Zima w Hiszpanii ma tę przewagę nad polską, iż zamiast kurtki puchowej można założyć cienką wiatrówkę, a zamiast trenażera – wyjechać w góry. Calpe i okolice to miejsce, w którym gravel bardzo gwałtownie zostaje zweryfikowany. Stromo, twardo, technicznie, momentami wręcz za bardzo jak na rower z barankiem. I właśnie w takich warunkach przez kilka dni jeździłem na Unibike’u Geos.

Bez taryfy ulgowej, bez „pierwszego wrażenia”, za to z normalnym użytkowaniem: asfalt, betonowe drogi między sadami pomarańczy, szuter, kamienie, noszenie roweru na ramieniu i odcinki, na których gravel zaczyna pytać, czy na pewno chce tu być.

I im dłużej na nim jeździłem, tym częściej wracało jedno pytanie: po co przeciętnemu użytkownikowi gravel droższy, bardziej skomplikowany i bardziej „ambitny” niż Geos? Te wrażenia zweryfikowałem później też w Polsce, niestety już w zdecydowanie grubszych ciuchach!

Bo Geos jest dokładnie tym, czym gravel w swojej pierwotnej definicji miał być. Jednym rowerem do wszystkiego. Podkreślam rower – nie MTB! Bez zadęcia, bez marketingowego nadmiaru, bez udawania wyścigowej maszyny, która nagle ma być także turystyczna.

Aluminiowa rama jest wykonana bardzo czysto, z wyraźnym naciskiem na estetykę i funkcjonalność. Zintegrowane prowadzenie przewodów robi robotę wizualnie, ale co ważniejsze – nie utrudnia życia serwisowo. To rozwiązanie FSA, w którym pancerze wchodzą pod mostkiem w stery, ale tu nie są prowadzone przez wnętrze kierownicy (da się dla chętnych).

Efekt? Rower wygląda nowocześnie, a jednocześnie przez cały czas można bez dramatu zmienić mostek, kierownicę czy owijkę. W czasach, gdy integracja często oznacza serwisowy koszmar, to bardzo rozsądny kompromis.

Geos jest też rowerem, który od początku do końca został pomyślany jako platforma uniwersalna. Ilość punktów montażowych robi wrażenie: na ramie, na widelcu z każdej strony, pod spodem, pod bagażnik i pod pełne błotniki. To nie jest gravel „na ładne zdjęcia”. To jest gravel, który można obwiesić bidonami, torbami, koszykami i po prostu pojechać.

Na plus od razu zapisuję kokpit. Kierownica z płaską górą i sensowną flarą na dole daje realną kontrolę w terenie, szczególnie na zjazdach. Po lekkim skręceniu klamek do środka pozycja jest naturalna i pewna, a chwyt dolny przestaje być awaryjnym, a zaczyna być roboczym. Do tego krótsza geometria samej kierownicy sprawia, iż rower nie czuje się ociężały ani „ciągnący się” na przodzie.

Siodło Fizik w wersji gravelowej? Tu zaskoczenia nie było. Jest szerokie tam, gdzie trzeba, podparcie jest sensowne, a po kilku godzinach jazdy nic nie woła o litość. Oczywiście – kwestia anatomii jest indywidualna, ale seryjnie dobrany element jest więcej niż poprawny.

Napęd to „klasyczny” Shimano GRX 2×12, czyli rozwiązanie, które przez cały czas uważam za najbardziej sensowne dla osób jeżdżących naprawdę różnorodnie. Korba z małą tarczą 31 zębów i kaseta do 36 zębów oznaczają lekkie przełożenia w terenie. I owszem, na asfalcie brakuje tej ciasnej gradacji znanej z szosy, ale wystarczy wjechać na stromy betonowy podjazd albo kamienisty szuter, żeby docenić, iż można kręcić, a nie walczyć. W Calpe te przełożenia były błogosławieństwem.


Uwaga na marginesie – są lepsze miejsca na gravela niż Calpe, a Komoot w tej okolicy sobie zupełnie nie radzi, lepszy jest rooting na Stravie, wybierający trasy gdzie ludzie naprawdę jeżdżą!

Ciekawostka to fakt, iż Geos już w poprzednim sezonie wyglądał bardzo podobnie. Na tyle, iż także ja miałem problemy z rozróżnieniem wersji. Ale najprostsza metoda ich zidentyfikowania sprowadza się do… policzenia liczby biegów z tyłu. Najnowsza generacja ma ich 12, poprzednia miała 11. Jednocześnie podniesiono poziom wyposażenia, bo teraz jest to GRX820, poprzednio głównie z poziomy 600 tej samej grupy. Funny fact – choćby na oficjalnej stronie Unibike specyfikacja pozostało zeszłoroczna (stan na 31.01.2026).

Fakt, iż pierwszy wariant, kilka lat temu, miał też środek typu press-fit, a obecny już wkręcany T47, jest przy tym istotny, ale zauważalny tylko dla ekspertów. Informacja jest ważna o tyle, iż gwintowana mufa suportu jest prostsza w serwisowaniu.

Ważny szczegół: Geos oficjalnie przyjmuje opony do 47 mm. Seryjnie dostajemy bardzo uniwersalne Schwalbe 40 mm – na początek w zupełności wystarczające, szybkie na asfalcie i bezpieczne w lekkim terenie. Ale jeżeli miałbym wskazać jedną rzecz, którą zrobiłbym od razu, to byłoby to przejście na tubeless i założenie szerszej opony, w okolicach 45 mm. Obręcze są na to gotowe, a komfort i kontrola w terenie rosną zauważalnie.

I uwaga – w rowerze seryjnie mamy dętki Schwalbe z wentylem Click, zastępującym Prestę. Mały, fajny detal, który pozwoli wam osobiście sprawdzić, jak rozwiązanie działa! Bezproblemowo, w skrócie.

Geometria? Spokojna, przewidywalna, bez modnych ekstremów. Rower jest lekko wydłużony, stabilny na zjazdach i nie nerwowy na prostych. Co ważne – nie ma problemu toe overlapu (zaczepianie butem w zakrętach o przednią oponę), choćby w najmniejszym rozmiarze (zastrzeżenie, przy rozmiarze buta 42!).


A skoro o tym mowa, trzeba powiedzieć wprost: rozmiarówka Unibike’a jest przesunięta. Jeżdżę zwykle na 52, tutaj idealnie pasuje mi 49. I to jest kluczowa informacja. Oficjalne 55 cm, z 4 dostępnych rozmiarów, jest odpowiednio większe, bardziej odpowiada 57-58 cm u innych producentów. Przed zakupem warto się przymierzyć, bo „papierowy” rozmiar może wprowadzić w błąd.

Waga? 10,68 kg w rozmiarze 49, z pedałami, koszykiem i mocowaniem GPS. Do wyścigów ktoś powie, iż za dużo. I będzie miał rację. Ale Geos nie udaje karbonowego bolidu. To rower do jazdy, nie do ważenia.

Cena – 6999 zł – jest w tym kontekście absolutnie kluczowa. Bo w tej kwocie dostajemy kompletny, sensownie złożony gravel, który nie wymaga natychmiastowych inwestycji. A jeżeli ktoś chce zejść jeszcze niżej, w ofercie jest bardzo podobny model Unibike Tier, tańszy o około 1000 zł, z napędem GRX 2×11. Różnice są kosmetyczne, a funkcjonalność zostaje.
Tu także zwróćcie uwagę na rocznik – ta same sytuacja z upgrade co w Geosie dotyczy także tego roweru, poprzedni miał 10 biegów z tyłu. Nawiasem mówiąc przez cały czas można je spotkać w sieci w obydwu przypadkach, oznacza to… prawdziwe okazje cenowe, jeżeli nie zależy wam na na maksymalizacji ilości biegów!

Po teście, nie tylko w Calpe, mogę powiedzieć jedno: Geos nie ma słabych stron, które byłyby występującymi w rzeczywistym użytkowaniu problemami. Ma za to bardzo jasno określony charakter. To gravel dla kogoś, kto chce mieć jeden rower. Do pracy, na weekend, na wyjazd, na trening, czasem sportowo, czasem z bagażem. Bez potrzeby tłumaczenia się przed samym sobą, iż „to tylko przejściowo”.
Jeździć, używać, nie oszczędzać. I dokładnie o to w gravelu chodzi.
Tekst: Grzegorz Radziwonowski
Zdjęcia: Justyna Jarczok, piotrkunc.com
Artykuł powstał w ramach płatnej współpracy z Unibike, unibike.pl








