
Jest taka specyficzna choroba, którą można zarazić się tylko na Wall Street. Objawia się tym, iż firma publikuje najlepsze wyniki w historii czerwcowego kwartału i… jej akcje lecą w dół o ponad 6 proc. po kilku godzinach.
Ta choroba dotyczy Apple’a i prawie każdego kwartalnego odczytu finansowego. I właśnie dlatego warto o tych wynikach pisać – nie dlatego, iż są rekordowe, bo jak to u Apple’a, prawie zawsze są. Ale dlatego, iż historia za tymi liczbami jest znacznie ciekawsza niż same liczby.
Co się stało?
109,4 mld dol przychodu. 29,8 mld zysku netto. Wzrost rok do roku 16 proc. Nowe rekordy czerwcowego kwartału dla iPhone’a, Maca i usług jednocześnie.
Tim Cook krzyczy, iż to najsilniejszy czerwiec w historii Apple’a. A akcje runęły 6 procent.
Dlaczego? Bo Apple wydał słabą prognozę na kolejny kwartał, wskazując na ograniczenia podażowe jako główny problem. Rozumiecie? Nie są w stanie wyprodukować i dostarczyć na rynek wystarczającej liczby produktów, by zaspokoić zapotrzebowanie na nie, a rynek patrzy na to i mówi: niewystarczające. To jest właśnie Wall Street w 2026 r.
iPhone i Mac: problem luksusu
iPhone przyniósł firmie 54,3 mld dol, a to wzrost o 21,7 proc. rok do roku. Mac skoczył o niemal 29 proc. do 10,35 miliarda, co Cook przypisał wprost sukcesowi MacBooka Neo (rzadko spotykana szczerość tego typu u Apple’a). Nikt nie wierzył, iż Apple może sprzedawać komputer za 599 dolarów i przez cały czas być Apple’em.
Mac miał rewelacyjny kwartał. Analitycy spodziewali się 8,74 mld przychodu. Dostali 10,35. Prawie 20 proc. powyżej oczekiwań. To przy spadającej kategorii PC wynik iście rewelacyjny.
Ale obie kategorie mają ten sam problem – Apple nie ma czym sprzedawać. Popyt przewyższa podaż, czas oczekiwania na część modeli Maca wynosi tygodnie, iPhone 17 od premiery walczy z ograniczeniami produkcyjnymi. Gdyby Apple miał czym sprzedawać wyniki byłyby jeszcze lepsze, choć trudno w to wręcz uwierzyć. To dopiero paradoks – ograniczenie podażowe to jednocześnie dobra i zła wiadomość.
Usługi – rynkowi brakuje pół dużej bańki
Usługi: 30,7 mld dol przychodu, wzrost 12 proc., marża 75,6 proc. Brzmi fenomenalnie. I jest, ale… analitycy spodziewali się 31,22 mld. Pół miliarda poniżej oczekiwań, ojeju. Choć Apple tłumaczył, iż zawinił niekorzystny kurs dolara, to to wystarczyło, by Wall Street zmrużył oczy.
Piszę o wynikach Apple’a od lat i od przynajmniej dekady segment usług zawsze robi największe wrażenie – nie liczbami, ale mechaniką działania. Apple ma 1,5 mld płatnych subskrypcji. Każdy nowy klient, który kupił MacBooka Neo za 599 dol. w ostatnim kwartale wchodzi do ekosystemu, który będzie na nim zarabiał przez następne 5-10 lat. To jest prawdziwy majstersztyk biznesowy Apple’a – sprzęt jako wejściówka do wieloletniego strumienia subskrypcji.
Jeden słabszy kwartał w usługach – i to z powodów obiektywnych – przy tej skali biznesu powinien być szumem statystycznym. Rynek zareagował jakby był to sygnał strukturalny. A przecież zupełnie nie jest.
Marże i cła? Rynek – za mało
Marża brutto: 50,1 proc. W tym około 2 punkty proc. z tytułu zwrotu ceł. Bez tego efektu – 48 procent. Wciąż wybitnie, ale nie rekordowo. Analitycy to zauważyli.
I jeszcze jedno – koszty pamięci RAM podwoiły się, ceny Maców i iPadów już poszły w górę, iPhone’y mają niedługo pójść w ich ślad. Apple stoi przed wyborem, który nie ma dobrej odpowiedzi: absorbować rosnące koszty i ściskać marże, albo podnosić ceny i ryzykować, iż klienci zaczną mrugać przy kasie.
Cook odchodzi. Ternus dostaje skomplikowany prezent
To ostatni pełny kwartał Tima Cooka jako CEO Apple’a. Odchodzi 1 września. Jego pożegnanie to rekord czerwcowy we wszystkich kluczowych kategoriach – Apple jest dziś najcenniejszą firmą świata z wyceną bliską 5 bilionów dol (tak – bilionów), prześcigając Nvidię.
Ale razem z tronem Ternus dostaje 3 poważne pytania bez gotowych odpowiedzi:
- Chiny – Apple strukturalnie traci grunt na rzecz Huawei i lokalnych marek, a relacje handlowe USA-Chiny nie ułatwiają mu życia;
- Podaż – każdy hit produktowy natychmiast uderza w ograniczenia produkcyjne głównego partnera Apple’a – TSMC;
- AI – nowa Siri zapowiedziana na WWDC wygląda obiecująco, ale Apple wciąż nie ma własnego modelu językowego, który mógłby stać się samodzielną kategorią przychodową.
Wall Street jest niezadowolone, bo usługi nie dowiozły pół miliarda, a jutro może być za mało chipów do iPhone’ów. Ja z kolei patrzę na firmę. która w spokojnym czerwcowym kwartale zarabia prawie 30 mld dol na czysto i myślę: nieźle jak na firmę z garażu w Cupertino.
Czytaj także:






