Tegoroczne flagowce od Samsunga niestety nie są rewolucją i nie trzeba żadnych testów, żeby to wiedzieć. Zmian w stosunku do poprzedników pojawiło się jak na lekarstwo, zwłaszcza w dwóch tańszych modelach. Ten najdroższy, Samsung Galaxy S26 Ultra, przynosi trochę więcej nowości, na czele z nowym ekranem prywatności, ale czy to oznacza, iż warto go kupić?
Miałam okazję przez dłuższy czas użytkować ten model i muszę przyznać, iż można go polubić. Zwłaszcza osoby, które potrzebują porządnego telefonu do nagrywania wideo, na pewno docenią jego możliwości. A co z innymi? Zapraszam do lektury mojej recenzji.
Samsung Galaxy S26 Ultra – specyfikacja i cena
Na wstępie poruszę to co najważniejsze. Ceny Samsunga Galaxy S26 Ultra zaczynają się w Polsce od 6499 złotych w przypadku wersji 12/512 GB. Za wariant 12/512 GB trzeba zapłacić 6949 złotych, a za wariant 16/512 GB aż 8049 złotych, oczywiście nie uwzględniając wszelakich promocji. Jest zatem drożej niż w zeszłym roku.
Specyfikacja tego modelu w niewielkim stopniu różni się od modelu zeszłorocznego. Ekran otrzymał funkcję „Privacy Display”, konstrukcja jest nieco lżejsza i pozbawiona tytanu, Android 15 z One UI 8 został zastąpiony przez Androida 16 z One UI 8.5, procesor to teraz Snapdragon 8 Elite Gen 5, a obiektywy części aparatów są jaśniejsze. Telefon obsługuje też nieco szybsze ładowanie. Wszystkie szczegóły techniczne znajdziecie poniżej.
Samsung Galaxy S26 Ultra – specyfikacja techniczna:
Budowa i jakość wykonania
Samsung Galaxy S26 to podobnie jak poprzednik charaktrystyczny, biznesnowy klocek, ale diabeł tkwi w szczegółach, bo w tym modelu wprowadzono pewne drobne zmiany, za pomocą którego na co dzień użytkuje się go wygodniej. Po pierwsze, rogi są bardziej zaokrąglone. Cały telefon waży zaś nieco mniej i jest cieńszy.
Wykończenie plecków jest satynowe, przez co zbiera dobrze widoczne odciski palców i jest śliskie, a przynajmniej w niskiej temperaturze otoczenia. To oczywiście Gorilla Glass Victus 2 jak w poprzedniku. Oczka aparatów są teraz bardziej wyraziste, a część z nich połączono podłużną wyspą, ale design jest w dużej mierze spójny z tym, co Samsung serwuje od lat.
Największe zaskoczenie? To, iż Samsung zrezygnował z tytanu, bo ramki są tu aluminiowe. Dlaczego? Prawdopodobnie dlatego, iż to drogi materiał, który na dodatek gorzej rozprasza ciepło. Z przodu przez cały czas mamy natomiast szkło Gorilla Armor 2, a cała konstrukcja przez cały czas spełnia normę IP68.
Jeśli chodzi o zawartość ramek, to tu rewolucji brak. Mamy do czynienia ze znajomym zestawem portów, przycisków i maskownic. Oczywiście nie zabrakło też miejsca na rysik S-Pen, który oczywiście nie odzyskał funkcji odebranych mu rok temu.
Wyświetlacz
Zeszłoroczny Galaxy S25 Ultra oferował matrycę o przekątnej 6,8 cala i nie inaczej jest tym razem. Ponadto znowu mamy panel LTPO AMOLED o rozdzielczości QHD+ (1440 x 3120 pikseli) i adaptacyjnym odświeżaniu do 120 Hz. Jasność szczytowa zatrzymała się na poziomie 2600 nitów – i tutaj mały zgrzyt, bo to wartość, która na papierze nie robi już takiego wrażenia w starciu z chińską konkurencją, a i względem poprzednika nie widać tu skoku. W praktyce jednak, choćby w pełnym słońcu, ekran pozostaje idealnie czytelny.
Samsung niestety przez cały czas nie sięgnął po panel 10-bitowy. Zamiast tego mamy 8 bitów symulujące 10 bitów z użyciem technologii FRC (co ważne, w Polsce w tym temacie Samsung nigdy nie komunikował mediom, by był to panel 10-bitowy). Czy m to jednak większe znaczenie? Moim zdaniem nie. W praktyce przejścia między gradientami kolorów są na tym ekranie bardzo płynne – moim zdaniem tak samo płynne jak na wyświetlaczach 10-bitowych. Dodam, iż iPhone 17 Pro Max też używa 8-bitowego ekranu z FRC.
W tym roku nowością jest tak zwany Privacy Display. Po włączeniu go kąty widzenia drastycznie spadają, zwłaszcza w trybie maksymalnej prywatności. Zatem osoby postronne – na przykład współpasażer w pociągu czy osoba stojąca za nami w kolejce do kasy – nie są w stanie zobaczyć wpisywanego przez nas pinu czy hasła. Działa to zaskakująco dobrze. Można choćby sprawić, by Privacy Display działał tylko po włączeniu wybranych aplikacji, albo wyłącznie dla powiadomień czy przy wpisywaniu kodów pin i haseł.
Ale jak to działa? Ekran wykorzystuje bowiem dwa rodzaje pikseli – szerokie piksele i wąskie piksele. Te wąskie emitują światło tylko bezpośrednio przed siebie a szerokie… znacznie szerzej. Po włączeniu trybu prywatności, szerokie piksele są dezaktywowane. Czy wpływa to na jakość obrazu? Tak, bo zagęszczenie pikseli spada, podobnie jak maksymalna jasność ekranu – ale oczywiście dopiero po włączeniu trybu prywatności. Dlatego dobrze, iż możemy zdecydować, gdzie i kiedy Privacy Display ma działać. Natomiast po włączeniu go ekran jest wystarczająco jasny także w mocno oświetlonym otoczeniu.
Aha, wspomnę jeszcze, iż pod ekranem znajduje się oczywiście ultradźwiękowy czytnik linii papilarnych. Ten działa świetnie, bez zarzutu.
Audio
Galaxy S26 Ultra to kolejny telefon wykorzystujący hybrydowy zestaw stereo, w którym górny głośnik pełni podwójną rolę – bo służy i do rozmów, i do odtwarzania multimediów. Mimo to gra on jednak naprawdę donośnie i dużo lepiej od większości rywali pod względem czystości dźwięku, racząc nas całkiem solidnym basem. Mam choćby wrażenie, iż głośniki są tu nieco lepsze niż rok temu.
Oprogramowanie i łączność
Wyjęty prosto z pudełka Samsung Galaxy S26 Ultra wita nas najnowszym Androidem 16, przykrytym autorską nakładką One UI w wersji 8.5. To nakładka, która działa bez zająknięcia, jest przejrzysta i oferuje gigantyczne możliwości personalizacji. Mogę wręcz śmiało powiedzieć, iż to jedna z najlepszych nakładek na Androida, bo jest dopracowana pod każdym względem.
Oczywiście producent przez cały czas mocno stawia na funkcje Galaxy AI, które pomagają w edycji zdjęć, tłumaczeniach na żywo czy formatowaniu notatek. Jak duża część z nich jest faktycznie użyteczna? To już zależy od Waszego stylu życia. Nowości w tym roku to między innymi funkcja Now nudge – czyli taki asystent, który podpowiada, jak odpisać na wiadomości i przypomina o powiązanych z tymi wiadomościami informacjach, na przykład z kalendarza. Cóż, może przyspieszyć komunikację.
Z kolei asystent połączeń otrzymał swoistą… pocztę głosową. Po włączeniu funkcji przeglądanie połączeń asystent może odebrać połączenie pochodzące od nieznanego numeru lub takiego podejrzewanego o spam za nas, by wypytać rozmówcę kim jest i w jakim celu dzwoni – a potem nam w uproszczeniu te informacje przekazać. Pytanie jednak brzmi, czy taki rozmówca będzie skłonny rozmawiać ze sztuczną inteligencją. Poza tym jeżeli ktoś zadzwoni zza granicy, rozmowa przeprowadzona za nas może nasz trochę kosztować.
Warto też pamiętać, iż kupując tego flagowca, możemy liczyć na wieloletnie wsparcie aktualizacjami (7 + 7 lat), co powoli staje się rynkowym standardem w tej półce cenowej.
W kwestii zaplecza komunikacyjnego mamy tu pełen pakiet – Wi-Fi 7, 5G, Bluetooth 6.0 i NFC. Możemy też korzystać albo z dwóch fizycznych kart SIM albo z dwóch kart eSIM.
Wydajność
Sercem tegorocznego modelu jest najnowszy układ Qualcomm Snapdragon 8 Elite Gen 5 w wydaniu „for Galaxy”. Wersja, którą otrzymałam do testów, to wariant wyposażony w 12 GB pamięci RAM LPDDR5X oraz 256 GB szybkiej pamięci wewnętrznej w standardzie UFS 4.X (najprawdopodobniej jest to UFS 4.0).
Zacznijmy od tego, co najważniejsze na co dzień: ten telefon to absolutny demon szybkości. Niezależnie od tego, czy mówimy o przełączaniu się między kilkunastoma otwartymi w tle aplikacjami, edycji ciężkich plików wideo bezpośrednio na telefonie, czy o najnowszych, bardzo wymagających grach mobilnych – Galaxy S26 Ultra radzi sobie świetnie. w tej chwili wręcz trudno wykorzystać pełnię jego możliwości.
Benchmarki wskazują na to, iż jest on jeszcze wydajniejszy niż poprzednik. Wypadł on też lepiej w stress teście, chociaż zachowanie 54% wyjściowej mocy obliczeniowej po pracy pod obciążeniem to wciąć kiepski wynik na tle wielu urządzeń od konkurencji.
Bateria
W kwestii pojemności samego ogniwa Samsung nie zdecydował się na żadne eksperymenty. Pod maską Galaxy S26 Ultra ponownie znajdziemy akumulator o pojemności 5000 mAh. Choć na papierze nie widać tu zmiany, to w połączeniu z nowym, bardziej energooszczędnym układem Snapdragon 8 Elite Gen 5, czas pracy na jednym ładowaniu jest nieco dłuższy. W moim teście odtwarzania wideo telefon wytrwał 22 godziny i 58 minut.
Ładowanie na papierze powinno być szybsze, bo przewodowo odbywa się z mocą 60 W, a bezprzewodowo z mocą 25 W. W praktyce różnica jest – sami oceńcie, czy duża, czy też nie. Trzeba około 45 minut, żeby przewodowo naładować ten telefon do 100%, czyli o około 15 minut mniej niż w przypadku Galaxy S25 Ultra.
Możliwości aparatów
Jeśli spojrzycie na suchą specyfikację, układ matryc może wydawać się na pierwszy rzut oka łudząco podobny do zeszłorocznego. Diabeł jednak – jak to zwykle u Samsunga – tkwi w szczegółach. Producent w modelu Galaxy S26 Ultra postawił na jedną, ale za to potężną zmianę: znacznie jaśniejsze obiektywy. Pojawił się jednak mały downgrade – 10-megapiskelowa matryca z teleobiektywem jest teraz mniejsza. Poza tym teleobiektyw peryskopowy został wymieniony na teleobiektyw wykorzystujący technologię ALoP (w którym soczewki umieszczone są nad pryzmatem, a nie między nim a sensorem obrazu) – bo zajmuje mniej miejsca w cieńszej konstrukcji telefonu. Ten oferuje ładniejszy efekt rozmycia, ale za to wiąże się ze zwiększeniem dystansu ostrzenia.
Za dnia główna jednostka rejestruje zdjęcia o perfekcyjnej szczegółowości, z doskonałą rozpiętością tonalną i charakterystycznymi dla Samsunga, choć w tej chwili nieco bardziej naturalnymi, żywymi kolorami. Prawdziwa magia dzieje się jednak po zmroku. Dzięki nowej, ultraszerokiej przysłonie f/1.4 aparat wpuszcza więcej światła, ale zdjęcia nocne wzbudzają we mnie niedosyt.
Moduł ultraszerokokątny o rozdzielczości 50 MP również radzi sobie dobrze, zwłaszcza w świetle słonecznym. Za dnia oferuje szerokie kadry z imponującą ostrością niemal od brzegu do brzegu, bez zauważalnych zniekształceń geometrycznych, a jego kolorystyka jest perfekcyjnie zgrana z głównym obiektywem. W nocy, choć fizycznie mniejsza matryca i ciemniejsza optyka zbierają mniej światła, aparat wciąż spisuje się bardzo solidnie.
Teleobiektyw z trzykrotnym przybliżeniem optycznym (10 MP) to sprawdzony koń roboczy do portretów i fotografowania na średnim dystansie. Przy dobrym, dziennym oświetleniu generuje ostre, kontrastowe obrazy z naturalnie odwzorowanymi odcieniami skóry i świetną plastyką. Nocą jest to jednak najbardziej podatny na słabości element całego zestawu. Ze względu na niewielki rozmiar sensora, aparat ten po zmroku potrzebuje zauważalnie dłuższego czasu naświetlania. Teleobiektyw z 5-krotnym zoomem optycznym w słońcu dostarcza rewelacyjnie ostre kadry o wysokiej rozdzielczości. Nocą również radzi sobie bardzo dobrze.




Selfie są świetnej jakości i w zupełności wystarczą do mediów społecznościowych. Przednia matryca wyraźnie ustępuje jednak konkurencji.
Czy Galaxy S26 Ultra robi lepsze zdjęcia niż S25 Ultra? Tak, choć różnica nie jest wielka. Czy Samsung mógł zastosować tu jeszcze potężniejszy zestaw aparatów? Tak, jak najbardziej. Konkurencja śmiało wykorzystuje większe sensory, więc i Samsung powinien.
Nagrywanie wideo
Już we wstępie wspomniałam, iż jeżeli szukacie telefonu głównie do filmowania, ten model Was nie zawiedzie. Można nim nagrywać świetnie stabilizowane wideo, o bardzo wysokiej jakości, choćby w 8K przy 30 klatkach lub 4K przy 60 klatkach. Jest też tryb do nagrowania slow motion w 4K przy 120 FPS. Z kolei tryb Pro Video pozwala mocno dostosować parametry filmowania do własnych preferencji, a choćby włączyć zebrę i nagrywać w Logu. Świetną nowością jest tak zwana blokada pozioma, która znacznie ułatwia nagrywanie stabilnych materiałów w ekstremalnych warunkach.
Podsumowanie: Czy warto kupić Samsunga Galaxy S26 Ultra?
Samsung Galaxy S26 Ultra to sprzęt pełen sprzeczności. Z jednej strony mamy do czynienia z piekielnie wydajnym, doskonale wykonanym i wysoce funkcjonalnym urządzeniem, które w wielu aspektach (takich jak nagrywanie wideo czy rozbudowane opcje Galaxy AI) po prostu wypada świetnie. Cieszą też praktyczne nowości, takie jak innowacyjny tryb Privacy Display, wyczekiwane przyspieszenie ładowania przewodowego do 60 W oraz jaśniejsze obiektywy aparatów. Z drugiej strony trudno nie odnieść wrażenia, iż producent osiadł na laurach.
Po tym urządzeniu po prostu oczekiwałam znacznie więcej zmian, zwłaszcza iż w ostatnich latach w kwestii wprowadzania innowacji Samsung był po prostu leniwy. Trudno też nie dostrzec pewnych downgrade’ów, które bolą w kontekście wzrostu ceny.
Galaxy S26 Ultra to wciąż jeden z najlepszych telefonów na rynku i fantastyczne narzędzie pracy dla twórców wideo. Sama mogłabym go posiadać i podejrzewam, iż sięgnie po niego szerokie grono odbiorców, zwłaszcza ze względu na długie wsparcie i idealnie dopracowany system. Nie można go jednak nazwać przełomowym i właśnie dlatego na myśl o nim czuję ogromny wewnętrzny konflikt.
Mocne strony:
- Bezkompromisowa wydajność
- Znakomite możliwości wideo
- Innowacyjny Privacy Display
- Szybsze ładowanie
- Wysokie możliwości fotograficzne
- Bardzo długie wsparcie
- Świetnie dopracowane One UI
- Bardzo dobre głośniki
- Świetny ekran
- Wydłużony czas pracy
- Spełnia normę IP68
- Cieńsza i lżejsza konstrukcja
Słabe strony:
- Wyższa cena
- Pojawiło się kilka downgrade’ów
- Mało rewolucji

4 godzin temu






