Na test Neurona:OnFly musieliśmy poświęcić nieco więcej czasu, niż pierwotnie zakładaliśmy. Powód? Prosty — choć Canyon od dawna ma w ofercie bogaty wybór elektryków, to właśnie lżejszego, bardziej zwinnego modelu typu SL o mniejszym skoku dotychczas brakowało. I oto jest — Neuron OnFly, nowy gracz w stawce, który w kolekcji dołącza do takich modeli jak Spectral:ON, TORQUE:ON czy klasyczny Neuron:ON. Po nim pojawił się również bardziej agresywny Spectral:OnFly, ale o nim innym razem.
Trzy silniki, jeden wybór
Co ciekawe, Canyon oferuje w tej chwili e-MTB z trzema różnymi napędami: Bosch SX (jak w testowanym Neuronie:OnFly), Bosch CX z serii Performance Line oraz ultralekki TQ i sprawdzony Shimano. Dla klienta oznacza to jedno — pełna swoboda wyboru. Nie tylko jeżeli chodzi o jednostkę napędową, ale i typ roweru: hardtail czy full. A Neuron:OnFly plasuje się gdzieś pośrodku tego e-bike’owego spektrum.
Geometria bliżej enduro niż traila
Warto jednak podkreślić, iż mimo pozornego „środka” oferty, Neuron OnFly jest zdecydowanie bardziej progresywny niż mogłoby się wydawać. Geometria z kątem główki 64,5° i skokiem 140 mm z przodu i z tyłu nadaje mu charakteru zbliżonego raczej do lekkiego enduro niż klasycznego traila. To rower, który potrafi zaskoczyć na zjazdach.
Lżejszy, ale z potencjałem
Dostępny w pięciu rozmiarach i na kołach 29” przód/tył, Neuron:OnFly to również zupełnie nowa jakość pod kątem wagi. Nasz egzemplarz w rozmiarze XL ważył (bez pedałów i wkładki) 19,4 kg — to zauważalnie mniej niż klasyczny Neuron:ON z pełną moc, który w najlżejszej (i najdroższej wersji) waży 24,9 kg. Dla porównania: na dole gamy mamy zwykłego analoga, potem testowanego OnFly, a dalej w kolejce pełnoprawnego elektryka z większą mocą i… wagą.
Bosch SX i bateria 400 + 250 Wh
Neuron OnFly napędzany jest przez lekką jednostkę Bosch SX i wyposażony w zintegrowaną baterię o pojemności 400 Wh. Dla bardziej wymagających jest możliwość rozszerzenia zasięgu o dodatkowy extender 250 Wh. My testowaliśmy topową wersję Limited, ale gama zaczyna się od modelu CF7 za nieco ponad 20 tysięcy złotych. Nasz egzemplarz kosztował już 33 799 zł.
Różnice w detalach
Wszystkie modele w serii dzielą tę samą karbonową ramę, jednostkę napędową i baterię — różnice dotyczą osprzętu i zawieszenia. W wersji Limited mamy napęd Transmission, lekkie karbonowe koła Reynolds, mocne hamulce SRAM Code Ultimate oraz sporo komponentów, które pomagają utrzymać wagę w ryzach. Trzeba jednak mieć na uwadze, iż wśród „odchudzaczy” znalazły się także opony, które, choć zmniejszają masę, ograniczają nieco możliwości w cięższym terenie.
Co z zasięgiem?
Tu wchodzimy na grząski grunt – bo niższa waga oznacza w tym przypadku ograniczenia. Bateria 400 Wh oznacza, iż można zrobić realistycznie 1000 metrów w pionie, rozsądnie gospodarując energią. Sprawdziliśmy to zarówno w Srebrnej Górze, jak i np. turystycznie eksplorując Jesoniki ze zdobyciem Pradziada na czele. jeżeli ktoś chce po górach jeździć więcej powinien od razu zaopatrzyć się w range extender – jego 250 Wh pozwala myśleć o całym dniu w siodle. Sumaryczne 650 Wh to już wariant, który będzie wystarczał większości użytkowników.
Faktem jest, iż choćby na małej baterii udawało nam się zrobić po 1500 metrów w pionie – tyle, iż używając trybów Eco. Miło, iż Bosch w swojej appce Flow pozwala na szeroki zakres regulacji stopni wspomagania, pomaga też w planowaniu zasięgu. W przypadku tego roweru i silnika jest to opcja szczególnie zalecana!
Szkoda, iż Bosch nie oferuje opcji naprawdę szybkiego ładowania, tak jak np. DJI, to rozwiązywałoby w dużym stopniu sprawe. Bo ładowarka 4A, teoretycznie szybka, taka nie jest, ładowanie to 3 godziny. Baterii nie da się także wyjąć.
Canyon Neuron:ONfly CF LTD – wrażenia z jazdy (Łukasz Kopaczyński)
Dane kontra rzeczywistość! Za mało skoku, za mała bateria, za lekkie opony – na trasy Srebrnej Góry. Tak to wyglądało w tabelkach, a w rzeczywistości?
Neuron:ONfly w topowej wersji to agresywna trailówka z mocnym DNA roweru enduro. Po 140 mm skoku, sprawiedliwie na każde z kół, to wartości w teorii ograniczające pole gry. Do tego słabszy silnik Bosch Performance SX, wprawdzie lżejszy od mocarnego CX, ale sparowany z mniejszą baterią, oznacza mniejszą sumaryczną liczbę podjazdów na jednym ładowaniu. Waga całego roweru to 19,1 kg – mniej więcej pół drogi między analogowym enduro a e-MTB full power, bez wyraźnego przechyłu w którąkolwiek stronę.
Bosch SX robi robotę
Na brak mocy silnika SX nie sposób narzekać – większość podjazdów zaliczałem w trybie Eco, oszczędzając baterię, okazjonalnie przełączając w tryb Tour+ na bardziej strome odcinki. SX nie jest tak bezpośrednio zrywny, jak CX, ale lepiej pasuje do charakteru lekkiego ebika. Minimalistyczne sterowanie (manetka z lewej strony kierownicy i panel na górnej rurze ramy) daje wrażenie jazdy na analogu, a cicha praca jednostki to tylko potęguje. Zgrzytem pozostaje charakterystyczne klekotanie sprzęgła podczas zjazdów – podobne jak w CX, niestety obecne także tu.
SRAM XX Eagle Transmission bez zarzutu
Napęd SRAM XX Eagle Transmission działał perfekcyjnie. choćby przy spóźnionych redukcjach nie było problemu, choć tryb “jedno kliknięcie” nie pozwala na szybkie zrzucenie kilku biegów naraz – spóźnialscy muszą gwałtownie machać palcem.
Koła robią różnicę
Kluczowa dla lekkości Neurona jest niska masa kół. Lekkie obręcze Reynolds i trailowe opony Schwalbe Hans Dampf i Nobby Nic robią robotę – rower przyspiesza błyskawicznie, a jednocześnie zachowuje stabilność. W tylnym kole dorzuciliśmy wkładkę antydobiciową – na wszelki wypadek. Wrażenia? Neuron prowadzi się jak dzik w lesie – pewny, dynamiczny, zachęca do puszczenia hebli.
Hamulce, geometria, detale
Hamulce SRAM Code są mocne, ale trudniejsze do modulacji niż np. Magury MT7. Fani Shimano Servo Wave odnajdą się bez problemu.
Geometria? XL był idealny przy wzroście 185 cm. Długi, ale zwrotny – choć nawroty 180° wymagają precyzji. Jedyny minus? Dość nisko położony suport – uderzenia korbami zdarzały się zarówno na podjazdach, jak i zjazdach. Raz skończyło się choćby efektownym wypięciem z pedału i „save’em” między drzewami.
Zawieszenie Foxa czasem nie nadążało za intensywnością przeszkód, ale to komponenty trailowe – nie mają robić roboty enduro.
Gdyby tylko szybciej się ładował…
Do pełni szczęścia brakuje tylko szybkiej ładowarki. Gdyby dało się uzupełnić energię w godzinę – trudno byłoby znaleźć powód, żeby nie jeździć na tym rowerze od rana do wieczora.
Rower dostarczył do testu canyon.com
To także może Cię zainteresować