
Pierwszy sygnał uznał za rudę. Kilka metrów dalej wykrywacz odezwał się ponownie. Pod ziemią czekał rekordowy skarb.
Kalle Lappinen dostał tak mocny sygnał z dużej głębokości, iż początkowo uznał go za rudę i po prostu poszedł dalej. Kilka metrów później wykrywacz odezwał się ponownie. Tym razem jednak zaczął kopać i spod ziemi wyszły stare srebrne monety. Gdy wrócił do pierwszego miejsca, znalazł kolejne. Archeolodzy wydobyli ostatecznie tysiące monet ważących około 4,5 kg. To największy znany w Finlandii skarb monet z późnej epoki żelaza.
Pierwszy sygnał prawie zignorował
Do odkrycia doszło 3 września w pobliżu miejscowości Sysmä w południowej Finlandii. Lappinen poszukiwaniami zajmuje się od lat i wcześniej także trafiał w tym regionie na ważne znaleziska archeologiczne. Tym razem początek wcale nie wyglądał spektakularnie. Pierwszy sygnał dochodził z takiej głębokości, iż poszukiwacz zaczął podejrzewać naturalne złoże metalu. Zrezygnował z kopania i przeszedł dalej. Kiedy kilka metrów dalej wykrywacz wskazał bardzo podobny cel, postanowił sprawdzić go dokładniej.
W ziemi pojawiły się monety. Lappinen wrócił więc również do pierwszego miejsca i tam również odnalazł srebro. Zamiast próbować samodzielnie wyciągnąć cały depozyt, zgłosił odkrycie fińskim służbom odpowiedzialnym za zabytki. Już następnego dnia stanowisko zostało zbadane, a wydobyciem skarbu kierował archeolog Esko Tikkala z muzeów w Lahti. I wtedy dopiero okazało się, jak duży jest ten sygnał z wykrywacza.
Srebro znajdowało się w dwóch osobnych depozytach oddalonych od siebie o około 12 m. Oba ukryto pomiędzy kamieniami, około 45 cm pod powierzchnią ziemi. Ktoś ponad 1000 lat temu nie wrzucił monet bezpośrednio do wykopanego dołu. Umieszczono je w pojemnikach wykonanych z kory brzozowej. Dla archeologów to wyjątkowo interesujący element znaleziska, bo materiały organiczne bardzo rzadko zachowują się w fińskiej ziemi przez tak długi czas.
Największe wrażenie robi jednak zawartość. Łączna masa samych monet wynosi w przybliżeniu 4,5 kg, a archeolodzy wiedzą już, iż są ich tysiące. Do tego dochodzą fragment srebra płatniczego, srebrna bransoleta, okucie oraz koralik. Dokładnej liczby nie znamy z bardzo prozaicznego powodu: monet jeszcze nie oczyszczono, nie rozdzielono i nie policzono. Także 4,5 kg jest wartością wstępną i zostanie zweryfikowane po konserwacji.
Pobili rekord, który utrzymał się od 1895 r.
Do tej pory największy znany w Finlandii skarb monet z epoki wikingów pochodził z Nousiainen. Odkryto go w 1895 r. i zawiera około 1700 monet wraz z innymi przedmiotami. Całość waży około 2,2 kg. Znalezisko z Sysmä jest więc pod względem masy monet ponad dwa razy większe. Fińscy archeolodzy określają depozyt jako pochodzący z późnej epoki żelaza, obejmującej w tym regionie również epokę wikingów.
Na dokładniejsze odpowiedzi trzeba poczekać do oczyszczenia monet. To najmłodsza z nich pozwoli najprecyzyjniej określić moment, przed którym skarb nie mógł zostać zakopany. Analiza miejsc wybicia monet może z kolei pokazać, z jak rozległej sieci wymiany pochodziło zgromadzone srebro.
W takich depozytach szczególnie interesujący jest tzw. hacksilver, czyli pocięte fragmenty srebrnych przedmiotów używane jako środek płatniczy według masy. Jeden taki fragment znaleziono także w Sysmä. Srebro nie musiało więc mieć wartości dlatego, iż ktoś wybił na nim konkretny nominał. Liczyła się również ilość samego kruszcu.
Podobne monety znajdujemy również nad Bałtykiem
Tego typu skarby są śladem świata znacznie bardziej połączonego, niż może sugerować mapa Europy sprzed 1000 lat. Srebro i monety potrafiły przemieszczać się tysiące kilometrów pomiędzy Bliskim Wschodem, Europą Wschodnią, Skandynawią i wybrzeżami Bałtyku.
Na Spider’s Web opisywaliśmy już odnalezione w Polsce setki arabskich dirhemów z VIII i IX w. Monety znalezione w pobliżu Strzelinka były dowodem dalekosiężnych kontaktów handlowych przebiegających również przez ziemie dzisiejszej Polski.
W przypadku Sysmä naukowcy na razie świadomie hamują z podobnymi wnioskami. Dopóki kilka tysięcy zlepionych i zabrudzonych monet nie przejdzie konserwacji oraz analizy numizmatycznej, nie da się uczciwie stworzyć mapy miejsc, z których przybyły.
Nie wiadomo też, dlaczego ktoś podzielił skarb na dwie części i ukrył je kilkanaście metrów od siebie. Mogły należeć do jednej osoby, kilku ludzi albo powstać w różnych momentach. Zachowane pojemniki z brzozowej kory mogą pomóc także w rozwiązaniu tej zagadki.
Najważniejsze było to, czego znalazca nie zrobił
Cała historia mogła wyglądać zupełnie inaczej, gdyby po pojawieniu się pierwszych monet Lappinen postanowił sam przekopać stanowisko. W archeologii miejsce ułożenia przedmiotów, warstwy ziemi, pozostałości po pojemniku czy odległość między depozytami bywają równie cenne jak same monety.
Dlatego podobne odkrycia mają największą wartość wtedy, gdy znalazca zatrzyma się we właściwym momencie. Fińskie przepisy również wymagają zgłaszania przedmiotów archeologicznych. Znaleziska mające ponad 100 lat trafiają pod opiekę państwa, a w przypadku przedmiotów wykonanych z metali szlachetnych znalazca może otrzymać rekompensatę.
Lappinen prawdopodobnie nie dostanie więc do domu wiadra pełnego srebrnych monet. Za to po jednym spacerze z wykrywaczem jego nazwisko znajdzie się przy największym takim depozycie odnalezionym w Finlandii od początku prowadzenia podobnych rejestrów. A wszystko zaczęło się od sygnału, który niemal uznał za zwykły kawałek rudy.
*Grafika wprowadzająca wygenerowana przez AI














