś złego. Dla części świata to także znak dostępu do energii, usług i podstawowej infrastruktury. Problem polega na tym, iż ten sam proces ma swoje skutki uboczne: zwiększa zanieczyszczenie światłem, rozlewa miejski blask na kolejne obszary i zmienia nocne środowisko szybciej, niż wiele ekosystemów potrafi się do tego dostosować.

Europa robi coś odwrotnego. I w danych widać to bardzo wyraźnie

Najciekawszym kontrapunktem dla globalnego rozjaśniania jest Europa. Według badania nocna radiancja na kontynencie spadła netto o 4 proc. względem poziomu z 2014 r. Sama część odpowiadająca za ściemnianie daje tu redukcję rzędu 18 proc., a wzory zmian układają się zaskakująco wyraźnie wzdłuż granic państw. To mocna wskazówka, iż nie chodzi o naturalny przypadek, tylko o efekt polityki, regulacji i modernizacji oświetlenia.

Badanie wskazuje, iż za tym trendem stoją m.in. wymiana starszego oświetlenia na LED, działania na rzecz ochrony ciemnego nieba i oszczędności energii, a w 2022 r. także europejski kryzys energetyczny po rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Szczególnie mocno wyróżnia się Francja, gdzie w badaniu odnotowano 33-proc. spadek netto, a także Wielka Brytania i Holandia. Europa jest więc dziś wręcz ciekawym przypadkiem uporządkowanego przygasania, w którym technologia i polityka publiczna naprawdę zostawiają ślad widoczny z orbity.

Tam, gdzie gaśnie światło, nie zawsze chodzi o ekologię

Samo badanie pokazuje też ciemniejszą stronę tej historii. Gwałtowne spadki nocnej jasności najczęściej nie oznaczają udanej polityki antysmogowej czy ochrony ciemnego nieba, tylko katastrofy, awarie i wojny. Można tu wymienić m.in. Ukrainę, Liban, Jemen, Afganistan, Haiti i Wenezuelę. Na Ukrainie wyraźne ściemnianie dobrze pokrywa się z przebiegiem rosyjskiej inwazji i jej skutkami dla infrastruktury.

To wszystko bardzo mocno zmienia sposób czytania nocnych map satelitarnych. Ciemność nie jest już tylko brakiem rozwoju. Czasem jest śladem wojny, kryzysu gospodarczego albo rozpadu sieci energetycznej. Autorzy badania piszą wręcz, iż obszary o dużej zmienności światła często sygnalizują niestabilność, energetyczną niepewność i społeczne napięcie, choćby jeżeli prosty wynik roczny nie wygląda jeszcze dramatycznie.

Najbardziej niepokojące jest to, co to robi z nocą jako środowiskiem

W tej historii łatwo zatrzymać się tylko na mapach i liczbach, ale problem jest bardziej fizyczny. Sztuczne światło w nocy uderza w ekosystemy nocne, zaburza migracje zwierząt, zmienia zachowanie owadów, ptaków i innych organizmów oraz wpływa na ludzki rytm dobowy. Dla wielu gatunków noc to nie estetyczny brak lamp ulicznych, ale konkretny warunek życia. Im więcej światła rozlewają miasta, drogi i strefy przemysłowe, tym bardziej noc przestaje być rzeczywistym okresem ciemności, a staje się po prostu słabiej oświetlonym przedłużeniem dnia.

Dane nie pokazują jednego wielkiego wybuchu światła, tylko nieustanny, złożony ruch. Nocny ślad człowieka rozszerza się, kurczy i przesuwa. Raz napędzają go rozwój i elektryfikacja, innym razem oszczędności, wymiana lamp, wojna albo kryzys. Autorzy badania podsumowują to brutalnie: ludzki ślad świetlny nie jest jednolicie rosnącą plamą, ale dynamicznym systemem, w którym rozjaśnianie i przygasanie współistnieją niemal wszędzie.

Noc na Ziemi nie znika jedynie przy okazji rozwoju. Ona staje się polem walki między wzrostem, energetyką, technologią, polityką i ochroną środowiska. A z orbity widać to dziś wyraźniej niż kiedykolwiek wcześniej.

BuyboxFast
Idź do oryginalnego materiału