Chcą pić wodę z klozetu. Tak wygląda prawdziwy amerykański sen

konto.spidersweb.pl 3 godzin temu

Woda, która chwilę wcześniej spłynęła w muszli klozetowej wraca do kranu jako krystalicznie czysty napój. I to w abonamencie. Amerykanie są gotowi płacić za subskrypcję wody z toalety.

Woda z muszli klozetowej jako produkt z miesięczną opłatą, w dodatku z całkiem znaczną kwotą na rachunku. Mowa o bardzo zaawansowanej technologii oczyszczania ścieków, która z punktu widzenia chemii i mikrobiologii daje wodę czystszą niż ta z wielu tradycyjnych ujęć. Najnowsze badanie amerykańskich naukowców pokazuje, iż mieszkańcy małych miejscowości byliby skłonni płacić, by pić czystą wodę.

Badanie, o którym mowa, opisano w czasopiśmie Water Resources Research. Naukowcy przyjrzeli się mieszkańcom niewielkich amerykańskich miejscowości – takich, które liczą poniżej 10 tys. osób. To właśnie tam niedobory wody są szczególnie dotkliwe, bo lokalne ujęcia wysychają, a budżety gmin mają bardzo ograniczone możliwości sięgania po alternatywne źródła. Respondentów pytano nie tylko o to, czy w ogóle zaakceptowaliby picie wody pochodzącej z recyklingu ścieków, ale też o to, ile są skłonni za taki system dopłacać miesięcznie. Średnia odpowiedź wyniosła 49 dol.

Na czym to wszystko ma polegać?

Chodzi tak naprawdę o ponowne wykorzystanie ścieków jako wody pitnej, tylko na turbodoładowaniu. Ścieki z domów trafiają do oczyszczalni, przechodzą klasyczne etapy mechanicznego i biologicznego oczyszczania, a potem serię procesów, które wykraczają daleko poza standardową instalację komunalną.

Woda jest przepuszczana przez ultradrobne membrany, poddawana odwróconej osmozie (czyli filtrowaniu pod wysokim ciśnieniem przez półprzepuszczalne błony) i dezynfekowana światłem UV oraz innymi metodami. Na końcu jest tak czysta, iż trzeba do niej dodać minerały, żeby była bezpieczna dla organizmu i nie wypłukiwała składników z naszego ciała.

Takie instalacje już działają chociażby w Nevadzie, gdzie według analiz około 85 proc. wody jest w jakiś sposób ponownie wykorzystywane, a część trafia z powrotem do obiegu jako woda pitna.

Skąd w ogóle ten pomysł? Susza goni suszę

To, co dla europejskiego odbiorcy może brzmieć bardzo odległe, w zachodnich stanach USA staje się tak naprawdę codziennością. Zmiany klimatyczne oznaczają dłuższe susze, wyższe temperatury i coraz większą presję na rzeki, jeziora i podziemne zbiorniki wody. W wielu regionach rolnictwo i miasta korzystają z tych samych, kurczących się zasobów.

Klasyczne rozwiązanie, czyli budowa nowych zapór, długich rurociągów albo odsalanie wody morskiej, jest niezwykle kosztowne energetycznie i inwestycyjnie. Recykling ścieków ma natomiast jedną zasadniczą przewagę: tę wodę już i tak pompujemy, zbieramy i oczyszczamy. Dorzucenie kolejnych etapów filtracji może być po prostu tańsze niż uruchamianie zupełnie nowego źródła.

Właśnie na ten aspekt zwracają uwagę ekonomiści zaangażowani w badanie. Ich zdaniem to rozwiązanie, które ma szansę zyskać poparcie ponad tradycyjnymi podziałami politycznymi, bo uderza w bardzo przyziemny problem, a mianowicie w rachunki i bezpieczeństwo dostaw.

Dla małych gmin, które w czasie suszy muszą wprowadzać limity na podlewanie ogródków czy mycie samochodów, system recyklingu ścieków byłby zatem buforem bezpieczeństwa – czymś w rodzaju drugiego źródła wody, działającego choćby wtedy, gdy lokalna rzeka zamieni się w wąski strumień.

Efekt obrzydzenia kontra fizyka i biologia

Największą barierą nie jest sama technologia, ale tak naprawdę nasza głowa. Psychologowie mówią o tzw. efekcie obrzydzenia. Sam fakt, iż woda kiedyś była w toalecie, wywołuje odruchową niechęć, choćby jeżeli z naukowego punktu widzenia jest to ciecz pozbawiona mikroorganizmów czy chemicznych zanieczyszczeń. Eksperci od gospodarki wodnej podkreślają, iż ten opór stopniowo słabnie, gdy ludzie zaczynają rozumieć, jak działa system i jak bardzo jest kontrolowany.

Paradoks polega na tym, iż w klasycznym, naturalnym obiegu też pijemy wodę, która wcześniej była ściekiem, tylko oczyszczoną przez przyrodę. Miasto zrzuca oczyszczone ścieki do rzeki, kilkadziesiąt kilometrów dalej inna miejscowość czerpie z tej samej rzeki wodę do uzdatniania. Różnica polega na tym, iż woda wprost z recyklingu jest filtrowana bardziej agresywnie i monitorowana znacznie dokładniej niż przeciętne ujęcie powierzchniowe.

Zobacz także:

Przypomnijmy, iż astronauci na orbitujących stacjach kosmicznych piją wodę odzyskaną z oddechu, potu i moczu, bo inaczej koszt wyniesienia każdej litrowej butelki w kosmos byłby astronomiczny. jeżeli takie systemy można bezpiecznie stosować setki kilometrów nad Ziemią, tym łatwiej zbudować zaufanie do instalacji schowanych w betonowych halach pod miastem.

BuyboxFast
Idź do oryginalnego materiału