Chemikalia niszczą nasze kości. Pijesz i jesz to na co dzień

konto.spidersweb.pl 3 godzin temu

Wieczne chemikalia od lat budzą niepokój z powodu swojej trwałości i związku z różnymi problemami zdrowotnymi. Nowe badanie dokłada do tej listy kolejny poważny trop: dzieci narażone na część tych substancji mogą w okresie dojrzewania budować słabsze kości.

PFAS zyskały miano wiecznych chemikaliów nie bez powodu. Te substancje syntetyczne praktycznie nie rozkładają się w środowisku. Są więc dla nas szczególnie niewygodnym przeciwnikiem, bo chodzi o szeroką grupę związków używanych od dekad ze względu na odporność na tłuszcz, wodę i zabrudzenia. Ludzie stykają się z nimi głównie przez skażoną wodę i żywność, ale także przez kurz, opakowania, niektóre wyroby konsumenckie i bliskość miejsc skażenia. Problem polega na tym, iż te substancje rozkładają się bardzo wolno i część z nich może utrzymywać się w organizmie przez lata.

Dojrzewanie to z kolei najważniejszy z okresów gromadzenia masy kostnej. Tempo mineralizacji wtedy mocno rośnie, a około 40 proc. całkowitej mineralizacji kośćca przypada na 4 lata wokół szczytowego tempa tego procesu. To właśnie dlatego choćby niewielkie zaburzenia w tym okresie mogą mieć znaczenie później, kiedy ryzyko złamań i osteoporozy zaczyna rosnąć. Okazuje się, iż PFAS bardzo negatywnie wpływa na nasze dojrzewanie.

PFAS nie łamie kości, ale daje wyraźny sygnał ostrzegawczy

Autorzy pracy opublikowanej w Journal of the Endocrine Society przeanalizowali dane 218 dzieci uczestniczących w długoterminowym amerykańskim badaniu, które śledziło ich rozwój od okresu ciąży i porodu aż do wieku nastoletniego. Stężenia czterech związków PFAS – PFHxS, PFOS, PFOA i PFNA – mierzono w krwi pępowinowej przy porodzie oraz w wieku 3, 8 i 12 lat. Następnie u tych samych uczestników w wieku 12 lat oceniono gęstość mineralną kości w 6 miejscach szkieletu metodą DXA. Nie był to więc jednorazowy pomiar, tylko badanie śledzące ekspozycję na różnych etapach rozwoju.

Najbardziej konsekwentny wynik dotyczył PFOA. Wyższe stężenia tej substancji były powiązane z niższą gęstością mineralną kości w 1/3 dalszej części kości promieniowej, czyli w obrębie przedramienia. Ten związek pojawiał się przy każdym z analizowanych punktów czasowych. Dla innych PFAS obraz był bardziej złożony, bo stężenia mierzone w wieku 3 lat bywały powiązane z wyższymi wskaźnikami, ale ekspozycje z wieku 8 i 12 lat częściej wiązały się już z niższą gęstością kości. Autorzy podkreślają więc nie tylko sam wpływ chemikaliów, ale także znaczenie momentu narażenia.

Dziewczęta mogą być bardziej podatne, ale tu nauka jeszcze nie powiedziała ostatniego słowa

Badacze zauważyli, iż niekorzystne związki między PFAS a gęstością mineralną kości częściej i mocniej pojawiały się u dziewcząt. To nie musi oczywiście oznaczać prostego biologicznego prawa, ale pokazuje, iż substancje zaburzające gospodarkę hormonalną mogą działać różnie w zależności od płci, dojrzewania i przebudowy ciała w okresie nastoletnim. Sami autorzy zaznaczają jednak, iż ich próba nie była na tyle duża, by definitywnie rozstrzygnąć wszystkie różnice między chłopcami a dziewczętami.

Warto też zwrócić uwagę na jedną ostrożność interpretacyjną. To badanie pokazuje związek statystyczny, a nie twardy dowód przyczynowy. Nie można więc wprost powiedzieć, iż PFAS same w sobie na pewno niszczą kości u każdego dziecka. Można natomiast stwierdzić, iż coraz więcej danych wskazuje, iż te związki mogą działać jak toksyny wpływające na układ kostny. Autorzy stwierdzają, iż ich badanie dostarcza ważnych argumentów epidemiologicznych za traktowaniem kości jako jednego z istotnych punktów końcowych toksyczności PFAS.

To nie tylko alarm. To pętla dowodów, która coraz mocniej się zaciska

Już w 2022 r. badaczka Jessie Buckley alarmowała, iż okres dojrzewania to krytyczny moment, w którym nasze kości są wyjątkowo czułe na toksyny z otoczenia. Według niej choćby niewielkie zahamowanie wzrostu masy kostnej u nastolatków może w przyszłości stać się problemem całego społeczeństwa. Wcześniejsze analizy, m.in. z projektu Project Viva czy badań na Wyspach Owczych, również wskazywały na związek chemii PFAS ze słabszymi kośćmi u dzieci i młodych dorosłych. Nie mamy więc do czynienia z przypadkowym odkryciem, ale z coraz gęstszą siecią twardych dowodów.

Amerykańska Agencja Ochrony Środowiska (EPA) od lat bije na alarm, iż związki PFAS mogą zaburzać gospodarkę hormonalną, osłabiać odporność, a choćby sprzyjać nowotworom. W najnowszych raportach agencja wprost wymienia zmiany w strukturze kości jako jeden z najpoważniejszych powodów do niepokoju. Choć nie każda substancja z grupy PFAS działa tak samo niszczycielsko, ogólny kierunek ostrzeżeń naukowców jest spójny i bardzo wyraźny.

Gorzka prawda o naszej codzienności

Najbardziej niepokojący jest fakt, iż to zagrożenie czai się w naszym codziennym życiu. PFAS przenika do naszych organizmów wraz z wodą pitną, jedzeniem, rybami złowionymi w zanieczyszczonych rzekach, a choćby z domowym kurzem czy opakowaniami na wynos, które nie przemiękają od tłuszczu. W miejscach, gdzie doszło do skażenia wód gruntowych, to właśnie kranówka staje się głównym źródłem problemu. Problem tak naprawdę dotyczy każdego z nas.

Właśnie dlatego specjaliści tak mocno naciskają na ograniczenie kontaktu z tą chemią, szczególnie w przypadku dzieci. Nie ma tu jednej cudownej rady w stylu wyrzucenia konkretnej patelni. Rozwiązanie musi być systemowe: lepsze filtrowanie wody, wycofywanie szkodliwych substancji z produktów codziennego użytku i szybsze wykrywanie skażeń. Wszystko po to, by okres budowania naszych kości nie był obciążony zbędnym, chemicznym balastem.

BuyboxFast
Idź do oryginalnego materiału