
Większość masażerów karku to stosunkowo proste i ciężkie urządzenia, z działaniem opartym na pracy masywnych głowic. Na tym tle bardzo ciekawie prezentuje się SKG G7 Pro-Fold, wyglądający jak gadżet rodem z filmu science fiction. Liczba rozwiązań, jakie upchnięto do tego urządzenia, jest imponująca.
Wpisując „masażer karku” w Google, zobaczycie, iż większość produktów tego typu to proste urządzenia. Z dużymi głowicami, przestarzałymi ładowarkami, obszarowym działaniem i tandetną skórą przykrywającą części mechaniczne. Dlatego zainteresował mnie model SKG G7 Pro-Fold. Wygląda jak futurystyczny gadżet z filmu science fiction, do tego został naszpikowany technologiami i poddany ostrej miniaturyzacji.
SKG G7 Pro-Fold wygląda jak rekwizyt z wysokobudżetowego filmu sci-fi. Tyle iż naprawdę działa
Powierzchnia masująca wygląda bardzo futurystycznie. Zamiast chować ją pod materiałem, inżynierowie SKG pokazują złożony system drobnych głowic, każda pracująca samodzielnie jako część większego układu. Głowice nie tylko ugniatają, ale też pulsują, w zakresie zależnym od wybranego programu. Z kolei metalowe końcówki są higieniczne, przyjazne skórze i pozwalają łatwo zachować czystość.
Z systemem aż dziewięciu punktowych głowic współpracują boczne poduszki, wibrując oraz stabilizując ułożenie urządzenia. Całość domyka lampa ogrzewająca skórę czerwonym światłem, do opcjonalnego włączenia i regulacji natężenia w czterostopniowym zakresie.
Aż dziewięć głowic i dwa boczne silniczki to znacznie więcej, niż mają typowe masażery karku. Przez to powierzchnia masująca wydaje się GIGANTYCZNA, zwłaszcza jak na tak małe gabaryty. Czuję, iż masowane mam wszystko: od mięśnia czworobocznego, przez mięsień pochyły środkowy z boku, aż do wysokości linii kanału słuchowego. Imponujące, jak na tak kompaktowy masażer. Do tego składany.


Najbardziej zaskakuje to, jak mocny jest SKG G7 Pro-Fold. Masażer premium wygina mnie niczym rosły chłop
To naprawdę unikalne doświadczenie. Urządzenie o masie zaledwie 248 gramów robi ze mną co chce, o ile ustawię maksymalne natężenie masażu. Czuję się, jakby uciskał i wyginał mnie rosły facet, z dłońmi tak naciskającymi na mięśnie, iż głowa i szyja automatycznie reagują.
Oczywiście tylko od użytkownika zależy, w kogo wcieli się SKG G7 Pro-Fold – silnego marynarza zajmującego się hobbystycznie masażem, czy może pracownicę zakładu kosmetycznego, wykonującą kojący zabieg relaksacyjny. Rozpiętość funkcji jest naprawdę szeroka, użytkownik wybiera takie parametry jak:
- Siła ucisku, od 1 do 6
- Siła wibracji, od 1 do 5
- Gorący kompres, od 0 do 3
- Czas masażu, skok co 5 minut
- Technika masażu
Na duży plus zaliczam bazę technik masażu, a więc gotowych programów z wyreżyserowaną sekwencją działań. W bazie samego urządzenia znajdują się pięć programów: relax, vitality, relieve stress, pulling oraz soothing. Co najlepsze, w pamięci masażera znajduje się miejsce na cztery kolejne, które można wgrać przy pomocy aplikacji. SKG ma własną platformę z technikami do pobrania, wszystkie za darmo poprzez telefon.
Od razu jednak ostrzegam: techniki takie jak hard pressing, na poziomie ucisku 5 i 6, to zabiegi dla doświadczonych i świadomych użytkowników. Siła masażu jest zaskakująco potężna, a efekt utrzymuje się na długo po zakończeniu programu. jeżeli ktoś cierpi na duże napięcie lub dopiero zaczyna przygodę z masażem, zdecydowanie powinien ograniczyć się do 3 i 4 stopnia ucisku.


Przez pierwszy tydzień używania masażera zaskoczyło mnie, jak bardzo napięty mam kark
W codziennym biegu człowiek nie zdaje sobie sprawy z napięcia w organizmie, to normalne. Praca, bliscy, kurcząca się doba – wszystko jest ważniejsze. Dlatego przez pierwsze kilka dni używałem masażera na niskich parametrach, bo już przy średnim ustawieniu mocy czułem, iż to dla mnie za dużo. Moje mięśnie karku były tak zbite, tak spięte, iż choćby umiarkowana praca głowic wywoływała dyskomfort, spowodowany rozbijaniem napięcia w ciele.
Po miesiącu te same średnie poziomy natężenia są dla mnie jak zabieg relaksacyjny. Zmiana jest OGROMNA. Z dzisiejszej perspektywy wydaje mi się to niemal nierealne, jak bardzo spięty funkcjonowałem. To trochę jak z wizytą u dobrego masażysty – człowiek nie wie, iż może czuć się znacznie lepiej, dopóki nie wyjdzie z gabinetu odmłodzony o kilka lat.
Przyjemna różnica jest taka, iż dysponując SKG G7 Pro-Fold, nie muszę umawiać wizyty u specjalisty. Po prostu nakładam urządzenie na ramiona, jednocześnie pracując przy komputerze, oglądając serial albo czytając książkę. Pro-Fold masuje mnie choćby teraz, kiedy piszę ten tekst. Musiałem tylko zmienić natężenie, bo tryb pulling na piątym stopniu ucisku to już bardzo odczuwalne, angażujące doświadczenie.


Będąc jeszcze na moment przy trybach, absolutnie kapitalny jest relax na 5 lub 6 stopniu. Maszyna ubija mnie jak schabowego
Wyobraźcie sobie, iż ktoś klepie was po karku krańcem otwartej dłoni, jak mistrz karate rozbijający drewniane bloczki. DOKŁADNIE TAKIE jest uczucie w tym trybie. SKG G7 Pro-Fold naprzemiennie ubija mnie i „kłuje”, jak gdyby wbijał czubek palca prosto w mięsień. Czegoś takiego nie jest w stanie podrobić żaden klasyczny masażer za 100-150 złotych. To zasługa długich, precyzyjnych głowic bezpośrednio przylegających do skóry.
Wiem, iż ubijanie oraz kłucie nie brzmi jak coś relaksującego. Mimo to uczucie zaraz po zakończeniu kilkunastominutowego zabiegu jest cudowne. Czuję prawdziwą, miarodajną ulgę. Mam wrażenie, jakby mój kark zamieniał się w coś płynnego. Nie potrafię tego lepiej opisać, ale naprawdę – inżynierowie SKG odwalili kawał dobrej roboty z powierzchnią masującą. Nie tylko wygląda futurystycznie, ale też robi solidną robotę.
Najgorsze jest to, iż mogę się rozpisywać, ale dla was to tylko słowa bez pokrycia. Może choćby marketingowy bełkot. Żałuję, iż nie mam możliwości przetransferowania wam mojego doświadczenia z używania prywatnego masażera za 150 zł, a później testowanego SKG G7 Pro-Fold. To jak dzień i noc. Niestety, trzeba doświadczyć tego na własnej skórze. Dopiero wtedy czuć, iż G7 Pro-Fold to sprzęt z najwyższej półki.


SKG G7 Pro-Fold to model premium z wieloma dodatkowymi rozwiązaniami, których brakuje mojemu prywatnemu masażerowi
Przykładowo, mój masażer korzysta z dedykowanej ładowarki o osobliwym gnieździe, podczas gdy Pro-Fold wykorzystuje uniwersalne gniazdo USB-C. Mój masażer jest spory i obleczony materiałem, z kolei model od SKG nie tylko jest mały i lekki, ale do tego się składa, łatwo wchodząc do materiałowego etui dołączonego do zestawu. SKG G7 Pro-Fold można sterować z poziomu aplikacji, do tego ma wbudowanego asystenta głosowego w języku angielskim. To wszystko detale pokazujące, iż mamy do czynienia z przemyślanym sprzętem z górnej półki.
Takimi detalami są też wykorzystane technologie, jak TENS i EMS – dwa typy przezskórnej elektrostymulacji mięśni, o uzupełniającym działaniu. Dzięki elektrostymulacji masażer działa nie tylko powierzchownie i doraźnie, ale wchodzi w głąb mięśni. SKG deklaruje zasięg do 10 cm w głąb ciała, ale nie mogę tego w żaden sposób zweryfikować.
Mogę natomiast podzielić się osobistym doświadczeniem. Kilka dni temu mocno mnie przewiało. na skutek jazdy samochodem z otwartą szybą. Zaczęła boleć mnie szyja, więc sięgnąłem po masażer. Z Pro-Folda korzystałem na najdelikatniejszych ustawieniach, za to z maksymalną siłą ciepłego kompresu. Nie wiem, na ile to efekt placebo, a na ile wpływ TENS i EMS, ale ulga była olbrzymia. Większa niż po gorącym prysznicu, do tego nieco dłużej się utrzymywała.


Jak to bywa w przypadku tego typu sprzętów, wadą jest wysoka cena. Okazuje się jednak, iż nie przeraża ona fanów
Masażer SKG G7 Pro-Fold kosztuje aktualnie 749 zł, czyli o sto złotych mniej względem standardowej kwoty. Taka obniżka wystarczyła, aby urządzenie zniknęło z magazynów producenta. Na polskiej witrynie SKG Pro-Fold jest aktualnie niedostępny, trzeba czekać na maila informującego o następnej dostawie.
Szukając innych wad, wskazałbym na brak spikera w języku polskim, a także brak polskiej wersji językowej w aplikacji. To jednak małe mankamenty. Producent pomyślał o wielu innych detalach, jak możliwość wyłączenia diody na przycisku sterującym. Dlatego dosyć wysoka cena nie jest absurdalna. SKG ponownie proponuje produkt, który wyraźnie odznacza się na tle konkurencji. Jest naszpikowany topowymi technologiami, cechuje go dbałość o detale i co najważniejsze: jest realnie przydatny. To nie elektro-śmieć, który po tygodniu ekscytacji ląduje zapomniany w szufladzie.















