W sieci zadebiutował „Strażnik”, czyli mapa zagrożeń powietrznych dla Polski. Narzędzie na żywo łączy dane z systemów wczesnego ostrzegania, komunikaty rządowe i informacje z otwartych źródeł, a następnie wysyła powiadomienia na telefon. Dzięki temu możecie dowiedzieć się o potencjalnym zagrożeniu, zanim dotrze ono do Polski. Aplikacja nie zastępuje państwowych systemów alarmowych, ale może zapewnić dodatkowy czas na reakcję. Oby jednak okazało się, iż korzystamy z niej jak najrzadziej.
„Strażnik” to przede wszystkim aplikacja monitorująca na żywo to, co dzieje się na niebie tuż za naszymi granicami. A dzieje się dość sporo. Jej główną funkcją jest interaktywna mapa, na której wyświetlane są wykryte obiekty wojskowe, ich dokładny kurs, odległość od Polski oraz szacowany czas dotarcia. Zamiast polegać na pojedynczych plotkach, program zestawia ze sobą publiczne dane z transponderów lotniczych, strefy zamykane przez Polską Agencję Żeglugi Powietrznej, państwowe Alerty RCB oraz doniesienia wywiadowcze o dronach i rakietach nad Ukrainą. Całość trafia do algorytmu, który w oknie 60-minutowym wylicza realny poziom zagrożenia osobno dla wszystkich polskiego województwa.
System nadaje różną wagę poszczególnym zdarzeniom. Potężna rakieta manewrująca blisko granicy, potwierdzona przez kilka źródeł, znaczy tu znacznie więcej niż zwiadowczy bezzałogowiec na wschodzie Ukrainy. Ponadto starsze komunikaty gwałtownie tracą na znaczeniu, dzięki czemu aplikacja nie utrzymuje użytkowników w stanie sztucznej, przedłużającej się paniki.
Screeny z aplikacji „Strażnik”Kiedy sytuacja staje się poważna, system wybudza telefon
Oprogramowanie zostało zaprojektowane tak, aby ostrzegać skutecznie, ale z rozwagą. Możecie w nim śledzić maksymalnie osiem wybranych lokalizacji. Gdy dla danego regionu algorytm zbierze dwa punkty, włącza się żółty status „podwyższonej uwagi”. Wtedy mapa zmienia kolor, a na ekran trafia standardowe powiadomienie push z krótkim dźwiękiem.
Kluczowa funkcja aplikacji aktywuje się jednak po przekroczeniu progu czterech punktów. Wymaga to twardego potwierdzenia, np. pojawienia się uderzeniowego obiektu lecącego na Polskę, który jest bliżej niż 15 minut lotu lub oficjalnego Alertu RCB wzywającego do poszukiwania schronienia. Wtedy włącza się „wysoki priorytet”. Aplikacja uruchamia modulowaną syrenę i silne wibracje, które potrafią przebić się przez tryb cichy, wygaszony ekran oraz wybudzić uśpione urządzenie, także w trybie skupienia na systemach iOS.
Screeny z aplikacji „Strażnik”Sprawdziłem aplikację w praktyce
Strażnik działa w tej chwili w przeglądarce pod adresem Straznik.eu. Na telefony z Androidem można też pobrać specjalną aplikację bezpośrednio ze strony twórców. w tej chwili jednak nie znajdziemy jej w Sklepie Play. Sam zainstalowałem ją na swoim telefonie i sprawdziłem, jak działa w praktyce. Pierwsze wrażenie jest naprawdę dobre.
Interfejs jest prosty i łatwy do zrozumienia. Aplikacja działa płynnie i nie zawiesza się choćby przy wczytywaniu historii czy dodawaniu kolejnych stref na mapie. Twórcy dokładnie opisali też, skąd biorą się poszczególne dane i jak naliczane są punkty. Trzeba jednak pamiętać o ograniczeniach. Strażnik nie pokazuje tego, co dzieje się nad Białorusią czy obwodem królewieckim, i nie zastępuje państwowych systemów ostrzegania. Nie ma bowiem dostępu do wojskowych radarów ani informacji, które nie są publicznie dostępne.
Mimo to dobrze, iż takie narzędzie powstało. Daje użytkownikowi dodatkowe informacje i pozwala na bieżąco śledzić sytuację. Pozostaje tylko mieć nadzieję, iż w codziennym życiu będziemy korzystać z niego głównie z ciekawości, a nie z konieczności.
Źródło tekstu i zdjęcia otwierającego: Strażnik.eu

2 godzin temu







