Intel poinformował, iż spółka otrzymała od rządu USA 5,7 mld USD w ramach umowy ogłoszonej przez administrację Donalda Trumpa.
To element decyzji Białego Domu o przejęciu 10% udziałów w Intelu, który od miesięcy walczy z problemami swojej działalności foundry – produkcji chipów dla zewnętrznych klientów. O szczegółach mówił dyrektor finansowy firmy, David Zinser, podczas czwartkowej konferencji dla inwestorów. Zaznaczył, iż Intel może otworzyć się na dodatkowe źródła kapitału, zwłaszcza dla działu foundry:
– „Najprawdopodobniej pojawi się możliwość pozyskania inwestorów zewnętrznych dla biznesu foundry. To będzie prawdopodobnie nasza druga okazja, aby zebrać środki na dalszy rozwój tej części działalności” – powiedział Zinser.
Rynek foundry, na którym dominują dziś TSMC i Samsung, jest najważniejszy dla przyszłości Intela, ale też najbardziej obciążony ryzykiem. Po publikacji wyników kwartalnych 25 lipca – które okazały się lepsze od prognoz – akcje spółki spadły jednak o 8%, właśnie z powodu obaw o kondycję tej części biznesu.
Intel w poniedziałkowym raporcie giełdowym ostrzegł, iż udział rządu w akcjonariacie może budzić mieszane reakcje. Spółka napisała wprost, iż umowa może wywołać „negatywne reakcje, natychmiastowe lub odłożone w czasie, ze strony inwestorów, pracowników, klientów, dostawców, partnerów biznesowych, zagranicznych rządów czy konkurentów”. Firma nie wyklucza także otrzymania pozwów sądowych związanych z transakcją, a także większej presji ze strony opinii publicznej i politycznej.
Decyzja Białego Domu o wejściu kapitałowym w Intela to krok zzw historii amerykańskiego rynku półprzewodników. Z jednej strony daje spółce dostęp do znacznych środków na rozwój technologii i rywalizację z azjatycką konkurencją, z drugiej – rodzi pytania o przyszłą niezależność firmy i polityczne konsekwencje takiego układu.