Komputer potrafi starzeć się na dwa sposoby. Pierwszy każdy zna: siada bateria, hałasuje wentylator, dysk zaczyna chrupać, obudowa nosi ślady lat spędzonych pod biurkiem. Drugi jest znacznie cichszy i przez to groźniejszy. Sprzęt wciąż działa, uruchamia programy, przegląda sieć, obsługuje dokumenty i filmy, ale gdzieś obok zapada decyzja, iż jego czas właśnie dobiega końca. Nie dlatego, iż płyta główna odmówiła posłuszeństwa. Nie dlatego, iż procesor nagle stracił wydajność. Po prostu producent przestaje patrzeć na ten komputer jak na pełnoprawnego uczestnika rynku. Przez lata przyzwyczailiśmy się myśleć o trwałości elektroniki w sposób bardzo materialny. jeżeli urządzenie da się rozkręcić, jeżeli można kupić część zamienną, jeżeli serwis dostanie instrukcję i nie straci się przy tym gwarancji, to znaczy, iż jesteśmy po adekwatnej stronie barykady.