Bank w przeglądarce dogorywa. Zero zdziwienia, sami ukręcili sobie bat

konto.spidersweb.pl 3 godzin temu

Nowe dane pokazują rekord aplikacji bankowych w Polsce. Przeglądarka zostaje do większych spraw, codzienny bank przeniósł się do telefonu.

Bank w przeglądarce nie umarł nagle. On dogorywał przez kilka ostatnich lat. Coraz częściej zostaje tym narzędziem, do którego zaglądamy, gdy aplikacja czegoś nie umie albo gdy trzeba zrobić większy porządek w finansach. Codzienne bankowanie Polacy przenieśli już do telefonu, a najnowsze dane z raportu NetB@nk Związku Banków Polskich tylko potwierdzają to, co widać od dawna: komputer już bardzo dawno temu przestał być naturalnym miejscem do obsługi pieniędzy.

27,7 mln osób ma bank w kieszeni

Okazuje się, iż liczba aktywnych użytkowników bankowych aplikacji mobilnych wzrosła w I kwartale 2026 r. do 27,7 mln. To rekord i jednocześnie kolejny dowód, iż bankowość mobilna nie jest już dodatkiem do prawdziwego konta w przeglądarce. Dla wielu osób aplikacja stała się po prostu bankiem.

Jeszcze mocniej brzmi druga liczba: ponad 21 mln klientów korzysta wyłącznie z aplikacji mobilnych. To grupa mobile only, czyli ludzie, którzy nie traktują komputera jako podstawowego kanału kontaktu z bankiem. Stanowią już 76 proc. aktywnych użytkowników bankowości mobilnej. Innymi słowy, jeżeli ktoś regularnie używa banku w telefonie, to bardzo często nie ma już po prostu potrzeby wracać do klasycznego serwisu internetowego.

To nie jest odwrót od bankowości cyfrowej. To po prostu przesiadka na coś znacznie wygodniejszego. Liczba rachunków klientów indywidualnych z dostępem do bankowości elektronicznej przekroczyła 46 mln, a liczba osób logujących się do bankowości elektronicznej, liczonej łącznie jako internetowa lub mobilna, wzrosła do 31,8 mln. Klienci nie wychodzą z internetu. Oni po prostu wybierają mniejszy ekran.

Przeglądarka przegrała z odruchem kciuka

Bankowość internetowa ma dziś problem, którego nie rozwiąże ładniejszy panel logowania. Przegrała po prostu z odruchem. Telefon jest w ręce, na biurku, przy łóżku, w kolejce, w tramwaju, przy kasie i na kanapie. Przelew, sprawdzenie salda, BLIK, potwierdzenie transakcji kartą, zastrzeżenie karty, przelew na telefon – to wszystko w aplikacji jest szybsze i bardziej naturalne.

W serwisie WWW trzeba otworzyć laptopa albo usiąść do komputera. Trzeba wejść na stronę, zalogować się, często potwierdzić operację w telefonie, a więc i tak wrócić do aplikacji. Skoro telefon jest niezbędny do autoryzacji, to po co zaczynać całą operację gdzie indziej?

Pisaliśmy już o tym na Spider’s Web w tekście Polacy porzucają bank w przeglądarce. Jest nowy zwycięzca. Najnowsze dane nie zmieniają tamtej diagnozy, tylko ją dopisują grubszą kreską. W IV kwartale 2025 r. aktywnych użytkowników bankowości internetowej było jeszcze 21,5 mln. Teraz jest ich 20,85 mln. Kierunek jest bardzo czytelny.

Aplikacja bankowa po prostu połknęła portfel

Aplikacja do bankowości wygrała nie dlatego, iż jest modna. Wygrała, bo przestała być tylko miniaturą serwisu internetowego. Stała się po prostu portfelem, terminalem, centrum autoryzacji, kartą lojalnościową, narzędziem bezpieczeństwa i pilotem do codziennych pieniędzy.

Najlepszym przykładem jest tutaj BLIK. Kod do płatności internetowej, przelew na numer telefonu, wypłata z bankomatu, płatność zbliżeniowa – to są funkcje, które w naturalny sposób żyją w telefonie, a nie na ekranie laptopa. Gdy do tego dochodzą powiadomienia push, szybkie blokowanie karty, podgląd subskrypcji, raty, limity i płatności mobilne, aplikacja zaczyna mieć przewagę, której przeglądarka nie odrobi.

Ten trend będzie jeszcze mocniejszy, jeżeli zbliżeniowy BLIK faktycznie szerzej rozgości się na iPhone’ach. Pisał o tym niedawno Albert. Każda taka funkcja odcina kolejny kawałek sensu od bankowości w komputerze.

Przeglądarka zostanie, ale do innych rzeczy

To wszystko nie znaczy oczywiście, iż banki mogą jutro wyrzucić serwisy internetowe do kosza historii. Przeglądarka zostanie potrzebna przy bardziej złożonych operacjach: analizie historii, zarządzaniu produktami, dokumentach, kredytach, firmowych finansach, eksporcie danych czy pracy księgowej. Widać to szczególnie w segmencie MSP, gdzie dostęp do bankowości elektronicznej przez cały czas jest ważny, choćby jeżeli aktywność klientów spadła w ostatnim kwartale.

Problem jednak w tym, iż to już nie jest centrum codziennego kontaktu z bankiem. Przeglądarka zmienia się w narzędzie zaplecza. Coś jak oddział banku: przez cały czas istnieje, czasem jest potrzebny, ale większość spraw załatwiamy bez niego.

To ma też oczywiście także swoją ciemniejszą stronę. Im więcej finansów przenosimy do jednej aplikacji, tym większa jest zależność od telefonu, systemu operacyjnego, powiadomień push i stabilności usług. Awaria aplikacji nie jest tylko irytującą niedogodnością. Gdy bank w telefonie nie działa, użytkownik często traci dostęp do płatności, autoryzacji i informacji o koncie naraz. Przypomina o tym każda większa awaria banku.

Banki same sobie wychowały klienta mobilnego

Najzabawniejsze jest chyba to, iż banki nie mogą teraz udawać zaskoczenia. Same przez lata pchały klientów do aplikacji: wygodniejszą autoryzacją, promocjami, mobilnym BLIKIEM, szybszym dostępem do kart, biometrią i powiadomieniami. I słusznie. Tylko iż przy okazji nauczyły nas, iż serwis internetowy jest coraz częściej nie głównym wejściem do banku, ale planem B.

To nie jest więc problem, tylko naturalny koniec pewnej być może niepotrzebnej już prawie nikomu epoki. Bank w przeglądarce był wygodny wtedy, gdy alternatywą był oddział i papierowy przelew. Dziś wygląda po prostu jak kompromis z czasów, kiedy internet jeszcze udawał biurko. Prawdziwym błędem byłoby teraz sztuczne bronienie tego modelu. Banki powinny przestać traktować aplikację tylko jako kanał mobilny, a zacząć projektować ją jako podstawowy bank. Przeglądarka nie zniknie, ale jeżeli ktoś przez cały czas uważa ją za główną scenę bankowości, to patrzy na klienta sprzed 10 lat.

*Źródło zdjęcia wprowadzającego: Jakub Zerdzicki, Pexels

Idź do oryginalnego materiału