
To już wiem, dlaczego w Polsce tak chętnie broni się milionerów – łatwo uwierzyć w to, iż jest się kolejnym na liście.
Być może zdążyliście zauważyć to już sami. Coraz częściej łapiecie się na tym, iż pod nosem mówicie: „ciekawe skąd wziął na to pieniążki?”. Na korytarzu potykacie się o kartony po telewizorach zostawiane przez sąsiadów – coraz to większe i większe. Nie ma gdzie zaparkować, bo w okolicy zaroiło się od luksusowych samochodów. W rozmowach o wakacjach i wyjazdach słychać nieznane nazwy miejscowości, brzmiące egzotycznie – kierunki tak odległe, iż trzeba sprawdzać na mapie.
Nie dostrzegliście? Liczby jednak nie kłamią. Jak pisze „Puls Biznesu”, powołując się na Bloomberga, nigdzie na świecie nie przybywa bogaczy tak jak w Polsce. I chodzi tu o prawdziwych milionerów, z majątkiem powyżej 30 mln dol., a nie pierwszych lepszych zarobasów.
Według Bloomberga liczba takich krezusów zwiększyła się w ostatnich pięciu latach o ok. 109 proc. Nie zmieni się to w najbliższej przyszłości – kolejne pięć lat to wzrost liczby osób ultrazamożnych. Polska jest w czołówce państw, w których oczekiwany jest właśnie taki marsz w górę.
Po zapoznaniu się z tymi statystykami wszystko stało się dla mnie jasne
Przyznaję, przez dłuższy czas nie rozumiałem, dlaczego w Polsce ludzie, którym bardzo daleko jest do grona milionerów, są gotowi tak rozpaczliwie bronić najbogatszych. Łatwiej o solidarność z prezesem wielkiej korporacji niż kimś, komu jedno potknięcie może wywrócić życie. Od lat powtarza się, iż polską klasę średnią od bezdomności dzielą trzy raty kredytu, a mimo to niemało osób zdaje się żyć problemami nielicznych magnatów.
Z majowego sondażu przeprowadzonego przez Rankomat.pl wynikało, iż jedynie 20 proc. Polaków popiera wprowadzenie podatku katastralnego, natomiast aż 45 proc. jest było przeciw. Z szacunków wynika, iż podatek objąłby kilka ponad 1 proc. społeczeństwa – bo tyle ma więcej niż jedno mieszkanie – a mimo to przeciwnicy uznali, iż „byłby to kolejny podatek”. No dobrze, może i teraz nie mamy własnych czterech kątów – albo będziemy mieć je za lat 30, jak już spłacimy kredyt – ale kto wie, co będzie za rok, dwa, pięć? Lepiej żadnych nowych podatków nie wprowadzać, bo jeszcze nas dotkną – i co wtedy?
Kiedy aktywiści ubrudzili posiadłości polskich bogatych celebrytów, wcale nie zyskali w ten sposób poparcia, wbrew pozorom. choćby obranie za cel osób kojarzonych z często bezmyślnym konsumpcjonizmem nie sprawiło, iż poparcie ruchów klimatycznych wzrosłoby choćby o 5 proc. Może i elity są oderwane, ale żeby od razu wyżywać się na bogu ducha winnych płotach, chodnikach i szybach? – pisali komentujący, jakby przeczuwając, iż gniew ludu może nagle dotknąć także ich, jakby naprawdę grali w tej samej lidze i byli symbolami szastania pieniędzmi na lewo i prawo. Jasne, pewnie niektórzy właśnie tak się czują, ale mimo wszystko daleko im do prawdziwych mistrzów w tym temacie.
Nawet pomysł darmowej wody w restauracjach rozwścieczył nie tylko część restauratorów, ale i samych klientów, którzy przyznawali, iż nie ma nic za darmo, na wszystko trzeba sobie zasłużyć lub przynajmniej zapłacić.
A to przecież i tak delikatna forma oburzenia na rzekomą roszczeniowość. Według niedawnego sondażu przeprowadzonego przez IBRiS dla „Rzeczpospolitej”, 39,2 proc. badanych uważa, iż w celu zmniejszenia deficytu w budżecie państwa rząd powinien ograniczyć wydatki socjalne. Wiadomo, podatki be, socjal też.
Te i wiele innych przykładów budziło u mnie konsternację. Obwiniałem lata 90. i zachłyśnięcie się wolnorynkową retoryką, tym, iż innej drogi nie ma, kto chce, ten wygrywa, a kto przegrywa – najwidoczniej nie wierzył w sukces i nie był gotowy na poświęcenia. Nic a nic mi się nie kleiło, bo wystarczyło się rozejrzeć, aby zobaczyć, iż tak to nie działa.
A tu, proszę, działa. Milionerzy wyrastają jak grzyby po deszczu. Pięć lat i ogromny wzrost. Można to tłumaczyć tym – co zresztą eksperci robią – iż startowaliśmy z niższego pułapu, więc łatwiej się wybić. Nie zmienia to jednak faktu, iż bogaczy przybywa. Czyli da się, prawda? Da się? Da się?!
No dobra, wcale nie uważam, iż ten sposób myślenia można tymi statystykami usprawiedliwić
To wcale nie tak, iż stojący w kolejce do bogactwa są już bliżej celu. Może w ostatnich pięciu latach się nie dopchali, ale w nadchodzących będzie lepiej, na pewno, zobaczycie. Skoro wszystkim rośnie, to i nam skapnie, prawda?
Niby nic nowego pod słońcem. Bogaci się bogacą w coraz większym tempie, a reszta orze jak może. I wiadomo, komu najbardziej zależy na podtrzymaniu takiego sposobu myślenia. Prof. dr hab. Michał Brzeziński, ekonomista z Uniwersytetu Warszawskiego, współautor książki „Nierówności po polsku”, w rozmowie z „Forbesem” przekonywał, iż „nierówności są w Polsce dużo większe, niż podaje GUS” oraz iż „nierówności dochodowe rozwinęły się bardzo gwałtownie w dość krótkim czasie i osiągnęły poziom obserwowany w najbardziej nierównych krajach Zachodu”.
Marzy mi się sytuacja, w której najnowsze dane nt. polskich bogaczy traktowane są jako sygnał do przebudzenia. Bo powinien nim być. Skoro więc rośnie liczba milionerów, to w takim razie jeszcze bardziej adekwatny staje się postulat Gabriela Zucmana, który w swoim eseju zachęca, aby opodatkować miliarderów, rozwiązując w ten sposób problem nierówności.
Jak pisał w swoim felietonie Rafał Pikuła:
Jeśli najbogatsi płacą niski podatek, ich kapitał akumuluje się szybciej niż jakikolwiek inny kapitał na świecie. Zamiast zdrowej konkurencji dostajemy cyfrowe i finansowe monopole, które wykupują każdą obiecującą konkurencję w zarodku. Ponadto niewyobrażalna koncentracja kapitału zaczyna bezpośrednio zagrażać demokracji. Kiedy jednostka ma budżet większy niż średniej wielkości państwo europejskie, może kupować platformy społecznościowe, wpływać na wybory, wyznaczać kierunki polityki klimatycznej czy kosmicznej. Demokracja zamienia się w oligarchię, w której zasada „jeden człowiek – jeden głos” ustępuje zasadzie „jeden dolar – jeden głos”.
Oczywiście obawiam się, iż takie postulaty przez cały czas się u nas nie przyjmą. Na wieść o tym, iż rośnie liczba milionerów, wielu pomyśli: to w końcu i na nas przyjdzie pora!
Zdjęcie główne wygenerowane przez SI.















