
Przez 50 lat znaczek GTI był synonimem benzynowych hot hatchy. Teraz Volkswagen oficjalnie zdejmuje kurtynę z zupełnie nowego, w 100 procentach elektrycznego ID. Polo GTI.
Niemcy stają przed karkołomnym zadaniem: muszą przekonać purystów, iż auto na prąd może dawać tyle samo frajdy z jazdy co jego spalinowi przodkowie, rzucając na stół mocne uderzenie w nostalgię i bardzo solidne fundamenty inżynieryjne.

226 koni na przedniej osi
Sercem każdego GTI jest napęd i sposób, w jaki oddaje on moc. ID. Polo generuje 226 koni mechanicznych (166 kW) i moment obrotowy dostępny natychmiast po wciśnięciu pedału, co pozwala na sprint do setki w 6,8 sekundy. Co najważniejsze, cała ta siła trafia wyłącznie na przednią oś. Inżynierowie z Wolfsburga bardzo świadomie zrezygnowali tu z dokładania ciężkiego napędu na cztery koła. Dzięki temu auto zachowuje lżejszą, bardziej narowistą charakterystykę, znacznie bliższą tradycji klasycznych hot hatchy.
O odpowiednią trakcję dba elektronicznie sterowana blokada mechanizmu różnicowego, a stabilność w zakrętach zapewnia adaptacyjne sportowe zawieszenie DCC.

Koniec kompromisów, czyli elektryk zamiast kombi
Zamiast analizować każdy parametr baterii, warto spojrzeć na ten samochód z szerszej perspektywy. To prawdopodobnie pierwszy elektryczny GTI, który realnie może pełnić funkcję podstawowego auta w rodzinie. Dzięki nowej architekturze MEB+ bagażnik pomieści imponujące 441 litrów, co stawia go wyżej od wielu spalinowych odpowiedników. Akumulator zapewni nieco ponad 400 kilometrów zasięgu w cyklu mieszanym (wg WLTP), a na szybkiej ładowarce uzupełnimy energię do 80 procent w ok. pół godziny. Dorzucając do tego opcję montażu haka holowniczego (z uciągiem do 1,2 tony), otrzymujemy nie tyle miejską zabawkę, co świetnie wyglądające, pragmatyczne narzędzie, które ma dodatkowo dawać frajdę z jazdy.

Cyfrowa nostalgia i krata na fotelach
Volkswagen doskonale wie, iż w przypadku GTI musi sprzedawać emocje. Skoro z aut znika mechaniczna surowość spalinowego napędu, producenci próbują ją symulować dzięki systemu i interfejsów. Z zewnątrz ID. Polo to ukłon w stronę klasyki: mamy czerwony pasek, wzór plastra miodu i sportowe zderzaki.
Wewnątrz wita nas legendarna krata na fotelach (teraz opcjonalnie z pneumatycznym masażem). Najciekawiej robi się jednak na ekranach. Po włączeniu trybu retro, wirtualny kokpit udaje wskaźniki z pierwszej generacji Golfa, a odtwarzacz muzyki na centralnym ekranie zmienia się w animowaną kasetę magnetofonową. To uroczy, choć z inżynieryjnego punktu widzenia lekko absurdalny zabieg.

Próba sił z legendą
Elektryczne ID. Polo GTI to największy rynkowy sprawdzian dla sportowego działu Volkswagena. Na papierze ten projekt broni się doskonale: auto jest dynamiczne, praktyczne i naszpikowane technologią. Pytanie brzmi, czy kierowcy przyzwyczajeni do mechanicznych wibracji i dźwięku sportowego wydechu, dadzą się uwieść wirtualnym kasetom magnetofonowym i cyfrowo generowanemu klimatowi.
VW Golf GTI Edition 50 wjeżdża do Warszawy
To odważny ruch marki, ale i twardy dowód na to, iż klasyczne, ryczące GTI nieuchronnie stają się częścią historii. Na szczęście nie tak szybko, wszak Golf GTI Edition 50, o którym już wspominałem dopiero co zadebiutował. Volkswagen idzie dwutorowo. Trudno o lepszy pomysł na GTI.
Jeśli artykuł Volkswagen prezentuje ID. Polo GTI. Prąd, 226 koni i cyfrowe kasety magnetofonowe zamiast wydechu [galeria] nie wygląda prawidłowo w Twoim czytniku RSS, to zobacz go na iMagazine.

5 godzin temu







