
Rząd przedstawia projekt nazywany Lex Doda, który ma dostosować polskie prawo do europejskich standardów i jednocześnie nie zamykać ust tym, którzy krytycznie mówią o religii, także z perspektywy nauki i sztuki.
Ministerstwo Sprawiedliwości przekazało do uzgodnień międzyresortowych i konsultacji publicznych projekt nowelizacji Kodeksu karnego, który zmienia kontrowersyjny przepis o obrazie uczuć religijnych. Dziś za publiczne znieważenie przedmiotu czci religijnej lub miejsca kultu grozi grzywna, ograniczenie wolności albo kara więzienia do 2 lat.
O co tak adekwatnie chodzi?
Resort proponuje jednoznaczne odchudzenie katalogu sankcji. Ma zniknąć kara więzienia, co praktyce oznacza, iż za obrazę uczuć religijnych przez cały czas będzie można stanąć przed sądem, ale sędzia będzie mógł sięgnąć wyłącznie po grzywnę lub ograniczenie wolności, nie zaś po wyrok bezwzględnego pozbawienia wolności.
Ministerstwo podkreśla, iż nie jest to likwidacja przepisu. Państwo wciąż ma chronić wolność sumienia i wyznania, ale w sposób bardziej proporcjonalny – tak, by ochrona uczuć religijnych nie stawała się instrumentem do tłumienia ostrzejszej krytyki czy satyry, także tej zakorzenionej w naukowym oglądzie świata.
Sprawa Rabczewskiej. Kiedy popkultura zderza się z wiarą
Nowelizacja to bezpośrednia konsekwencja głośnej sprawy Doroty Rabczewskiej. W 2012 r. piosenkarka została prawomocnie skazana na 5 tys. zł grzywny za wypowiedź, w której sugerowała, iż autorzy Biblii mogli być w stanie odurzenia. Dla jednych był to po prostu prowokacyjny komentarz celebrytki, a dla innych jawna zniewaga tego, co uznają za święte.
Spór gwałtownie wyszedł poza tabloidy. Rabczewska poskarżyła się zarówno do Trybunału Konstytucyjnego, jak i do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. TK uznał co prawda, iż samo karanie grzywną za obrazę uczuć religijnych mieści się w ramach konstytucji, ale już groźba do 2 lat więzienia została oceniona jako sankcja wyjątkowo dolegliwa.
W 2022 r. ETPC poszedł o krok dalej. Trybunał w Strasburgu stwierdził, iż w sprawie Rabczewskiej Polska naruszyła prawo do swobody wyrażania opinii. Innymi słowy – kara za ostre, choćby szokujące słowa o religii okazała się nieproporcjonalna względem prawa jednostki do wypowiedzi, choćby takiej, która oburza część społeczeństwa. To właśnie ten wyrok stał się jednym z głównych impulsów do przygotowania obecnego projektu.
Między wolnością badań a ochroną uczuć religijnych
Ministerstwo Sprawiedliwości w swoim komunikacie podkreśla, iż Polska nie wycofuje się z ochrony uczuć religijnych. Szef resortu zaznacza, iż obrażanie wiary przez cały czas będzie pozostawać czynem zabronionym, a celem zmian jest jedynie dostosowanie surowości kar do standardów europejskich i zasad wolności słowa.
W tle toczy się jednak szersza dyskusja: gdzie przebiega granica między prawem do krytyki religii, także w ostrym, ironiczno-artystycznym wydaniu, a realnym podżeganiem do nienawiści? I jak chronić prawo naukowców, popularyzatorów nauki czy artystów do formułowania poglądów sprzecznych z religijną ortodoksją, nie naruszając jednocześnie bezpieczeństwa mniejszości religijnych?
Pamiętajmy, iż Lex Doda nie usuwa całego przepisu, ale radykalnie zmienia jego ciężar gatunkowy. Z narzędzia, którym można było teoretycznie skazywać na więzienie, robi środek bardziej zbliżony do typowych sporów o zniesławienie – z naciskiem na sankcje finansowe, a nie izolacyjne.
Artyści i naukowcy będą mogli odetchnąć z ulgą. Przynajmniej w pewnym stopniu
Przepis o obrazie uczuć religijnych od lat budzi wątpliwości również w środowiskach akademickich. Część uczonych i organizacji broniących praw człowieka wskazywała, iż sama groźba kary więzienia może działać jak efekt mrożący: skłaniać do autocenzury osoby, które chciałyby badać religię z perspektywy historii, socjologii czy biologii, albo po prostu mówić o niej w kontekście naukowego obrazu świata.
Zniknięcie kary więzienia nie sprawi, iż spór nauka kontra religia zniknie z przestrzeni publicznej. Wręcz przeciwnie, może go wyostrzyć. Uczelnie, instytucje naukowe czy popularyzatorzy wiedzy przez cały czas będą musieli liczyć się z tym, iż za skrajnie prowokacyjne wypowiedzi może grozić odpowiedzialność karna, ale stawka nie będzie już obejmowała realnej perspektywy trafienia za kratki.
Z kolei dla artystów, pisarzy, stand-uperów czy twórców internetowych to sygnał, iż ostre komentarze o religii, dogmatach czy tekstach świętych pozostają w sferze ryzyka, ale państwo rezygnuje z najsurowszego instrumentu. Debata o ewolucji, etyce reprodukcji, bioetyce, miejscu Kościoła w państwie czy wpływie religii na decyzje polityczne powinna dzięki temu nieco bardziej przypominać spór argumentów, a nie pojedynek na paragrafy.
Utrzymanie grzywien i kar ograniczenia wolności pokazuje, iż państwo wciąż traktuje znieważanie miejsc kultu czy przedmiotów czci jako problem poważniejszy niż zwykłą internetową pyskówkę. Projekt ma w założeniu autorów jednocześnie chronić prawo do ostrych sądów o religii i prawo wierzących do tego, by ich symbole nie były bezkarnie niszczone czy profanowane.
*Źródło zdjęcia wprowadzającego: PawelKacperek / Shutterstock
Jest tego więcej
Ustaw Spider’s Web jako preferowane medium w Google















