
Na PGE Narodowym zestawiono system, w którym potężne lampowe monobloki VTL Siegfried Series II napędzają polskie, pełnopasmowe elektrostaty Lirogon Origin. I już samo wyjaśnienie, jak te kolumny działają, brzmi ciekawiej niż niejedna prezentacja nowego telefonu.
W świecie elektroniki użytkowej bardzo przyzwyczailiśmy się do tego, iż wszystko da się w miarę sensownie pokazać przez Internet. Nowy telewizor? Możemy opowiedzieć o luminancji, matrycy, odświeżaniu i odwzorowaniu przestrzeni barw. Procesor? Mamy benchmarki. Aparat? Zdjęcia przykładowe. Samochód elektryczny? Zasięg, moc ładowania i zużycie energii dają przynajmniej jakiś zestaw punktów odniesienia.
Z audio jest gorzej. Możemy oczywiście rozebrać sprzęt na parametry, konstrukcję, topologię układów i zastosowane materiały. Problem zaczyna się wtedy, gdy chcemy odpowiedzieć na najważniejsze pytanie: jak to wszystko brzmi?
YouTube tu nie pomoże. Nagranie kolumn odtworzone przez inne kolumny albo słuchawki jest mniej więcej tak miarodajne jak ocenianie jakości telewizora na podstawie zdjęcia jego ekranu wyświetlonego na innym telewizorze. Dlatego Audio Video Show ma szczególny sens właśnie w najbardziej ekstremalnych przypadkach. Można wejść do pomieszczenia i na własne uszy przekonać się, czy rozwiązanie, które na papierze wygląda fascynująco, rzeczywiście coś wnosi.
VTL Siegfried x Lirogon Origin na Audio Video Show 2026A system wystawiony w sali Paryż A na PGE Narodowym zdecydowanie należy do kategorii tych, przy których warto się zatrzymać. Sercem zestawu głośnikowego są polskie Lirogon Origin, czyli pełnopasmowe elektrostaty działające bez konwencjonalnej zwrotnicy. Napędzają je natomiast referencyjne monobloki lampowe VTL Siegfried Series II. Jest też przedwzmacniacz liniowy VTL TL-6.5, przedwzmacniacz gramofonowy VTL TP-6.5, gramofon J.Sikora Standard Max Supreme oraz serwer muzyczny Everest Audio Labs. Krótko mówiąc: ktoś tu zdecydowanie nie próbował zrobić systemu budżetowego.
Lirogon Origin wyglądają inaczej, bo działają inaczej
Najciekawszym elementem całej układanki są kolumny. I nie dlatego, iż są polskie. Lokalny patriotyzm jest przyjemny, ale sam w sobie jeszcze nigdy nie zagwarantował dobrego dźwięku. Lirogon Origin zasługują na uwagę przede wszystkim ze względu na własną konstrukcję. To pełnopasmowy zestaw elektrostatyczny o deklarowanym paśmie przenoszenia od 35 Hz do 23 kHz, ważący 75 kg i mierzący 131 × 80 × 45 cm. Producent podkreśla przy tym, iż urządzenie zaprojektowano i wyprodukowano w Polsce.
Samo słowo „elektrostat” potrafi uruchomić u miłośników audio cały zestaw skojarzeń. Zamiast typowego przetwornika dynamicznego z cewką, magnesem i membraną otrzymujemy bardzo lekką membranę elektrostatyczną. Lirogon nazywa swoją architekturę LIROSTAT i wykorzystuje matrycę ultralekkich membran, z których każda jest przygotowywana i strojona do pracy w określonej części pasma. Ale naprawdę interesująco robi się chwilę później.
VTL Siegfried x Lirogon Origin na Audio Video Show 2026W Origin nie zastosowano konwencjonalnej zwrotnicy elektrycznej. Producent deklaruje, iż charakterystyka częstotliwościowa kształtowana jest mechanicznie, a sygnał audio nie jest dzielony pomiędzy zakresy przez typowe filtry elektryczne. Do tego służy między innymi opracowany przez firmę system mechanicznej regulacji ZUKA.
To ważne, bo w klasycznej wielodrożnej kolumnie jeden z zasadniczych problemów konstrukcyjnych polega na sprawieniu, aby kilka różnych przetworników zaczęło zachowywać się jak jedno źródło dźwięku. Głośnik wysokotonowy, średniotonowy i niskotonowy mają różne adekwatności i pracują w innych zakresach, a zwrotnica musi tym wszystkim zarządzać.
Lirogon zaczyna od innego założenia. Zamiast próbować perfekcyjnie połączyć kilka tradycyjnych przetworników buduje jeden elektrostatyczny instrument akustyczny. Czy to automatycznie oznacza lepszy dźwięk? Oczywiście nie. Oznacza natomiast, iż mamy do czynienia z technicznie bardzo ciekawą odpowiedzią na problem, z którym konstruktorzy kolumn walczą od dekad.
Tutaj choćby pokój staje się częścią systemu
VTL Siegfried x Lirogon Origin na Audio Video Show 2026Jest jeszcze jeden element, którego nie powinno się ignorować. Origin są konstrukcjami dipolowymi. Producent zwraca uwagę, iż odległość od tylnej ściany, dogięcie kolumn, położenie miejsca odsłuchowego i kąty ustawienia paneli stanowią element końcowego strojenia instalacji. To dobrze pokazuje, dlaczego targowy odsłuch sprzętu high-end ma jednocześnie ogromną wartość i swoje ograniczenia.
Kolumny nie istnieją w próżni. Pomieszczenie jest częścią układu odsłuchowego i potrafi mieć na rezultat gigantyczny wpływ. W przypadku dipola zależność między kolumną a pokojem jest szczególnie istotna, bo energia akustyczna emitowana jest również do tyłu. Sam Lirogon bardzo mocno akcentuje znaczenie końcowego ustawienia i kalibracji.
Dlatego prezentacja na targach nie powinna być traktowana jak laboratoryjny werdykt. Jest za to czymś dużo bardziej wartościowym niż internetowa wojna na opinie. Pozwala zdobyć własny punkt odniesienia. Można usiąść, posłuchać, przesiąść się, wrócić później, posłuchać innego nagrania. A potem przejść do kolejnego pomieszczenia i skonfrontować wrażenia z kompletnie inną konstrukcją. I właśnie do tego najlepiej wykorzystać Audio Video Show.
A potem do gry wchodzi VTL Siegfried Series II. Każdy waży 90 kg
Jeśli polskie elektrostaty są najbardziej nietypowym elementem systemu, to elektronika VTL odpowiada za jego najbardziej spektakularne liczby. Jeden VTL Siegfried Series II Reference Monoblock waży około 90 kg. Nie para. Jeden monoblok. Jego obudowa mierzy około 29,2 × 61 × 61 cm. W środku pracuje 12 lamp 6550 lub KT88 w stopniu wyjściowym, a ponadto jedna 12AT7 i dwie 12BH7. Producent deklaruje 650 W mocy w trybie tetrodowym albo 330 W w trybie triodowym przy obciążeniu 5 omów. Samo zestawienie „lampa” i „650 W” jest już wystarczającym powodem, żeby zainteresować się tą konstrukcją.
VTL Siegfried x Lirogon Origin na Audio Video Show 2026Stereotyp lampowego wzmacniacza jest przecież zupełnie inny. Kilkanaście czy kilkadziesiąt watów, żarzące się bańki, romantyczne światło i dyskusje o tym, iż przecież „pierwszy wat jest najważniejszy”. Siegfried Series II bierze ten stereotyp, kładzie go na ziemi i przejeżdża po nim urządzeniem ważącym tyle co dorosły człowiek. Co ciekawe, brutalna moc nie jest tu jedynym tematem.
VTL stosuje w Siegfried Series II automatyczną regulację biasu i system wykrywania usterek lamp. Konstrukcja ma regulowane, stabilizowane zasilanie oraz przełączanie pomiędzy pracą tetrodową i triodową. Jest też regulacja współczynnika tłumienia pozwalająca zmieniać impedancję wyjściową wzmacniacza przez dobór sprzężenia zwrotnego do charakteru obciążenia. Producent przewidział cztery ustawienia: Low, Med, Hi oraz Max. Jednocześnie deklaruje brak globalnego ujemnego sprzężenia zwrotnego.
Innymi słowy, nie mamy tutaj do czynienia z konstrukcją lampową rozumianą jako nostalgiczny powrót do połowy XX wieku. To raczej próba wyciśnięcia z lamp tego, co ich zwolennicy w nich lubią, przy jednoczesnym użyciu nowoczesnej kontroli parametrów pracy.
3 kW z gniazdka. I to tylko dwa wzmacniacze przy pełnej mocy
Jest jeszcze liczba, która pięknie otrzeźwia każde wyobrażenie o „subtelnym lampowym audio”. VTL podaje pobór mocy jednego monobloku na poziomie 600 W na biegu jałowym i choćby 1500 W przy pełnej mocy. Para oznacza więc odpowiednio około 1,2 kW podczas samej pracy bez oddawania pełnej mocy oraz do 3 kW przy pełnym obciążeniu. I mówimy tylko o końcówkach mocy, bez pozostałej elektroniki. To oczywiście ekstremum, ale też bardzo dobry punkt odniesienia pokazujący skalę tego urządzenia. Jest w tym coś cudownie nierozsądnego.
A jednocześnie od strony inżynieryjnej taki wzmacniacz jest fascynujący. VTL musi opanować nie tylko samą amplifikację sygnału, ale też zasilanie, temperaturę, trwałość kilkunastu lamp na kanał, zachowanie parametrów przy zmianach napięcia sieciowego oraz ochronę urządzenia na wypadek awarii lamp. Producent deklaruje między innymi kontrolę mikroprocesorową, ograniczanie prądu rozruchowego, Auto Bias i Fault Sensing. I nagle okazuje się, iż patrzymy na sprzęt lampowy, w którym nostalgiczne są głównie świecące bańki.
Analog? Jest. Cyfra? Też jest
Cały prezentowany na Audio Video Show 2026 zestaw nie kończy się oczywiście na wzmacniaczach i kolumnach. W torze znalazły się VTL TL-6.5 pełniący rolę przedwzmacniacza liniowego oraz VTL TP-6.5 obsługujący gramofon. Źródłem analogowym jest J.Sikora Standard Max Supreme, natomiast źródło cyfrowe zapewnia Everest Audio Labs.
VTL Siegfried x Lirogon Origin na Audio Video Show 2026To zestawienie jest o tyle sympatyczne, iż nie próbuje rozstrzygać jednej z bardziej jałowych audiofilskich wojen: czy prawdziwe słuchanie kończy się na winylu, czy może jednak można zaakceptować fakt, iż wynaleziono pliki. Można jedno i drugie. I być może właśnie w przypadku takiego systemu ma to największy sens. Zamiast traktować prezentację jako rytuał celebrowania jednego nośnika, można skupić się na tym, co robi cały tor.
Lirogon Origin powstał w Polsce
Ten fakt łatwo sprowadzić do patriotycznej ciekawostki, ale byłoby to trochę niesprawiedliwe wobec samej konstrukcji. Lirogon informuje, iż Origin jest projektowany, produkowany oraz montowany w Polsce. Elementy konstrukcyjne i mechaniczne mają powstawać w należącej do firmy fabryce, natomiast specjalistyczne podzespoły, w tym transformatory, okablowanie i folia membranowa, są wykonywane przez wybranych partnerów według specyfikacji producenta. Widoczne czarne części kolumn otrzymują z kolei fortepianowe wykończenie żywiczne wykonywane w Kaliszu.
Polski rynek elektroniki konsumenckiej przyzwyczaił nas głównie do sytuacji, w której jesteśmy klientami produktów wymyślonych gdzie indziej. Tutaj mamy konstrukcję opracowaną lokalnie, która nie próbuje po prostu stworzyć kolejnej wariacji klasycznej trójdrożnej kolumny podłogowej.
Origin podejmuje znacznie większe ryzyko. Jest pełnopasmowym elektrostatem, korzysta z własnej architektury LIROSTAT, mechanicznego strojenia ZUKA, nie ma klasycznej obudowy skrzyniowej i rezygnuje z konwencjonalnej zwrotnicy. To już jest coś, czemu warto poświęcić kilkanaście minut choćby wtedy, gdy nie mamy najmniejszego zamiaru zamawiać pary do salonu.
I właśnie po to chodzi się na Audio Video Show
Można oczywiście potraktować Audio Video Show 2026 jako festiwal sprzętu, na który większości z nas nigdy nie będzie stać. Organizator zresztą sam reklamuje skalę wystawy, podając zakres cen systemów audio od 100 zł aż do 10 mln zł. Tegoroczna, 28. edycja obejmuje według aktualnych danych 196 sal i 262 wystawców reprezentujących około 700 marek. Tylko iż skupianie się wyłącznie na cenach trochę mija się z celem,
Nie trzeba przecież kupować bolidu Formuły 1, żeby interesować się jego techniką. Nie trzeba mieć willi z prywatną salą kinową, żeby chcieć zobaczyć najlepszy projektor. I nie trzeba planować zakupu dwóch 90-kilogramowych monobloków lampowych, aby posłuchać, co dzieje się, gdy połączy się je z nietypowymi polskimi elektrostatami. Targi są właśnie od tego.
Co więcej, dobry odsłuch ekstremalnie drogiego systemu może być paradoksalnie całkiem praktyczny. Daje punkt odniesienia. Pozwala później wrócić do sprzętu kosztującego ułamek tej kwoty i zastanowić się, gdzie faktycznie słyszymy różnicę, gdzie zaczynają działać preferencje, a gdzie być może wcale nie jesteśmy gotowi zapłacić za kolejne kilka procent jakości. High-end przestaje wtedy być abstrakcją z katalogu. Możemy go skonfrontować z własnymi uszami.
Jeśli jesteście dziś w Warszawie, jeszcze zdążycie
Audio Video Show 2026 trwa od 23 do 25 października w trzech lokalizacjach: na PGE Narodowym, w hotelu Radisson Blu Sobieski oraz Golden Tulip. W sobotę 24 października wystawa działa do godz. 20:00, natomiast w niedzielę 25 października będzie otwarta od 10:00 do 17:00. System VTL Siegfried x Lirogon znajdziecie na PGE Narodowym, w sali Paryż A.
Bilet jednodniowy kupowany online kosztuje w tej chwili 61 zł z wliczoną opłatą transakcyjną, a trzydniowy 91 zł. I jeżeli miałbym wskazać powód, dla którego osoba zainteresowana technologią audio powinna wydać te pieniądze, Lirogon Origin z VTL Siegfried Series II jest naprawdę niezłym kandydatem.
Nie dlatego, iż trzeba z góry uznać ten system za najlepszy na wystawie, iż lampy są z definicji lepsze od tranzystorów. I zdecydowanie nie dlatego, iż przy odpowiednio wysokiej cenie fizyka zaczyna działać bardziej audiofilsko. Wręcz przeciwnie.
Warto go posłuchać, bo spotykają się tutaj dwie ekstremalnie odmienne idee realizacji dźwięku. Z jednej strony mamy polskie kolumny próbujące pozbyć się kilku elementów kojarzących się z klasycznym zespołem głośnikowym: skrzyniowej obudowy, zestawu tradycyjnych przetworników dynamicznych i konwencjonalnej zwrotnicy. Z drugiej potężne amerykańskie monobloki będące demonstracją tego, jak daleko można doprowadzić starą technologię lampową, kiedy obuduje się ją nowoczesnym sterowaniem, zabezpieczeniami i zasilaniem. A pomiędzy nimi zostaje najważniejszy element całego eksperymentu. Krzesło. Wystarczy na nim usiąść i sprawdzić samemu.








