CNET ogłosił iPhone’a królem ładowania. Ten ranking śmierdzi manipulacją

3 godzin temu

CNET przetestował 33 telefony i ogłosił, iż iPhone 17 Pro jest najszybciej ładującym się telefonem w zestawieniu. Brzmi efektownie, ale wystarczy wczytać się w szczegóły, żeby zobaczyć, iż dopuszczono się manipulacji.

iPhone królem ładowania? Tylko w bardzo wygodnym rankingu

CNET wziął na warsztat 33 telefony od Apple, Samsunga, Google’a, Motoroli, OnePlusa i kilku innych marek. Sam pomysł był świetny, bo szybkość ładowania to jedna z tych rzeczy, które użytkownicy naprawdę odczuwają na co dzień. Sama moc wyrażona w watach często nie mówi natomiast wszystkiego. Zasadniczy problem w tym wypadku tkwi jednak w absurdalnej metodologii i równie dziwacznych wnioskach.

Według CNET najszybciej ładującym się telefonem ogólnie został iPhone 17 Pro. Każdy mający choćby minimalne pojęcie o telefonach uniósł teraz ze zdumieniem brwi – i nic dziwnego. Apple towarzyszyła też wyjątkowo interesująca narracja o serii iPhone 17 jako tej, która oferuje najbardziej „spójne” szybkie ładowanie. Rzut oka na wyniki ładowania przewodowego zdradza jednak, iż obiektywnie najlepszy wynik uzyskał Samsung Galaxy S26 Ultra. Po 30 minutach telefon Samsunga doładował się o 76 procent, a iPhone 17 Pro o 74 procent. Redaktor odpowiedzialny za ranking stanął jednak na głowie, aby przyznać zwycięstwo urządzeniu Apple.

CNET postanowił uśrednić wynik ładowania przewodowego i bezprzewodowego. W takim scenariuszu iPhone 17 Pro faktycznie wypada dobrze, bo obsługuje ładowanie przewodowe 40 W i bezprzewodowe Qi2.2/MagSafe do 25 W. Do tego ma mniejszą baterię niż wielu konkurentów, w związku z tym przy choćby niższym tempie ładowania szybciej odzyskuje „procenty”.

Absurd tkwi właśnie w procentach, choć to wcale nie koniec

Największy grzech tego zestawienia nie polega na tym, iż liczby są fałszywe. Chodzi o to, iż wybrano taki sposób opowiadania o liczbach, który pozwala zbudować wygodną historię. CNET sprawdzał bowiem, o ile procent wzrośnie poziom naładowania telefonów po 30 minutach. Na papierze brzmi to sensownie, bo każdy użytkownik rozumie to, czym jest procent baterii. Tyle iż procenty nie pokazują wszystkiego. iPhone 17 Pro w testowanym wariancie (wyłącznie eSIM) miał akumulator 4252 mAh, a Galaxy S26 Ultra 5000 mAh. To oznacza, iż 74 procent w iPhonie i 76 procent w Samsungu nie oznaczają tej samej ilości energii.

Oni to naprawdę napisali. | Grafika: mat. własny – zrzut ekranu z CNET

Można to porównać do tankowania. o ile do małego baku auta miejskiego wlejesz 30 litrów paliwa, wskaźnik pokaże jego niemal całkowite zapełnienie. W dużym SUV-ie z silnikiem te same 30 litrów zrobi mniejsze wrażenie. Czy to znaczy, iż pierwsze auto tankuje się szybciej? Nie. To znaczy, iż ma mniejszy bak.

No i gdzie reszta rynku? 40 W to dziś żaden wyczyn

Chyba jeszcze bardziej kuriozalne w tej historii jest to, iż CNET próbuje ubrać iPhone’a w koronę króla ładowania w czasach, gdy świat Androida dosłownie miażdży w tej kwestii Apple. No, może poza firmą Samsung, która w dalszym ciągu w swoich flagowcach oferuje moc ładowania rodem sprzed kilku lat. Prawdziwie nowoczesne telefony oferują dziś moc ładowania rzędu 66, 90, 100, 120 W, a nierzadko dokładają do tego bardzo szybkie ładowanie bezprzewodowe.

Xiaomi 17 obsługuje ładowanie przewodowe 100 W oraz bezprzewodowe 50 W. realme GT 8 Pro ma baterię 7000 mAh, ładowanie przewodowe 120 W i bezprzewodowe 50 W. HONOR Magic8 Pro według oficjalnej specyfikacji obsługuje 100 W przewodowo i 80 W bezprzewodowo. RedMagic 11S Pro Plus idzie jeszcze ostrzej, bo ma baterię 7500 mAh, ładowanie 120 W po kablu i 80 W bezprzewodowo.

I teraz zestawmy to z iPhone’em 17 Pro, który wspiera ładowanie przewodowe 40 W oraz bezprzewodowe Qi2.2/MagSafe 25 W. No ludzie. Z perspektywy całego rynku wnioski z przeprowadzonego pseudopojedynku brzmią irracjionalnie. W świecie iPhone’ów nowy iPhone 17 Pro zaliczył ot niewielki progres względem poprzedniej generacji – nic więcej.

Huawei Mate X7 wspiera szybkie ładowanie bezprzewodowe z mocą 50 W. | Zdjęcie: Instalki.pl

Oczywiście, jak wspomniałem na samym wstępie: sama liczba watów nie załatwia tematu. Ładowanie 120 W nie oznacza, iż telefon przez cały czas przyjmuje pełną moc. Liczy się pojemność baterii, temperatura, ładowarka, kabel, algorytmy ochrony ogniwa i to, jak gwałtownie producent zbija moc w końcówce ładowania. Ale właśnie między innymi dlatego ogłaszanie iPhone’a królem ładowania na podstawie procentów naładowania po 30 minutach brzmi jak oczywista manipulacja.

A skąd taka manipulacja? Apple daje kliknięcia, a metodologia przeszkadza w dobrej historii

Apple się klika. iPhone w tytule działa doskonale. „iPhone królem ładowania” brzmi lepiej niż „iPhone 17 Pro wygrał uśredniony test przewodowo-bezprzewodowy, choć Samsung był szybszy po kablu, a część telefonów z Androidem oferuje znacznie wyższą moc ładowania”. To drugie jest dokładniejsze, ale nikt przy zdrowych zmysłach nie wsadziłby tego do nagłówka.

Redaktorowi CNET życzę możliwości testowania realnie gwałtownie ładujących się telefonów. Być może pozwoli mu to otworzyć oczy. | Grafika: mat. własny – zrzut ekranu z CNET

Tytuł to jednak jeden z wielu problemów tego tekstu. Przedstawione w nim dane mogą być prawdziwe, a wniosek przez cały czas może być ustawiony pod konkretną narrację. CNET nie musiał niczego zmyślać. Wystarczyło dobrać metodologię, uśrednić dwa różne typy ładowania, oprzeć przekaz na procentach i wyeksponować zwycięzcę, który wygeneruje największe zainteresowanie. Wolałbym nie zarzucać redakcji chęci przypodobania się Apple, choć kto wie, czy tak właśnie nie było?

Czy iPhone 17 Pro ładuje się szybko? Jak na iPhone’a, tak. Czy dobrze wypadł w teście CNET z odpowiednio dobraną narracją? Tak. Czy można z tego wysnuć prostą tezę, iż jest królem ładowania całego rynku telefonów? Sami sobie odpowiedzcie.

Wielka chwila dla Polaków! Apple naprawdę uczy Siri języka polskiego

Źródło: mat. własny

Appleciekawostkismartfony
Idź do oryginalnego materiału