
Zatykamy uszy i krzyczymy „nic nie słyszę, nic nie słyszę”. Tak reagujemy na wieść o tym, iż w przyszłości Polaków będzie dużo mniej niż jest teraz.
Dowodów na to mamy aż nadto. Pod koniec lipca GUS podał, iż liczba ludności Polski na koniec czerwca spadła o 159 tys. w ujęciu rok do roku. Na dziś kraj liczy 37,243 mln osób, a jak ujawnił GUS, tempo ubytku rzeczywistego w I półroczu wyniosło minus 0,24 proc. To oznacza, iż na każde 10 tys. mieszkańców Polski ubyły 24 osoby (wobec 23 osób przed rokiem).
Według kwietniowej prognozy Eurostatu Polska w 2100 r. będzie liczyć około 25,655 mln mieszkańców. W niecałe 75 lat ubędzie ponad 10 mln ludzi. „Jakby ktoś wyciął z mapy cały Śląsk z Zagłębiem i dorzucił jeszcze kilka dużych miast” – jak zauważał Maciej Gajewski.
75 lat? Jeszcze wiele może się zmienić, nie ma co siać paniki – twierdzą najwyraźniej Polacy
Z sondażu IBRiS przeprowadzonego na zlecenie „Rzeczpospolitej” wynika, iż optymizm w narodzie jest naprawdę spory. Na pytanie, czy uda się zahamować spadek liczby ludności w Polsce, 23,8 proc. odpowiedziało „zdecydowanie tak”. Z kolei „raczej tak” stwierdziło 36 proc., podczas gdy „raczej nie” uznało 23,9 proc., a „zdecydowanie nie” – 7,5 proc. pytanych. Większość uważa więc, iż spadek liczby ludność to coś, co da się jeszcze powstrzymać.
Tyle iż prognozy z tym nie do końca się zgadzają.
– Spadek liczby ludności w Polsce w najbliższych latach jest nieunikniony – powiedział dziennikowi Mateusz Łakomy, autor książki „Demografia jest przyszłością. Czy Polska ma szansę odwrócić negatywne trendy”.
Zmniejszenie populacji o 10 mln jest w zasadzie pewne, a naszym celem demograficznym jest to, by liczba mieszkańców kraju nie topniała dalej do 15, 10 czy 5 mln. Bo choćby tak dramatycznie niskie liczby pojawiają się w dłuższych symulacjach – komentuje ekspert w rozmowie z „Rzeczpospolitą”.
Łakomy komentując wyniki sondażu zauważa, iż „do świadomości społecznej wciąż nie przebiła się informacja oczywista dla specjalistów, iż nie da się w najbliższych latach zatrzymać spadku populacji Polski”.
Odpowiedź, co doprowadziło do tej sytuacji, jest złożona. Wpływ miało na to bardzo wiele czynników, a analizą zajął się Marek Szymaniak w tekście Spider’s Web+: „Polacy nie mają dzieci. Winne technologie?”.
Uwaga nieprzypadkowa skupia się coraz częściej na technologiach, a konkretnie ich szkodliwym wpływie. Media społecznościowe potęgują poczucie samotności i pogarszają umiejętność budowania relacji.
Niedawno zwrócił na to uwagę były premier Mateusz Morawiecki, który napisał, iż „kluczem jest powszechne uznanie mediów społecznościowych za używkę, na równi z alkoholem, tytoniem czy wręcz narkotykami”, zgadzając się tym samym nie tylko z wieloma ekspertami, ale choćby z unijnymi władzami.
Jeśli zależy nam na tym, żeby Polacy mieli siłę i czas na budowanie relacji na żywo, zamiast tonąć w wirtualnym brain-rocie, powinniśmy zacząć regulować korporacje w zakresie możliwości aplikowania nam “doom scrollingu”. Możemy zacząć od nakazania platformom cyfrowym umieszczanie w aplikacjach mechanizmów zachęcających użytkowników do przerwania sesji przewijania. (…) Nie mamy oczywiście gwarancji, iż sankcjonowanie nieskończonych treści w mediach społecznościowych pomoże nam w lepszym budowaniu wspólnoty czy zachęci do zakładania rodzin. Jest to natomiast pierwszy, istotny krok w kierunku budowania higieny cyfrowej Polaków – stwierdził były premier.
Szkoda tylko, iż politykom łatwiej wygłaszać takie stanowcze opinie wtedy, gdy nie pełnią ważnych stanowisk.
Tymczasem polskie społeczeństwo się starzeje i widać to nie tylko w statystykach oraz niepokojących prognozach, a… zwykłych zakupach
Niedawno Żabka zdecydowała się wprowadzić drukowane kody promocyjne, tak by mogli z nich skorzystać również starsi klienci, niechętni aplikacjom.
Będzie nas mniej, jesteśmy coraz starsi – ale przynajmniej optymizmu nam nie brakuje. Wiara w odwrócenie negatywnego trendu jest silna. Ale czy pójdą za tym jakiekolwiek działania?
Zdjęcie główne: Grand Warszawski / Shutterstock
















