Prezes NVIDII zdementował plotki o tym, jakoby Stany Zjednoczone zamierzały zmusić Tajwańczyków do przeniesienia 40% produkcji półprzewodników do Ameryki.
TSMC jest kluczową firmą dla Tajwanu. Chodzi nie tylko o miliardowe zyski i wyraźny wpływ na PKB kraju, ale również gwarancję bezpieczeństwa. Kontrolują oni ponad 70% rynku produkcji układów scalonych, a głównym klientem są USA. Krzemowe wafle z Formozy są niezbędne do utrzymania przy życiu amerykańskich firm, a tym samym w razie konfliktu z Chinami, Amerykanie muszą bronić Tajwanu. I chociaż administracja Donalda Trumpa jest nieprzewidywalna, to wygląda na to, iż Tajwańczycy nie mają powodów do obaw.
Intel i Samsung przez cały czas nie są w stanie zastąpić TSMC

Oczywiście Tajwańczycy chętnie skorzystali z oferowanych przez USA subsydiów i zbudowali zakłady na amerykańskiej ziemi, jednak najbardziej zaawansowane litografie pozostają na wyspie. W interesie USA jest więc zapewnić jej bezpieczeństwo. Jensen Huang, prezes NVIDII, stwierdził, iż chociaż TSMC musi budować fabryki poza Tajwanem w celu zwiększania mocy produkcyjnych, to jednak w pełni rozumie powyższe działania i to z czego wynikają.
Jednocześnie był w swoim słowach dość powściągliwy, prawdopodobnie z powodu faktu ponownego zezwolenia na eksport układów H200 do Chin. Balansowanie na cienkiej granicy między TSMC, które jest największym dostawcą chipów dla Zielonych oraz Chinami, czyli największym rynkiem zbytu, jest niezwykle trudne ze względu na chłodne stosunki między Azjatami. Jasne opowiedzenie się po którejś ze stron mogłoby mieć opłakane skutki.
Oczywiście TSMC to nie jedyny gracz na rynku. Technologiczni giganci coraz przychylniej zerkają na Intela i litografie 18A oraz 14A. Zarówno NVIDIA, jak i Apple wyraziły nimi zainteresowanie. Nie chcą one jednak rezygnować z oferty Tajwańczyków, a tylko ją uzupełnić. Jasno świadczy to o tym, iż USA na tę chwilę nie są w stanie samodzielnie zaspokoić swoich potrzeb i muszą dbać o dobre stosunki z Formozą.

3 godzin temu















