
Nowy punkt Żabki we Wrocławiu to dowód na to, iż 2026 r. jest rokiem kiosków.
Niedawno swój pomysł na kioski zaprezentował Uber. Wprawdzie nie chodziło o punkty sprzedające prasę, przekąski i inne drobne rzeczy, ale i tak chodzi o zaskakująco tradycyjne rozwiązanie.
„Bez aplikacji, bez konta, bez lokalnej karty SIM. Warszawa będzie pierwszym lotniskiem w Polsce i jednym z pierwszych w Europie z tym systemem” – ogłaszała nowość firma, która przed laty wyróżniała się właśnie stawianiem na aplikację i upraszczaniem całego procesu zamawiania przejazdów. Dziś ułatwieniem jest zaś wprowadzenie opcji niewymagającej telefonu.
Kiosk od Żabki znacznie bardziej przypomina te klasyczne
Nowy punkt stanął we Wrocławiu przy ul. Piłsudskiego, nieopodal dworca.
– Kiosk od zawsze był częścią miejskiego krajobrazu. Dziś wraca w nowoczesnej odsłonie, dopasowanej do tempa życia współczesnych klientów. Niewielki metraż, świetna lokalizacja i oferta dostępna dosłownie po drodze to klasyczna forma w zupełnie nowym wydaniu – mówi Agata Michalska, dyrektor nowych formatów ekspansji Żabka Polska.
Na niewielkiej przestrzeni – raptem 8 metrów kwadratowych – sprzedawane mają być produkty dobrze znane z większych sklepów sieci. Znajdą się choćby gorące przekąski, więc nowym punktem Żabka nawiązywać będzie nie tylko do kiosków, ale też innego charakterystycznego widoku z lat 90., czyli budek serwujących hamburgery i hot-dogi.
Cóż, wygląda na to, iż faktycznie „jeśli chcemy, by wszystko zostało po staremu, wszystko musi się zmienić”.
Choć oczywiście nie do końca.
Współczesny kiosk to po prostu skondensowana Żabka.
We wspomnieniach klientów i osób prowadzących dawne budki szczególnie uderza fakt, iż asortyment był w nich różnorodny, dostosowany do potrzeb klientów, rzadko kiedy taki jak wszędzie. Sam pamiętam zamawianie czasopism na życzenie, które czekały na mnie w specjalnie założonej teczce.
– Powiem tak: mam groch, mydło i powidło: od agrafek, igieł, po taśmę izolacyjną. Słucham, co klienci mówią, czego potrzebują. Tym bardziej, iż czasem są odsyłani do mnie z innych sklepów – opisywała w rozmowie z portalem kobieta.wp.pl właścicielka kiosku w krakowskiej Nowej Hucie.
Moi klienci wiedzą, co mogą u mnie kupić. Mam choćby świeczki urodzinowe. Asortyment kupuję cały czas i słucham tego, o co pytają pabianiczanie. Klienci wiedzą, iż mam wszystko. Czasem przychodzą, uśmiechają się i mówią, iż wiedzieli, iż na pewno u mnie daną rzecz dostaną – mówiła Życiu Pabianic właścicielka pabianickiego kiosku.
Wielu prowadzących kioski przyznawało, iż sprzedaż zaczęła spadać, od kiedy w okolicy pojawiły się większe sklepy i choćby po gazety zaczęto chodzić do marketów. Chichotem losu, choć lekko złośliwym, jest dziś to, iż za wskrzeszenie idei kiosków mogą odpowiadać też sieci, które dla tradycyjnych punktów okazały się zbyt mocną konkurencją.
A jednocześnie wiele wskazuje na to, iż choć rozmiarowo wszystko się zgadza, to jednak będą to już inne kioski niż dawniej. O ile się sprawdzą – sama Żabka przyznaje, iż nowy format dopiero jest testowany.
Zdjęcie główne: Konrad Krajewski / Shutterstock.com














