Zdrowy rozsądek został za drzwiami. W środku grają Kroma Maribel

konto.spidersweb.pl 2 godzin temu

Para kosztuje 1,8 mln zł, pojedyncza kolumna ma ponad dwa metry wysokości i waży 220 kg. To audio z krainy, w której słowo „rozsądek” zostawiono chyba przy wejściu.

I bardzo dobrze, bo właśnie po to istnieją takie imprezy jak trwający w Warszawie Audio Video Show 2026. Nie trzeba być potencjalnym klientem na system kosztujący tyle, co nieruchomość, żeby chcieć sprawdzić, co adekwatnie dzieje się z dźwiękiem, kiedy inżynierom daje się do dyspozycji niemal absurdalny budżet. Tym bardziej iż Maribel nie stoją za szybą. Można wejść do sali Paryż C na PGE Narodowym, usiąść i ich posłuchać.

To jest zresztą najlepsza reklama całego Audio Video Show 2026. Nie ogląda się tu zdjęć sprzętu za miliony w Internecie i nie czyta się wykresów. Przychodzi się i sprawdza na własnych uszach, czy cały ten high-end rzeczywiście ma sens.

Dwa metry głośnika. A raczej dwa bardzo konkretne metry inżynierii

Kroma Atelier zdecydowanie nie projektowała Maribel z myślą o tym, żeby dyskretnie wtopiły się w wystrój salonu. Każda kolumna mierzy 201 cm wysokości, 53 cm szerokości i 63 cm głębokości. Masa wynosi 220 kg. To oznacza 440 kg dla pary, jeszcze zanim zaczniemy interesować się wzmacniaczami, źródłem, stolikami czy pozostałymi elementami systemu.

Kroma Maribel na Audio Video Show 2026

Lista przetworników pozwala zrozumieć, skąd biorą się te gabaryty. Producent zastosował dwa tweetery AMT, 3-calową kopułkę średniotonową, dwa 8-calowe przetworniki średnio-niskotonowe z papierowymi membranami i aż dwa 15-calowe woofery, również wykorzystujące papierowe membrany. I to w jednej kolumnie.

Daje to konfigurację bardzo odległą od klasycznego zestawu dwóch czy trzech przetworników, który kojarzymy z większością domowego hi-fi. Nie chodzi przy tym wyłącznie o możliwość zagrania bardzo głośno. Tak duża powierzchnia membran oznacza również potencjał do przemieszczania ogromnej ilości powietrza bez zmuszania pojedynczego przetwornika do wykonywania ekstremalnych wychyleń.

Właśnie tę skalę najlepiej sprawdza się na żywo. Możemy bowiem przeczytać w specyfikacji, iż pasmo przenoszenia sięga od 20 Hz do 27 kHz, ale liczba „20 Hz” na monitorze nie poruszy powietrza w pomieszczeniu. Dwa 15-calowe woofery w każdej kolumnie już mogą zrobić na słuchaczu znacznie bardziej bezpośrednie wrażenie. Deklarowane przez producenta pasmo wynosi właśnie 20 Hz -27 kHz, skuteczność 93 dB, impedancja 8 omów, a rekomendowana moc wzmacniacza rozciąga się od 20 aż do 1000 W.

To ostatnie zestawienie jest szczególnie ciekawe. W teorii mamy bowiem potwora o masie niemal ćwierć tony, a jednocześnie kolumnę o 93-decybelowej skuteczności i nominalnej impedancji 8 omów. Nie jest więc tak, iż sam rozmiar automatycznie oznacza konieczność rozkręcenia elektrowni atomowej tylko po to, żeby posłuchać wieczorem jazzu.

Kroma nie chciała zrobić kolejnej wielkiej drewnianej skrzyni

W sprzęcie tej klasy bardzo interesująca pozostało jedna rzecz. Zwyczajne rozwiązania nie stają się automatycznie złe tylko dlatego, iż konstruktor dostał większy budżet. Drewno czy MDF nie przestają działać po przekroczeniu określonej ceny kolumny. High-end daje jednak projektantom możliwość eksperymentowania z materiałami, których używanie w masowym sprzęcie byłoby ekonomicznie trudne do uzasadnienia.

Maribel mają obudowę wykonaną z Krionu. To materiał charakteryzujący się bardzo niskim rezonansem. Założenie jest łatwe do zrozumienia choćby bez doktoratu z elektroakustyki: kiedy pracować mają membrany głośników to dobrze byłoby, aby sama wielka obudowa nie próbowała równolegle urządzać własnego koncertu. W kolumnie o wysokości dwóch metrów zagadnienie kontroli drgań staje się szczególnie interesujące. Duże powierzchnie obudowy są czymś, nad czym konstruktor musi zapanować, a przy tym wewnątrz pracują cztery bardzo duże przetworniki odpowiedzialne za niższe zakresy pasma. I tu pokaz Maribel robi się interesujący choćby dla człowieka, który nigdy nie wyda 1,8 mln zł na kolumny.

Kroma Maribel na Audio Video Show 2026

Najbardziej interesujące konstrukcje high-endowe można bowiem traktować trochę jak samochody koncepcyjne. Nie dlatego, iż rozwiązania z urządzenia kosztującego miliony jutro trafią do zestawu za 3000 zł. Chodzi raczej o obserwowanie priorytetów konstruktorów wtedy, gdy kompromis cenowy zostaje przesunięty bardzo daleko. Jaki materiał wybiorą na obudowę? Jak podzielą pasmo? Jak wielką powierzchnię membran uznają za potrzebną? Jak podejdą do wysokich tonów? Maribel odpowiadają na te pytania dość spektakularnie.

AMT na samej górze to nie ozdoba

Szczególnie interesujące jest zastosowanie dwóch przetworników AMT, czyli Air Motion Transformer. Zamiast klasycznej kopułki poruszającej się tłokowo mamy tu inną zasadę działania przetwornika wysokotonowego. Bez zagłębiania się w wykład z elektroakustyki warto zwrócić uwagę na sam dobór rozwiązań: producent nie ograniczył się do jednego tweetera i jednego ogromnego woofera, żeby osiągnąć efekt „duża kolumna, duży bas”.

Maribel zostały pomyślane jako wielosekcyjna konstrukcja, w której poszczególne zakresy pasma otrzymują wyspecjalizowane przetworniki. Między podwójnymi AMT a ogromnymi 15-calowymi wooferami pojawia się jeszcze 3-calowa kopułka średniotonowa i para 8-calowych midwooferów. Marketingowe określenia typu „referencyjna dynamika”, „mikrodynamika” czy „neutralność” można oczywiście wypisać na stronie adekwatnie dowolnego produktu. I dlatego nie ma większego sensu przyjmować ich na wiarę. Trzeba tych kolumn posłuchać.

W przypadku produktu za 1,8 mln zł jest to w zasadzie wyjątkowo uczciwy układ. Nikt rozsądny nie kupi Maribel po przeczytaniu internetowego artykułu, a niemal każdy fan sprzętu może potraktować ich prezentację jako eksperyment. Posłuchać znanej płyty i odpowiedzieć sobie na pytanie, czy usłyszał coś, czego jego własny system nie potrafi pokazać.

I tu właśnie zaczyna się zabawa z Audio Video Show

Maribel są bowiem tylko jednym z punktów tegorocznej wystawy, choć niewątpliwie bardzo efektownym. Oficjalne dane organizatora mówią o 262 wystawcach i 196 salach prezentacyjnych. Audio Video Show 2026 odbywa się w trzech miejscach: na PGE Narodowym oraz w hotelach Radisson Blu Sobieski i Golden Tulip. I chyba właśnie skala jest najsilniejszym argumentem za wybraniem się na tę imprezę.

Kroma Maribel na Audio Video Show 2026

Internet zrobił wiele dobrego dla kupujących elektronikę. Możemy sprawdzić pomiary, przeczytać kilkanaście recenzji, porównać ceny i obejrzeć produkt z każdej strony, zanim w ogóle ruszymy się z kanapy. Jest tylko jeden problem: w przypadku sprzętu audio najważniejszej rzeczy przez cały czas nie da się przesłać przez stronę internetową. Brzmienia.

Nagranie kolumn wrzucone na YouTube to co najwyżej ciekawostka, bo finalnie i tak słuchamy go przez własny system audio, w swoim pomieszczeniu i po przejściu sygnału przez cały łańcuch rejestracji oraz reprodukcji. Tymczasem na wystawie wystarczy przejść kilkanaście czy kilkadziesiąt metrów pomiędzy salami i skonfrontować ze sobą kompletnie odmienne szkoły konstruowania sprzętu.

A w 2026 r. jest co konfrontować. Lista atrakcji obejmuje między innymi system z Wilson Audio Autobiography wyceniany na około 10 mln zł, Acapella Sphäron Excalibur w systemie za około 8 mln zł czy YG Acoustics Ultimate Titan, gdzie pojedyncza pięciodrożna kolumna mierzy 215 cm i waży 455 kg.

Przy tym to nie jest wyłącznie wystawa sprzętu dla ludzi z portfelem oligarchy. Organizator deklaruje prezentację urządzeń audio od około 100 zł aż po systemy kosztujące 10 mln zł. Jest również duża strefa słuchawkowa z ponad 50 producentami i dystrybutorami, sprzęt wideo, kino domowe, spotkania oraz giełda winyli. I właśnie kontrast między tymi światami jest częścią uroku całej imprezy.

System wokół Maribel również nie pochodzi z MediaMarktu

Same kolumny za 1,8 mln zł brzmią już wystarczająco niedorzecznie, ale przecież głośniki nie grają w próżni. Na tegorocznym pokazie Maribel współpracują ze wzmacniaczami Ypsilon, przetwornikiem LampizatOr Horizon oraz serwerem Taiko Olympus. Prezentację umieszczono w sali Paryż C na PGE Narodowym.

To ważne także z punktu widzenia interpretowania tego, co słyszymy. W systemie audio nigdy nie słuchamy przecież samej kolumny. Słuchamy całego toru, konkretnego pomieszczenia, konkretnego ustawienia i konkretnego materiału.

W warunkach wystawowych dochodzi jeszcze jeden czynnik: pomieszczenia nie są własnymi pokojami odsłuchowymi producentów. To jeden z powodów, dla których kilka czy kilkanaście minut spędzonych przed egzotycznym systemem byłoby odważnie nazywać pełnoprawną recenzją. Wystawowy odsłuch jest raczej możliwością poznania charakteru systemu, zobaczenia jego skali i zdecydowania, czy chcemy drążyć temat.

Rozsądny audiofil powinien zostawić sobie prawo do sceptycyzmu. o ile zestaw za kilka milionów nie robi na nas wrażenia to nie istnieje żaden obowiązek słyszenia „większej przestrzeni”, „czarniejszego tła” czy innych zjawisk tylko dlatego, iż urządzenie ma odpowiednio imponującą cenę. To również jest wartość takich wystaw.

Za 1,8 mln zł powinny chyba jeszcze robić śniadanie

Cena Maribel jest tak wysoka, iż łatwo sprowadzić całe spotkanie z nimi do żartu. 1,8 mln zł za parę kolumn brzmi jak puenta sama w sobie. Zwłaszcza kiedy większość ludzi słucha dziś muzyki ze słuchawek bezprzewodowych, soundbara albo niewielkiego głośnika Bluetooth.

Kroma Maribel na Audio Video Show 2026

Nie ma jednak większego sensu zastanawiać się, czy Maribel oferują 100 razy lepszy dźwięk niż kolumny kosztujące 18 tys. zł. Audio nie działa w ten sposób. Powyżej pewnego poziomu kolejne pieniądze kupują coraz mniejsze przyrosty jakości, coraz bardziej egzotyczne rozwiązania, coraz droższą produkcję, materiały, wykończenie i oczywiście luksusową ekskluzywność. High-end nigdy nie był ćwiczeniem z opłacalności.

Może natomiast być fascynującym ćwiczeniem z inżynierii. I Maribel bardzo dobrze pasują do tej roli. 440 kg kolumn, cztery 15-calowe woofery w parze, cztery przetworniki AMT, obudowy z Krionu, 93 dB skuteczności i pasmo deklarowane od 20 Hz. choćby o ile po dziesięciu minutach odsłuchu ktoś wyjdzie z sali jeszcze bardziej zakochany we własnym zestawie stereo, to przecież nie będzie zmarnowane dziesięć minut. Wręcz przeciwnie.

Najcenniejszą rzeczą na Audio Video Show nie jest sprzęt za miliony

Największą przewagą Audio Video Show nie jest ostatecznie możliwość zrobienia sobie zdjęcia obok kolumn kosztujących tyle, co mieszkanie a jest nią możliwość skonfrontowania własnych wyobrażeń o dobrym dźwięku z rzeczywistością. To szczególnie cenne właśnie dzisiaj, kiedy sprzęt coraz częściej kupujemy na podstawie wykresów, opinii innych użytkowników i internetowych testów. Pomiar może powiedzieć bardzo wiele o urządzeniu i absolutnie nie należy go lekceważyć. Nie odpowie jednak za nas na pytanie, czy po prostu lubimy słuchać danego systemu.

Wizyta na wystawie daje coś jeszcze: kontekst. Po Maribel można pójść do następnego pomieszczenia i posłuchać kompletnie odmiennej konstrukcji. Potem założyć słuchawki. Później sprawdzić system kina domowego. Na końcu wrócić do czegoś względnie osiągalnego cenowo i odkryć, iż wcale nie bawimy się gorzej. Oficjalnie tegoroczna impreza liczy 196 sal prezentacyjnych. To wystarczająco dużo, żeby bardzo gwałtownie zweryfikować własne przekonanie o tym, jak powinno brzmieć „dobre audio”.

Jeżeli chcecie jeszcze zdążyć, została niedziela

Audio Video Show 2026 trwa od 23 do 25 października. W niedzielę 25 października wystawa będzie czynna od godz. 10:00 do 17:00. Wydarzenie odbywa się jednocześnie na PGE Narodowym, w Radisson Blu Sobieski i Golden Tulip. Jednodniowy bilet kupowany online kosztuje w tej chwili 61 zł z opłatą transakcyjną, a opaska pozwala tego dnia przemieszczać się między wszystkimi trzema lokalizacjami. o ile interesuje was Maribel, sprawa pozostało prostsza: trzeba udać się na PGE Narodowy i szukać sali Paryż C.

Czy po odsłuchu będziecie chcieli wydać 1,8 mln zł na kolumny? Podejrzewam, iż u większości osób problem ten rozwiąże stan konta, zanim zdąży zrobić to zdrowy rozsądek. Ale właśnie na tym polega frajda z Audio Video Show. Przez kilkanaście minut można posłuchać systemu z zupełnie innej planety finansowej i wyrobić sobie własne zdanie, zamiast wierzyć producentowi, dziennikarzowi czy przypadkowej osobie z internetowego forum. I jeżeli potrzebujecie pretekstu, żeby w niedzielę ruszyć się z domu, dwa dwumetrowe, 220-kilogramowe głośniki za 1,8 mln zł są całkiem niezłym pretekstem.

Idź do oryginalnego materiału