
Ministerstwo Edukacji szykuje ograniczenie telefonów w szkołach podstawowych. Mam obawy, czy te ograniczenia nie obejmą całej elektroniki, w tym czytników.
Temat wraca od jakiegoś czasu, ale prawdopodobnie będzie zrealizowany. Minister edukacji, Barbara Nowacka zapowiedziała wczoraj:
W ministerstwie właśnie kończymy prace nad dużą zmianą legislacyjną, bardzo istotną dla szkół, która spowoduje, iż od 1 września 2026 r. w szkołach podstawowych wprowadzimy zakaz używania telefonów komórkowych. Jest to decyzja przyspieszona w tej chwili, decyzja przyspieszona też po mojej rozmowie z premierem Donaldem Tuskiem […]
Dodała, iż takie przepisy spowodują, iż dzieci nie będą mogły korzystać z telefonów na lekcjach i w czasie przerw. – Wyjątkiem może być proces dydaktyczny i decyzja nauczyciela, ale nie może być to norma, bo widzimy jak bardzo uzależnione są dzieci od internetu – zaznaczyła.
Nie chcę wdawać się tu w głębszą dyskusję nad sensem ograniczania dostępu, tym bardziej, iż mówimy o narzędziu, z którego i tak korzysta się całe życie. Są autorytety, które popierają takie ograniczenia, jak Jonathan Heidt (w książce Niespokojne pokolenie), są też tacy, którzy mają wątpliwości.
W tym momencie zakaz wydaje mi się desperackim, ale jedynym skutecznym krokiem, aby przekierować uwagę uczniów na to, co się dzieje w sali, a nie we wszechświecie tworzonym przez ich telefony. My, dorośli, nie umiemy do tego wszechświata wejść, ani nad nim zapanować, oddaliśmy kontrolę wielkim firmom technologicznym, które robią wszystko, aby ludzi uzależnić i śmieją się z prób regulacji.
Chciałbym się jednak zastanowić nad czym innym – jakie będą konsekwencje tego zakazu wobec uczniów, którzy korzystają z czytników e-booków. Czy to prywatnie, żeby sobie poczytać w przerwie, czy też mają tam wgrane lektury. Przypomnę, iż większość lektur do podstawówki przeczytamy na czytnikach.
Pewnie dużo zależy od konkretnych zapisów prawnych.
- Jeśli rozporządzenie zostanie przygotowane zbyt ogólnie – personel placówek edukacyjnych może prewencyjnie zabierać wszelką elektronikę, w tym czytniki. Pisałem o tym już w 2015. Wtedy w ankiecie aż 27% odpowiedziało, iż nie można używać czytników.
- Jeśli zapisy będą zbyt szczegółowe – zaraz zaczną się obejścia.
Co z tabletami, które w wielu szkołach używane są często do notowania zamiast zeszytów? Co z tabletami z e-papierem i czytnikami z Androidem? Tam też można odpalić uzależniające nas treści. Jak do szkoły przyjdzie jeden dzieciak z tabletem i zakitra się z nim w tylnej ławce, to za tydzień będzie już cała grupa.
A co z kolei, jeżeli uczeń miał lekturę wgraną właśnie na telefon? Nie jest to może najlepszy dla wzroku sposób czytania, ale skoro patrzą się godzinami w TikToka, mogą i w Mickiewicza. Niedawno zadebiutowała apka mobilna Wolnych Lektur i to dla przeciętnego nastolatka najprostszy sposób na dotarcie do wielu lektur. Tu jest jednak wyjątek, wspomniany wyżej jako „proces dydaktyczny”, podczas omawiania na polskim telefon można by mieć.
Pewnym rozwiązaniem może być zakaz telefonów oraz wymóg pozostawiania wszystkich innych w trybie samolotowym. Albo określenie wprost, jakie kategorie urządzeń są dopuszczalne, np. właśnie czytniki książek z ekranem z papieru elektronicznego.
A czy spotkaliście się w praktyce w szkołach z zakazem korzystania z czytników? Jak według Was ten zakaz telefonów zrealizować, żeby nie dotknąć młodych zapalonych czytelników?
Pytanie w ankiecie skierowane jest do czytających nas uczniów, rodziców, lub nauczycieli. Jako „szkoła” – rozumiem szkoły podstawowe i ponadpodstawowe.
Note: There is a poll embedded within this post, please visit the site to participate in this post's poll.Źródło ilustracji: OpenAI.








