
Gdy AI jest wpychana na siłę do każdego sprzętu, byłem pewien, iż Soundcore Liberty 5 Pro Max to kolejna marketingowa wydmuszka. Zaskoczyły mnie jednak tym, iż to nie jest tylko sprzęt audio. To potężne, kieszonkowe narzędzie do pracy i logistyki, wyposażone w ekran i asystenta, którego więksi gracze mogą na razie tylko pozazdrościć.
Zazwyczaj na widok wielkiego dopisku „AI” na pudełku nowej elektroniki odruchowo przewracam oczami. Producenci wciskają dziś te dwie literki do wszystkiego, od szczoteczek do zębów po tostery, często bez żadnego logicznego uzasadnienia. Spodziewałem się, iż w przypadku Liberty 5 Pro Max za 899 zł będzie podobnie.
I chyba się pomyliłem. Te słuchawki zaskoczyły mnie na tak wielu polach, iż gwałtownie przestałem traktować je jak zwykłe TWS-y do słuchania muzyki w pociągu. Stały się moim „setupem do ogarniania życia”. Im dłużej ich używam, tym mocniej utwierdzam się w przekonaniu, iż to mały, kieszonkowy asystent do pracy.
Zaskoczenie pierwsze: etui przestało być głupim powerbankiem

W dłoni od razu czuć, iż to nie są ultraminimalistyczne, znikające pchełki: każda słuchawka jest dość konkretna, z wyraźnym skrzydełkiem. Siedzą w uchu nieźle, ale to nie one wywołały u mnie największy opad szczęki. Zrobiło to etui.

Prawdziwe Max z nazwy siedzi właśnie w smart etui. Zaskoczyło mnie to, jak bardzo ten 1,78‑calowy ekran AMOLED przypomina funkcjonalnie mały smartwatch wtopiony w pudełko.

Z jego poziomu płynnie zmieniam tryby ANC, przełączam się między sparowanymi urządzeniami, kontroluję muzykę, sprawdzam baterię każdej słuchawki i samego etui – wszystko bez wyciągania telefonu z kieszeni. Mogę włączyć tryb transparentny, odpalić tłumacza w locie, a choćby użyć case’a jako zdalnej migawki aparatu czy poszukać zapodzianych słuchawek.




Nie spodziewałem się, iż zrezygnuję z klikania w telefonie na rzecz pudełka, ale to po prostu działa. Genialnym, małym detalem jest to, iż case bardzo wyraźnie pokazuje, kiedy nagrywa. Mam mocny komunikat wizualny na ekranie, więc znika paranoja, czy na pewno włączyłem rejestrowanie spotkania.
Zaskoczenie drugie: wbudowana sekretarka
Jako ktoś, kto żyje na ciągłych briefingach i wywiadach, byłem bardzo sceptyczny wobec „notatek ze słuchawek”. Funkcja AI Note‑Taker okazała się jednak największym asem w rękawie.

Podwójne stuknięcie lub wciśnięcie fizycznego przycisku na case sprawia, iż obudowa zaczyna nagrywać spotkanie własnymi mikrofonami. Nie muszę aktywować absolutnie żadnej apki na telefonie – ten leży głęboko w plecaku.
Po spotkaniu otwieram aplikację Soundcore i dostaję czystą magię: pełną transkrypcję z podziałem na mówców, znaczniki czasowe oraz zgrabne streszczenie z wypunktowanymi zadaniami do zrobienia.
Zaskoczyło mnie, iż mogę zaznaczać ważne momenty na żywo, wciskając przycisk na etui. Przy długich sesjach mam potem gotowe nagłówki kluczowych fragmentów, zamiast przekopywać się przez dwugodzinne nagranie. Pro Max zapisuje do 12 godzin audio w samej obudowie, więc wyrabiam kilka spotkań czy wywiadów z rzędu bez myślenia o pamięci.
Zaskoczenie trzecie: słuchawki „czytają” moje kości

Zawsze irytowała mnie jakość rozmów w pchełkach w wietrzne dni. Tutaj zderzyłem się z technologiczną ścianą w postaci układu Thus AI. Zaskoczył mnie fakt, iż ten mały, wyspecjalizowany procesor przerzuca dane lokalnie (producent chwali się 150‑krotnie większą mocą AI), a nie wysyła ich do chmury. Oznacza to zero lagów w reagowaniu.

Ten sam chip zasila system Whisper Clear – zestaw aż 10 sensorów (8 mikrofonów i 2 sensory przewodnictwa kostnego) non stop odróżnia mój głos od otoczenia. Zamurowało mnie, gdy okazało się, iż słuchawki dosłownie „czytają” wibracje moich kości twarzoczaszki.

Mogę szeptać w biurze czy samolocie, a i tak jestem słyszalny, bo sprzęt nie polega tylko na tym, co mikrofon wyłapie z powietrza. Nic dziwnego, iż ta seria ma na koncie rekord Guinnessa za jakość mowy (G-MOS) w sprzęcie TWS. Rozmawiam stojąc przy ruchliwej ulicy i po drugiej stronie nikt nie słyszy szumu, tylko mój głos (chociaż ze średnią dystorsją).
soundcore dodaje wystarczająco dużo gumek, aby starczyło każdemuZdziwiła mnie też skuteczność tłumacza w czasie rzeczywistym oraz obsługa 20 komend głosowych. Zmieniając piosenki czy tryb ANC, reakcja następuje poniżej sekundy, dzięki czemu łapię się na tym, iż coraz częściej do nich gadam, zamiast w nie stukać.
Zaskoczenie czwarte: dźwięk, który ratuje kiepski streaming
Biorąc pod uwagę całą tę otoczkę smart, nie spodziewałem się wybitnego audio. I tu znów zostałem pozytywnie zaskoczony. HearID 5.0 robi szybki test mojego słuchu i dobiera krzywą EQ idealnie pod moje uszy. Słuchawki momentalnie przeskakują z „grają OK” na „grają sensownie dla mnie”.
Największe wrażenie zrobiła jednak funkcja AI Sound Enhancement, którą traktuję jak upscaling dla streamingu. Według Soundcore algorytm odzyskuje w locie do 65 procent detali utraconych przy kompresji Bluetooth.
Nie potrafię zmierzyć tych 65 procent z linijką w ręku, ale słyszę różnicę: więcej powietrza w wokalach, lepsza definicja w górze i znacznie mniej zgnieciony obraz muzyczny. Do tego dochodzą 9,2‑milimetrowe przetworniki z wełny i papieru, które generują sprężysty bas.
Kolejny szok to Adaptive ANC 4.0. Słuchawki w czasie rzeczywistym przetwarzają dane akustyczne aż 384 tysiące razy na sekundę: w ryczącym samolocie nagły skok głośności silnika jest przygaszany niesamowicie gładko i naturalnie, bez bolesnych przeskoków ciśnienia w uszach.
Zaskoczenie piąte: bateria i bezproblemowa łączność
Zawsze bałem się, iż te wszystkie ekrany i procesory AI zabiją akumulator w chwilę. Tymczasem wyciągam około 6,5 godziny z włączonym ANC na samych pchełkach, a z etui robi się z tego potężne 28 godzin. Szybkie, 5‑minutowe ładowanie z case’a dokłada 4 godziny słuchania.
Dołączmy do tego Bluetooth 6.1, multipoint obsługujący trzy urządzenia naraz (laptop, telefon, konsola), Google Fast Pair i certyfikat szczelności IP55. Ten zestaw sprawia, iż logistyka, parowanie i uciekające procenty baterii całkowicie znikają z listy moich zmartwień.
Dla kogo to wszystko?

Liberty 5 Pro Max zmieniły odrobinę moje podejście do bezprzewodowych słuchawek od soundcore’a. Zaskoczyły mnie tym, iż widzę w nich narzędzie dla trzech grup: ludzi żyjących na biznesowych callach, osób podróżujących oraz twórców, którzy na bieżąco rejestrują rozmowy w terenie.

Jeśli szukasz tylko i wyłącznie najczyściej grających pchełek w tej cenie i nie obchodzi cię ekran czy robienie notatek, wersja Max może być dla ciebie przerostem formy nad treścią. Płacisz tu bowiem za rewelacyjny, elektroniczny mózg. Lepiej wziąć zwykłą wersję Pro, która gra świetnie, jest tańsza (699 kontra 899 zł) i przez cały czas ma mały ekran do najważniejszych informacji.
Ja sam w tej konfiguracji biorę je w ciemno, ale traktuję przede wszystkim jako zaawansowany kombajn ułatwiający mi życie w biegu, a dopiero potem jako gadżet do słuchania muzyki. I to jest w tym wszystkim największe zaskoczenie.
Specyfikacja techniczna (w pigułce)
- Słuchawki: dokanałowe (TWS) z płetwą stabilizującą; przetwornik dynamiczny 9,2 mm (membrana wełna/papier); masa ok. 5,5 g; certyfikat IP55 (odporność na pot i zachlapania).
- Smart Case: etui z dotykowym ekranem AMOLED 1,78″ (sterowanie trybami, AI Note-Taker, zmiana tapet, Find Device); ładowanie przewodowe (USB-C) oraz bezprzewodowe (Qi).
- Audio i brzmienie: dźwięk zoptymalizowany pod Dolby Atmos (Spatial Audio z head-trackingiem); personalizacja HearID 5.0; AI Sound Enhancement (deklarowane odzyskiwanie do 65% detali ze streamingu Bluetooth).
- ANC i rozmowy: Adaptive ANC 4.0 (skuteczność większa choćby o 100% względem modelu Liberty 4 Pro); 10 sensorów (8 mikrofonów MEMS + 2 czujniki przewodnictwa kostnego VPU); system Whisper-Clear Calls (jakość G-MOS z certyfikatem Guinnessa).
- Funkcje AI (Anker Thus AI Chip):
- AI Note-Taker: nagrywanie spotkań bezpośrednio z etui z funkcją automatycznej transkrypcji i generowania streszczeń (limit darmowy: 120 minut/miesiąc przez 2 lata).
- Sterowanie lokalne: wbudowany asystent „Anka” oraz 20 komend głosowych on-device (przetwarzane lokalnie, bez chmury; 3x szybsza reakcja).
- Tłumacz: obsługa w czasie rzeczywistym i face-to-face w ponad 100 językach.
- Bateria: Do 6,5 h na słuchawkach z włączonym ANC (ok. 4 h przy obciążeniu AI/Dolby); łącznie do 28 h z etui; szybkie ładowanie (5 min = 4 h grania).
- Łączność: Bluetooth 6.1; Multipoint do 3 urządzeń jednocześnie; wsparcie dla systemów Find My.
- W zestawie: słuchawki, Smart Case, wymienne tipsy i płetwy stabilizujące w kilku rozmiarach, kabel USB-C, dokumentacja.








