
Zaczęło się wielkie odliczanie do Spotify Wrapped, a na tym liczbowe podsumowania roku przecież się nie skończą – co nam jednak mówią?
Niedawno informowaliśmy, iż Spotify uruchomiło już dedykowaną stronę dla Spotify Wrapped 2025. Mamy więc wyraźny sygnał, iż to już, zaraz się zacznie. Przebieranie nogami widoczne jest też na TikToku. Widziałem filmiki, których autorzy typują swoich zwycięzców. Doskonale wiedzą, kto wygra, rodzi się pytanie, komu przypadną pozostałe lokaty.
Mam wrażenie, iż z roku na rok ta ekscytacja jest coraz większa
To coś więcej niż tylko statystyczna ciekawostka. Kolejne firmy podchwytują pomysł i dołączają do trendu. Lada moment dowiemy się, ile kilometrów przejechaliśmy pociągiem albo rowerem, ile spacerów i biegów odbyliśmy. Będzie choćby jasne, ile kostek masła włożyliśmy do koszyka. Wszystko zostanie policzone. Ogarnie nas obsesja liczb.
Od dawna zastanawiam się, skąd bierze się ta potrzeba. Niby wcale nie jest nowa. Możemy przecież wspomnieć o last.fm, który na bieżąco rejestrował aktywność. Miało to swoje zalety, ale i wady, bo uważnym obserwatorom cudzych gustów nic nie umykało. Teraz ma widoku jest się przez chwilę, a całość przynajmniej pod względem muzyki ogranicza się to jednego wydarzenia, na które czeka się cały rok. Nie trzeba się martwić chwilą słabości, iż włączyło się obiektywnie kiepską płytę z czasów młodości, która, cóż poradzić, dalej uderza w czułe struny – w zestawieniu za 12 miesięcy ten moment przepadnie, zostanie przykryty dużymi liczbami.
Liczy się tylko to, co zyskuje najwięcej
Trochę mnie ta chęć brania udziału w wyścigu zniechęca do wszelkich podsumowań. O czym świadczy fakt, iż słuchało się danej płyty przez miliard minut i jest się w nielicznym gronie wiernych słuchaczy? Owszem, pewnie niektórzy mają satysfakcję, ale nic poza tym, tyle musi wystarczyć – nigdy z pozostałą częścią bandy się raczej nie spotkacie. To pocieszające, iż gdzieś tam w świecie są wysepki zamieszkiwane przez takich jak my. Tylko co z tego, jeżeli nigdy się do siebie nie dotrze? Nie wiadomo nawet, w którym kierunku ruszyć.
Jest w tych podsumowaniach coś smutnego. Niby chcą dobrze, ale to tylko suche liczby. Jasne, kto ma wiedzieć, ten wie – wynik tysiąca odtworzeń miłosnej ballady przypomni o złamanym sercu w marcu, a imprezowy hit na drugim miejscu, katowany latem, może być granicą, która pokaże nam, kiedy złe momenty były już za nami. Ale co, o ile niuanse schodzą jednak na dalszy plan, bo przygniata je ogrom liczb, labirynt statystyk? Bardziej chodzi o to, aby przekonać się, czy trzymamy rękę na pulsie (i słuchamy tego, co wszyscy), czy może jesteśmy wyjątkowi i znaleźliśmy się w nielicznym gronie fanów.
Cały rok, tygodnie emocji, uczuć, euforii i strachów, zamknięty zostanie w twardych, obiektywnych liczbach. Będziemy mieli dowód: a więc byliśmy. I znowu wydaje się to naturalną, wręcz logiczną potrzebą. Człowiek potrzebuje początku i końca, możemy spiąć klamrą to, co było. Ale z drugiej strony przestaniemy być sobą, będziemy liczbami – przejechanymi kilometrami, odsłuchanymi minutami, kilogramami kupionego masła, przeczytanymi stronami. Jakbyśmy byli robotami, a ktoś pokazał nam nasze rezultaty: zobacz, otworzyłeś i zamknąłeś drzwiczki automatów paczkowych łącznie 129 razy (założę się, iż i takie liczby zostaną nam przedstawione) i się nie popsułeś.
Będziemy liczbowymi ciekawostkami. Zamiast się przedstawiać i mówić coś interesującego o sobie, będzie można wyrecytować jedną ze statystyk, która zdecydowanie lepiej nas opisze. A przynajmniej na to liczymy.
Trochę celowo jestem surowy wobec tych podsumowań, a tak naprawdę rozumiem, dlaczego są tak wyczekiwane. To twardy dowód w bardzo ważnej sprawie. prawdopodobnie nie tylko ja mam wrażenie, iż czas ucieka coraz bardziej i szybciej, kolejny rok zleciał szybciej niż poprzedni.
Nawet jeżeli tylko się tak wydaje, to niełatwo z tym uczuciem polemizować. A tu, proszę, jednak nie tak szybko, skoro wybiliśmy tysiące minut, a jeszcze więcej sekund na wielu różnych aktywnościach. Może i jesteśmy tylko suchą statystyką, ale przynajmniej wiemy, iż coś się działo. Rok wbrew pozorom nie był jak mleko z mema, które należało przypilnować zanim wykipi – co działo się akurat w momencie, kiedy pilnujący zamknął oczy dosłownie na chwilę. A przynajmniej można się tak pooszukiwać.
Podświadomie chwytamy się więc tych momentów, które się powtarzają
Niedaleko mnie pan prowadzi serwis rowerowy, który zimą jest jednak nieczynny. Od kilku tygodni przechodząc obok zastanawiałem się, kiedy w końcu pojawi się karteczka: „do marca nieczynne”. I w końcu się doczekałem. Teraz przechodząc będę odliczał dni do otwarcia, co z kolei będzie niechybnym zwiastunem wiosny. I tak to się kręci.
Nie chodzi więc o to, co podsumowanie pokaże – choć dla niektórych może to być ciekawe. Ale może ważniejsze jest to, iż coś pomiędzy jednym a drugim zestawieniem coś się działo. I zaraz dostaniemy to czarno na białym.















