USA chcą nas ratować przed cenzurą. Ratunkiem będzie ten portal

3 godzin temu

Departament Stanu USA z dumą pracuje nad rządowym portalem, który pozwoli Europejczykom – z ominięciem lokalnego prawa – zapoznawać się z treściami zablokowanymi na przykład za mowę nienawiści lub propagandę terrorystyczną. Administracja w Waszyngtonie uznała najwyraźniej, iż Europa potrzebuje amerykańskiej pomocy w dostępie do wolnego słowa.

Amerykański VPN dla uciśnionych Europejczyków

Jak informuje agencja Reutera, powołując się na własne źródła, projekt kryje się pod mało subtelną domeną freedom.gov. Portal ma zaoferować użytkownikom ze Starego Kontynentu funkcję VPN. Dzięki temu ich ruch w sieci będzie wyglądał tak, jakby pochodził z terytorium Stanów Zjednoczonych. W ten sposób europejscy internauci będą mogli swobodnie ignorować lokalne regulacje. Przykładem jest unijny akt o usługach cyfrowych (DSA).

Stronę zarejestrowano w połowie stycznia. Póki co, po wejściu pod ten adres, internautów wita iście rewolucyjny manifest: „Nadchodzi wolność. Informacja to potęga. Odzyskaj swoje prawo do wolności słowa. Przygotuj się”. Nad tym wzniosłym projektem pracuje m.in. Edward Coristine, były członek departamentu DOGE, powiązanego z Elonem Muskiem.

Dyplomatyczny policzek w imię wolności. Zablokowane treści znów będą dostępne

Departament Stanu rzekomo szykował ten projekt na niedawną Monachijską Konferencję Bezpieczeństwa, ale wstrzymał jego start. Prawnicy Departamentu Stanu mieli zgłaszać pewne obawy. To brzmi jak całkiem rozsądna reakcja na pomysł, w którym waszyngtońska administracja otwarcie zachęca obywateli sojuszniczych państw do łamania ich własnego prawa.

Rzecznik Departamentu Stanu oficjalnie zaprzeczył jednak, jakoby doszło do jakichkolwiek opóźnień i obiekcji ze strony prawników. Skomentował sprawę w oficjalnym oświadczeniu.

– Cyfrowa wolność jest jednak priorytetem dla Departamentu Stanu. A to obejmuje rozpowszechnianie technologii chroniących prywatność i pozwalających na omijanie cenzury, takich jak sieci VPN – zaznaczył.

Z kolei były urzędnik Departamentu Stanu, Kenneth Propp, nie ma złudzeń co do tego, jak ta śmiała inicjatywa zostanie odebrana za oceanem. Nazywając plany USA „bezpośrednim ciosem” w europejskie przepisy, ocenił, iż portal „zostanie odebrany w Europie jako amerykańska próba udaremnienia przepisów prawa krajowego”.

Po wejściu na stronę pojawia się napis „Future is Coming”. Źródło: Freedom.gov

Krucjata przeciwko wymazywaniu cywilizacji

Za całe to zamieszanie odpowiada w dużej mierze Sarah Rogers, podsekretarz ds. dyplomacji publicznej. Od miesięcy intensywnie podróżuje po Europie, spotykając się z przedstawicielami prawicowych środowisk. Co istotne, to właśnie ich narrację – o rzekomym ucisku ze strony unijnych regulatorów – wzięła na sztandary administracja Donalda Trumpa.

Różnica w podejściu do wolności słowa między USA a Europą jest fundamentalna. Amerykańska Konstytucja chroni niemal każdy rodzaj wypowiedzi. Z kolei Unia Europejska, pomna mrocznych doświadczeń z ekstremistyczną propagandą XX wieku, stawia na szybkie usuwanie treści nielegalnych i szkodliwych. Zespół z Waszyngtonu widzi to jednak inaczej. W opublikowanej niedawno Strategii Bezpieczeństwa Narodowego wprost ostrzeżono, iż z powodu swojej polityki migracyjnej Europa stoi w obliczu „wymazania cywilizacyjnego”.

Jeszcze do niedawna amerykański rząd skupiał się na dostarczaniu narzędzi do walki z cenzurą obywatelom państw rządzonych przez autorytarne reżimy. Dziś najwyraźniej uznano, iż kolejnym terytorium wymagającym pilnej, cyfrowej interwencji humanitarnej jest… Unia Europejska.

Źródło: Reuters, PAP / Zdjęcie otwierające: Gemini

Unia EuropejskaUSA
Idź do oryginalnego materiału